kakaowe makaroniki z kremem kasztanowym
Makaroniki – ciasteczka owiane milionem legend. Postrach początkujących cukierników i zwykłych śmiertelników. Mówi się, że zwykle nie wychodzą, a już na pewno za pierwszym razem. Nic dziwnego, że zupełnie nie pałałam do nich entuzjazmem, choć tęsknie wzdychałam do krążących po internecie zdjęć pełnych idealnych krążków z piękną falbanką dookoła, przełożonych pysznym kremem. Makaroniki to przede wszystkim uczta dla oczu, ale i brzuszek się ucieszy :)
Nie zrażajcie się, jeśli za pierwszym razem Wam nie wyjdzie. Ja ponad rok temu byłam na warsztatach makaronikowych i choć robiłam je pod czujnym okiem szefowej kuchni to wyszło mi coś, co ani krztyny nie przypominało prawdziwych makaroników. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś zrobię je w domu, ale jak już je zrobię, to będą idealne.
W końcu nadarzyła się okazja – dostałam do testów matę do makaroników (o niej więcej wkrótce), a dziś wybieram się na urodziny do mamy – będą idealne na prezent!
Nie są może perfekcyjnymi 10-tkami, ale daję im mocne 8. Poniżej podzielę się z Wami kilkoma radami, które znalazłam w internecie oraz moimi uwagami do nich. Przeczytajcie je uważnie, bo to klucz do sukcesu!
1. Podsusz białka. Ja moje białka oddzieliłam od żółtek trzy dni temu i przez ten cały czas stały w lodówce. Dopiero na godzinę przed rozpoczęciem pieczenia wyciągnęłam je z lodówki, by nabrały temperatury pokojowej. To ważne, bo ubite białka mają wtedy lepszą konsystencję.
2. Używaj suszonej mąki migdałowej. W niektórych przepisach radzą, że mąkę migdałową można uzyskać mieląc migdały. Ok, w teorii się zgadza. Problem jest jednak taki, że świeżo zmielone migdały są zbyt wilgotne (o czym przekonałam się na warsztatach). Ja do moich makaroników użyłam kupnej, wysuszonej już mąki migdałowej i wyszło o niebo lepiej.
3. Przed wsadzeniem makaroników do piekarnika pozostaw je na blacie przez 30-60 minut. W ten sposób wierzch makaroników lekko obeschnie i makaroniki nie będą pękać przy pieczeniu.
4. Po wyjęciu makaroników pozwól im wystygnąć i dopiero później zdejmuj je z blachy. Inaczej mogą się połamać i pokruszyć.
5. Krąży również legenda, że makaroników nie powinno się piec w deszczowe dni, bo wilgotność powietrza jest zbyt duża. Nie sprawdziłam tego osobiście, ale na wszelki wypadek warto się do tej rady zastosować ;)
6. Na koniec jeszcze moja obserwacja. Piekłam makaroniki na silikonowej macie (o niej napiszę więcej w kolejnym odcinku “Design, że palce lizać”) i spód niektórych z nich się nie dosuszył, po przepisowych 15 minutach. Drugą partię suszyłam więc 20 minut i wyszło super. Dlatego polecam Wam przed wyjęciem z piekarnika skontrolować jeden makaronik – jeśli spód jest jeszcze wilgotny, dosuszcie je nieco dłużej.
Składniki (na 2 blachy piekarnikowe):
- 100 g białek (z około 3 jajek), podsuszonych wcześniej w lodówce przez 2-3 dni, a następnie doprowadzonych do temperatury pokojowej
- 40 g drobnego cukru
- 120 g mąki migdałowej (gotowej, ze sklepu - jest bardziej sucha)
- 200 g cukru pudru
- 1 czubata łyżeczka kakao
Do przełożenia:
- 200 g kremu kasztanowego
Cukier puder, kakao oraz mąkę migdałową blendujemy razem, aż składniki się połączą.
Białka ubijamy, aż będą gęste, ale nie sztywne. Wówczas dodajemy drobny cukier i całość ubijamy dalej, aż piana zrobi się sztywna. (Uwaga! Piana powinna być sztywna, ale nie przebita - jeśli zacznie wyglądem przypominać pianę z kąpieli i rwać się jak ona, to znaczy, że białka ubite są zbyt mocno).
Do białek dodajemy stopniowo suche składniki. Dodajemy je ostrożnie, aby piana z białek nie opadła i masę mieszamy delikatnie szpatułką (nie mikserem!), aż wszystkie składniki się połączą.
2 blachy piekarnikowe wykładamy papierem do pieczenia lub matą silikonową do makaroników. Przy pomocy rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką wyciskamy niewielkie porcje ciasta (mniej więcej wielkości mirabelki), zachowując między nimi 2-3 centymetrowe odstępy.
Gdy ciasto zostanie wyciśnięte, pukamy blachą o blat stołu, by ciasto lekko się rozpłynęło. Tak przygotowane makaroniki odstawiamy na 30-60 minut, by lekko podeschły.
Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni. Wkładamy blachę (jedną na raz!) do piekarnika, na około 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy blachę i odstawiamy makaroniki do ostygnięcia (mogą leżeć na gorącej blaszce, dzięki temu dostaną jeszcze nieco ciepła od spodu i lepiej się podsuszą).
Przestudzone makaroniki przekładamy odrobiną kremu kasztanowego.
Udanego makaronikowania życzy gruszka z fartuszka! :)