Chelsea Monroe-Cassel, Sariann Lehrer – “Uczta lodu i ognia”

Autor: Chelsea Monroe-Cassel, Sariann Lehrer na podstawie powieści George R.R. Martin

Tytuł: Uczta lodu i ognia

Liczba stron: 234

Liczba przepisów: około 100

Liczba zakładek “koniecznie zrobić!”: 19

Oj ile ja się na tę książkę naczekałam! Już we wrześniu 2012, gdy publikowałam przepis na “przysmak Khaleesi” miałam nadzieję, że wkrótce trafi w moje ręce w polskiej (niedostępnej wówczas) wersji językowej. I oto jest! Nieco ponad rok później trafiła na półki polskich księgarni, a ja wiedziałam, że muszę ją mieć – teraz, zaraz, już! :) I dostałam ją w prezencie imieninowym od mojego mężczyzny, który tak jak ja uwielbia sagę “Gry o Tron”. Tu bowiem niezorientowani muszą się dowiedzieć: “Uczta lodu i ognia” to książka kucharska, która powstała na podstawie powieści George R.R. Martina – słynnej “Gry o Tron”, która święci triumfy odkąd została zekranizowana.


gra o tron uczta lodu i ognia
 

Pomijając aspekt fanowski, informacja ta jest o tyle ważna, że rzutuje na moim sposobie postrzegania całej książki – począwszy od jej wygląd, przez zawarte w niej potrawy, po przypisy. Ale po kolei.

Zacznę od informacji, która napawa mnie optymizmem i dumą – książka ta jest dziełem blogerek. Więcej ich przepisów znajdziecie więc nie gdzie indziej, jak na ich blogu – Inn at the Crossroad. To co zobaczycie na blogu jest mniej więcej przełożeniem tego, co zobaczycie w książce – w wersji drukowanej bowiem zdjęcia również są ich autorstwa, a i “design” jest hmm… no trochę cofnięty w czasie :)


DSC_1338
 

Jeśli o zdjęcia chodzi mam trochę mieszane uczucia – mają ogromny potencjał, do bólu wręcz zazdroszczę autorkom zasobów ich gadżetów do stylizacji potraw, ale… oj brakuje tu mocno warsztatu, albo dobrego grafika (rzuca się w oczy niedoświetlenie wielu zdjęć, słabe kontrasty, a jedzenie na niektórych fotografiach wygląda nieapetycznie ze względu na swoje kolory…) Szkoda straszna, bo to właśnie te zdjęcia powinny być siłą napędową. Dodatkowo małe i niedopasowane rozmiary niektórych zdjęć zdradzają, że nie były one przygotowywane z myślą o druku.

Skupmy się jednak na treści.


DSC_1337
 

Po pierwsze bardzo podoba mi się podział książki na rozdziały – według regionów: Mur, Północ, Południe, Królewska Przystań, Dorne i Za Wąskim Morzem. I tak oto na przykład na Murze możemy zjeść  baraninę z cebulą w piwie i popić wszystko grzanym winem, na Północy czeka na nas m.in. rzepa w maśle i mięso żubra pieczone z porem, na Południu zjemy zupę z małży i wodorostów lub pstrąga zawijanego w boczek, Królewska Przystań uraczy nas słodką kremem z grzybów ze ślimakami, pieczonym dzikiem i pasztetem z gołębi w ciście, w Dorne możemy spróbować… dornijskiego węża w sosie piekielnym, a Za Wąskim Morzem… szarańczy o smaku miodowym. Jak widzicie, w książce nie brakuje kulinarnych dziwactw. Pomijając moje wątpliwości co do smaku, to raczej nie dostaniemy w polskich sklepach liofilizowanej szarańczy, patroszonego grzechotnika czy mięsa z żubra… Pozostaje więc obejść się ze smakiem (choć z tym akurat nie mam problemów). Na pocieszenie jednak: obok przepisów dziwnych i niestandardowych, znajdziemy też kilka godnych uwagi przepisów na współczesną nutę. Ja przyznam się Wam szczerze, że znaczną większość zaznaczonych przeze mnie przepisów stanowią desery ;)


DSC_1339
 

Jakkolwiek przepisy mogą dziwić, to każdy z nich ma swoje uzasadnienie w postaci przytoczonego fragmentu książki George R.R. Martina. Wszystkie wątpliwości zostają więc rozwiane. Oczywiście znaczna większość przepisów jest jednak tylko i wyłącznie wymysłem autorek, lecz trzeba oddać im rzetelność – tworząc przepisy posiłkowały się starymi książkami na temat średniowiecznej kuchni, dlatego receptury również nie zawsze są proste.


DSC_1336
 

Powiedzmy to wprost – jeśli jesteś fanem “Gry o tron” książka Ci się spodoba, pomimo pewnych niedociągnięć. Jeśli nie wiesz nawet czym jest “Gra o Tron” to… no cóż, po pierwsze bluźnisz i powinieneś się jak najszybciej dowiedzieć, ale w tym momencie nie ma sensu, byś po tę książkę sięgał. Ja książki z rąk nie wypuszczę, choć muszę być z Wami szczera – nie tak ją sobie wyobrażałam. No ale tak to już bywa, gdy się o czymś zbyt długo marzy ;) Niemniej jednak wydaje mi się, że jako mikołajkowy prezent ucieszy każdego gotującego miłośnika twórczości Martina :)