Agnieszka Maciąg “Smak szczęścia”

Autor: Agnieszka Maciąg

Tytuł: Smak szczęścia

Liczba stron: 290

Liczba przepisów: ok 20

Liczba zakładek “koniecznie zrobić!”: 0 (bo nie o to tu chodzi :))


Agnieszka Maciąg smak szczęścia
\

Wbrew temu, co sugeruje tytuł “Smak szczęścia” to nie książka kucharska. Pamiętam, że sięgnęłam po nią pod wpływam impulsu. Spacerowałam po centrum handlowym szukając “pocieszacza” – właściwie było mi obojętne co to będzie, chciałam sobie kupić COŚ. Coś co poprawi mi humor i wprawi w lepszy nastrój. Przypadkiem zajrzałam do księgarni, gdzie na stosie polecanych książek leżała właśnie ona. Przewertowałam ją szybciutko – nie wiem czy przekonało mnie piękne, kolorowe wydanie, perswazyjny tytuł czy krótki opis na tyle okładki. Faktem jest, że bez zastanowienia zaniosłam ją do kasy. I nigdy tego nie żałowałam.


Agnieszka Maciąg Smak Szczęścia
 

Już w autobusie miejskim zabrałam się za lekturę. Wstęp, w którym Agnieszka Maciąg pisze o sielance szczęścia, spokoju wewnętrznym, harmonii duszy i ciała – w tamtym okresie mojego życia brzmiało jak mrzonka. Patrzyłam na to wszystko z dość sceptycznym podejściem. Mimo wszystko z każdą stroną zagłębiałam się w lekturę coraz bardziej.

Wita nas rozdział “Dieta”. To powód, dla którego zdecydowałam się na recenzję tej książki właśnie teraz, na przekór wszystkim książkom kucharskim leżącym na mojej półce.  Wiecie już, że walczę z nadmiernymi kilogramami i że tak na prawdę walczyłam zawsze. Dawniej na słowo “dieta” jeżyłam się jak kot, bowiem jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nie tyle przeszkadza mi moja waga sama w sobie, co to, w jaki sposób postrzegają mnie przez nią ludzie. Rzucane dowcipnie “przytyło Ci się”, z jakże “zabawnym” podszczypywaniem moich boczków kończyło się wielodniowym płaczem w poduszkę. Troskliwe spojrzenia, dobre rady i pytania “jak idzie dieta?”, choć podszyte dobrymi zamiarami brzmiały bardziej jak kontrola, czy aby na pewno ruszyłam w końcu tyłek i wzięłam się za siebie. To absolutnie mój największy kompleks i był też jedną z przyczyn mojego złego samopoczucia ówczesnego dnia, gdy zajrzałam do księgarni. Prawda jest taka, że gdy zobaczyłam, że od tego zaczyna się rzekoma droga do szczęścia byłam bliska jeszcze większego załamania…


Agnieszka Maciąg Smak Szczęścia
 

Autorka podkreśla, że droga do szczupłej sylwetki nie musi być podszyta katorżniczymi dietami i wyrzeczeniami. Sama stosuje dietę niełączenia, która ponoć pozwala jej utrzymać figurę modelki. Paradoksalnie ten rozdział, to rozdział z którego skorzystałam najmniej. Być może przyjdzie czas, że i ja spróbuję tego sposobu zrzucania kilogramów, ale nie teraz. Mimo to rozdział przeczytałam z uwagą, bo znalazłam w niej wiele innych, przydatnych informacji, których stosowanie być może nie zrobi ze mnie modelki, ale przynajmniej pozwoliło mi żyć zdrowiej, bo wiele rad wprowadziłam w życie.

To w tym rozdziale też znajdziemy te nieliczne przepisy kulinarne, o których wspomniałam na początku. Są to przykładowe przepisy z diety Haya (czyli niełączenia).

Kolejny rozdział to rozdział “Uroda”. Od tego momentu z książki czerpałam łapczywie każdą informację. Znajdziemy tu trochę o domowym SPA (och, jak ja marzę o wannie!), o aromaterapii (zaraz po zakończeniu książki kupiłam kominek do aromaterapii i zestaw olejków), ziołowych herbatach (dopiero po tej książce nauczyłam się pić miętę, pokrzywę i rumianek), olejkach do pielęgnacji ciała (także zaczęłam stosować je intensywniej niż dotychczas i od dłuższego czasu myślę o tym by zacząć olejowanie włosów). Rozdział ten jest też bogaty w przepisy na domowe kosmetyki i naturalne sposoby pielęgnacji ciała. Ten rozdział chyba najbardziej pokazuje jak intensywnie ta książka na mnie wpłynęła i ile zmian zaprowadziłam pod jej wpływem w moim życiu.


Agnieszka Maciąg Smak Szczęścia
 

Rozdział “Harmonia” dał mi mocno do myślenia. Ta niewielka część książki poświęcona jest metodom uwalniania się od stresu. Wzięłam sobie mocno do serca te rady, jednak czas przywrócił mnie na dawne tory. Nie ukrywam, że to jedna z przyczyn, dla których tę książkę opisuję właśnie teraz. Jestem nerwusem odkąd pamiętam. Przejmuję się drobiazgami, zakładam często czarne scenariusze i wiecznie się czegoś obawiam. Branża, w której pracuje nie ułatwia mi zrelaksowania się i “wrzucenia na luz”. Po przeczytaniu tej książki moje podejście przez dłuższą chwilę wydawało się zdrowsze i spokojniejsze. Myślę więc, że powinnam wrócić do niej by raz jeszcze uświadomić sobie co jest w życiu ważne…


Agnieszka Maciąg Smak Szczęścia
 

Rozdział “Joga”… hm. Nie będę udawać, że nagle zaczęłam uprawiać ten rodzaj medytacji ;) Nie ukrywam jednak, że i to przeszło mi przez myśl i nie wykluczam że kiedyś stanie się elementem mojego życia. Niemniej rozdział uczy: co to, po co, jakie są rodzaj jogi (ku mojemu zdziwieniu, bo ja myślałam, że joga to joga ;)) i jak właściwie ćwiczyć.

Kolejny dział – “Natura” poświęcony jest życiu eko. Zarówno w kwestii ciała i umysłu, jak i w pielęgnacji domu czy wprowadzeniu do naszego życia ziół we wszelkich postaciach, także w formie naparów do picia. Jest tu trochę mądrości, a trochę magii – jeśli wierzycie w takie rzeczy jak wpływ żywiołów i nawiązywanie z nimi kontaktu, to rozdział spodoba się Wam od samego początku. Jeśli nie – i tak warto przeczytać, bowiem jest tu też trochę o leczniczej mocy natury i o słuchaniu własnego ciała.

Książkę kończy rozdział pod tajemniczo brzmiącym tytułem “Piękno”. Okazało się, że pod tym hasłem kryje się zarówno zdrowie, styl ubierania, piękno jakim się otaczamy jak i najważniejsze – nasz charakter. Nie znajdziecie tu jednak informacji o tym “jak się nie ubierać” ale raczej “jak się nosić”. Dowiecie się: jak dbać o postawę ciała, że nie warto kierować się modą, skąd czerpać inspirację i co najważniejsze, jak doceniać samą siebie.


Agnieszka Maciąg Smak Szczęścia
 

Pamiętam doskonale jakie emocje towarzyszyły mi zaraz po zakończeniu lektury. Ogromna chęć zmian. Część tych mniejszych wprowadziłam od ręki. Te większe zastosowałam częściowo. A teraz przyszedł moment, że uznałam, że po tę książkę muszę sięgnąć raz jeszcze, przypomnieć sobie to o czym zdążyłam zapomnieć. Pamiętam jak wpłynęła ona na mój sposób myślenia i wierzę, że ponowna lektura raz jeszcze wprowadzi mnie w ten stan. I choć początkowo nostalgiczny charakter treści mnie irytował i drażnił, to z każdą kolejną stroną coraz bardziej pragnęłam mieć takie samo podejście do życia jak autorka.

Polecam tę książkę każdemu, kto tak jak ja szuka w życiu swojego miejsca. Każdemu, kto nie jest do końca zadowolony ze swojego życia, a być może nawet nie wie dlaczego. Każdemu, komu brakuje dystansu i pragnie harmonii w życiu. A tak naprawdę to po prostu każdemu.