Robert Sowa “Esencja smaku”

Autor: Robert Sowa

Tytuł: Esencja Smaku

Liczba stron: 250

Liczba przepisów: około 100

Liczba zakładek “koniecznie zrobić!”: tylko 5 i to naciągane…

Szef kuchni warszawskiego hotelu Jan III Sobieski, szef kuchni Robert Sowa, zdobywca Oscara Kulinarnego 2004, określany takimi tytułami jak m.in. “mistrz kulinarny”, “osobowość kulinarna” itp. na gotowaniu niewątpliwie się zna i w restauracjach – hulaj dusza. Jeśli jednak książka “Esencja smaku” wydana była z myślą o przeciętnym zjadaczu chleba, to niestety – pudło. Być może jednak źle zakładam, być może książka miała być kierowana do elity, goszczącej się na salonach każdego dnia, jednak jeśli tak – pudło, jeśli chodzi o wydanie, styl i całą długą listę mainstreamowych patronów medialnych, hurtem wymienionych na tylnej okładce.


robert sowa esencja smaku

To co uderza na pierwszy rzut oka, to zdjęcia robione metodą “brudzenia talerza”. Nie wiem jak Wy, ale ja szczerze nie znoszę jeść w restauracjach, gdzie za przystawkę płacę tyle co można zapłacić za wyżywienie na cały dzień, a na obiad dostaję coś mniejszego od mojej przekąski. Te zdjęcia, są kwintesencją tak pojmowanej “restauracyjności”. Czy to eleganckie? Być może dla niektórych, ale dla mnie ta wersja fotografii przypomina raczej bałagan po zakończeniu sesji zdjęciowej. Co gorsza, zdjęcia mają nieapetyczne kolory i raczej zniechęcają, niż zachęcają do spróbowania.

robert sowa esencja smaku

Nieco lepiej jest, gdy się przymknie oczy na zdjęcia i zaczyna wczytywać w treść.

Ponownie jednak zacznę od tego, co złe, by stopniowo przejść do tego co dobre. Zaopatrzenie 5* restauracji to pikuś – firmy z najlepszymi produktami zabijają się, by móc dostarczać takiej kuchni swój asortyment. Ale ogromne brawa dla tych, którzy na co dzień nie mają problemu ze znalezieniem takich składników jak: świeże trufle, mięso ze strusia, comber z sarny, sielawa czy choćby mięso z przepiórki. Tak wymyślne składniki momentalnie wykluczają z książki około 1/4 przepisów. Drugie tyle wyklucza cena pozostałych.

robert sowa esencja smaku

Osobiście nie przepadam za wymyślnymi kombinacjami smaków, jednak wierzę, że są wśród Was tacy, którym wiele połączeń z książki przypadło by do gustu. Mi niestety, przypadło do gustu tylko 5 potraw, ale tylko na tyle, by wpisać je na szary koniec listy dań do zrobienia. Dlatego też równie wyjątkowo co jak w przypadku książki Eleni, nie mogę odnieść się do smaku efektu końcowego, bowiem prawdopodobieństwo, że kiedyś dobrnę do końca mojej listy jest raczej niewielkie. Wiele z przepisów do przepisy gościnne, należące do innych szefów kuchni, dlatego też nie sprawiedliwe byłoby oceniać książkę Roberta Sowy na podstawie cudzych przepisów.

Pomijając kwestię zdjęć, książka wydana jest jednak dość estetycznie. Co prawda mogłabym trochę czepić się marnowania papieru, ale nie będę taka ;)

Na początku wita nas spis treści podzielony na (nic nie mówiące) 9 kategorii. Niestety sens tych kategorii dla mnie jest żaden. Przystawki mieszają się z daniami obiadowymi, dania obiadowe z deserami, ryby mają osobną kategorię, a mimo to pojawiają się też w innych rozdziałach… eh.

Między przepisami przeplata się jednak kilka ciekawostek: piłkarskich, norweskich, artystycznych… ponownie misz masz, który z całą pewnością dla autora książki jest ważny, sentymentalny, ale zazwyczaj mało kto szuka takiej mieszanki tematycznej.


robert sowa esencja smaku

Mnie zainteresowały najbardziej ciekawostki kulinarne, jak np. wstawka o norweskich rybach czy to, że do każdego przepisu podana jest propozycja wina, które następnie znajdziemy w indeksie z tyłu książki. Szczególnie ta ostatnia rzecz przykuła moją uwagę, ponieważ od jakiegoś czasu tematyka winna jest mi bliższa :)

robert sowa esencja smaku

Oprócz win, na końcu książki znajdziemy też mały indeks ziół oraz kilka przepisów na ciekawe drinki i koktajle.

robert sowa esencja smaku

Książka z całą pewnością nie jest kierowana do osób, które dopiero zaczynają przygodę z gotowaniem. Ba, powiedziałabym raczej, że kierowana jest do osób, które już dobrze się na kuchni znają, potrafią robić pewne rzeczy “na oko”, przyprawiają “do smaku” a nie według proporcji z przepisu, potrafią sprawiać mięso, wiedzą jak obchodzić się z owocami morza, a także znają całą masę kulinarnych terminów, mniej popularnych w codziennej kuchni, które w dodatku muszą umieć zastosować w praktyce.

Przepisy choć trudne, mimo wszystko napisane są jednak przejrzyście i zwięźle. Przy każdym przepisie podana jest także liczba porcji, choć obawiam się, że mamy tu do czynienia znów z porcjami restauracyjnymi.


robert sowa esencja smaku

Czy polecam? Na pewno nie moim czytelnikom, którzy trafiają tu w poszukiwaniu kuchni prostej, szybkiej i codziennej. Być może znajdą się wśród Was miłośnicy kuchni jaką znamy z ekskluzywnych lokali oraz całej jej otoczki, pasjonaci gotowania w eleganckim stylu i… ludzie, których stać będzie na te wszystkie szafrany, homary, szyjki rakowe itp. Książka jednak zdecydowanie nie jest dla mnie…

 

  • Miałam okazję stołować sie u Sowy, więc wiem o czym piszesz :)