Anderson, Parker, Richardson, Rutheford, Vassallo “Niezrównana kuchnia azjatycka”

Autor: Anderson, Parker, Richardson, Rutheford, Vassallo

Tytuł: Niezrównana kuchnia azjatycka

Liczba stron: 303

Liczba przepisów: ponad 200

Liczba zakładek “koniecznie zrobić!”: 30

Muszę przyznać, że samo przeglądanie tej książki było dla mnie nie lada problemem. Do oznaczenia zakładek “koniecznie zrobić” podchodziłam dobre pięć razy i za każdym razem po przebrnięciu kilkunastu stron musiałam spasować. Dlaczego? Otóż z żalem muszę ogłosić, że najwidoczniej jestem totalną ignorantką w kwestii kuchni azjatyckiej – nie znam połowy składników, nie znam smaku przypraw, nie potrafię sobie nawet wyobrazić pewnych kombinacji smakowych. Jak więc oceniać co jest warte do zrobienia? Po obrazku…? Podejrzewam, że te 30 zakładek, które zaznaczyłam – te 30, bezpiecznych przepisów, którym jest w stanie podołać moja wyobraźnia – to zaledwie kropla w tej niesamowitej książce, która sama w sobie jest jedną wielką podróżą pośród smaków Azji :)


niezrównana kuchnia azjatycka
Książka ta trafiła w moje ręce dzięki wydawnictwu Buchmann. Początkowo obawiałam się, że będzie ona niemal kopią “Niezrównanych makaronów“, które opisywałam parę tygodni temu. Jednak ku własnemu zaskoczeniu i uciesze, bardzo się pomyliłam :)

Zacznę może od tego co jest podobne.

Dość podobne jest ułożenie przepisów, tekstów i zdjęć. Niestety jest to minus, który podkreślałam już w przypadku “Makaronów”. Trochę lepiej wypada jednak pod kątem zagospodarowania przestrzeni. “Kuchnia azjatycka” ma więcej stron niż “Makarony”, a jednocześnie jest znacznie bogatsza w treść, bo pierwsze co rzuca się w oczy przy porównaniu to fakt, że w “Kuchni azjatyckiej” teksty są bardziej upchnięte. To sprawa, że pustych miejsc jest znacznie mniej, ale też niestety książka robi się delikatnie nieczytelna. Paradoksalnie duże zróżnicowanie czcionek (5 różnych czcionek w każdym przepisie! – jedna na tytuł, druga na podstawowe informacje, trzecie na listę składników, czwarta na sposób przygotowania i piąta na wartości odżywcze – sic!) wcale tej czytelności nie ułatwia, wręcz przeciwnie.


niezrównana kuchnia azjatycka
Kolejna wspólna cecha, tym razem już znacznie bardziej pozytywna to rozbudowanie przepisów: przy każdym przepisie znajdziemy czas przygotowania, czas gotowania, ilość porcji, a także wartości odżywcze. A na marginesach, podobnie jak to było w “Makaronach” – ciekawostki. Te ciekawostki jednak mam wrażenie, że uczą mnie znacznie więcej i są dla mnie prawdziwymi nowościami, dlatego też doceniam je znacznie bardziej :) Same przepisy także zbudowane są logicznie, podział na kroki ułatwia przygotowanie, a już na wstępie książki znajdziemy kilka praktycznych informacji dotyczących bardziej skomplikowanych czynności kuchni azjatyckiej, takich jak wyżyłowanie krewetek, krojenie drobiu na sposób chiński czy właściwe przygotowanie warzyw.


niezrównana kuchnia azjatycka
Ale na tym podobieństwa się kończą.

Zdjęcia, które znajdziemy w książce są dość specyficzne. Prawdopodobnie to przez moją ignorancję o której wspominałam na samym początku nie wywołują u mnie ślinotoku. Są jednak z całą pewnością schludne i estetyczne, jednak fotografie robione są w 1997 roku i to niestety widać w swego rodzaju przeładowaniu i kolorystyce. Mimo, że dość dobrze oddają azjatycki klimat, to chyba przydałoby się im lekkie odświeżenie ;) Zapewne jednak nie byłoby to łatwe, gdyż zdjęć jest w książce sporo – co prawda nie do każdego przepisu, ale zdecydowanie do większości.


niezrównana kuchnia azjatycka
To co w książce spodobało mi się najbardziej to dwie istotne rzeczy: pierwsza to rozbudowany wstęp, w którym autorzy zaznajamiają nas ze sprzętem kuchennym potrzebnym w azjatyckiej kuchni oraz słowniczkiem kulinarnym, w którym opisane są zioła, przyprawy, warzywa, makarony i inne produkty niezbędne do gotowania na azjatycką modłę. Oczywiście tutaj pojawia się standardowy problem jaką jest dostępność składników. Konia z rzędem dla tego, komu uda się kupić w Polsce piżman, kasztany wodne, fasolnik chiński, bagoong, grzyby słomiane, rzodkiew japońską, galangan,  czy na przykład nasiona tungu morukańskiego (czy ktoś jeszcze dziwi mi się, że nie znałam połowy składników? ;)). Nie jest to jednak zarzut do samej książki, a raczej apel do Polskiego rynku, żeby otworzył się bardziej na importowane produkty ;)

Druga rzecz, która w książce mnie zachwyciła to podział na rozdziały. Tym razem nie znajdziemy tu standardowego podziału na “śniadanie-obiad-kolację”, ale podział na poszczególne państwa kontynentu azjatyckiego. Jak już wspomniałam – książka to podróż, a kolejne przystanki w podróży to Chiny, Indonezja, Singapur i Malezja, Filipiny, Tajlandia, Laos i Kambodża, Wietnam, Korea, Japonia, Indie i Pakistan, Birma, Sri Lanka i… Desery. No właśnie – te desery są tam trochę ni przypiął ni przyłatał, prawdę mówiąc miałabym nadzieję, że desery także przyporządkowane zostaną do danego państwa. Ale generalnie podział jest bardzo fajny, tym bardziej, że dobre 90% przepisów w książce to przepisy ściśle “obiadowe”.


niezrównana kuchnia azjatycka
Poszczególne rozdziały poprzedzielane są jeszcze jednym, bardzo fajnym rodzajem przerywników – dwu- lub czterostronne “rozdziały” skupiające się na danym elemencie jak np. herbata, pieczywo, owoce, sosy, chutneye, pasty i przyprawy, ryż itp. to także małą skarbnica wiedzy – trochę ciekawostek, trochę konkretnych informacji, trochę przepisów. Wszystko co potrzebne, żeby lepiej poznać te azjatyckie klimaty :)

Na zakończenie, żeby dopełnić recenzji wspomnę jeszcze o indeksie – dość dobrze posortowanym, według głównych składników i sposobów przygotowania.

No i pora na podsumowanie, do którego też nie bardzo wiem jak się zabrać :)

Jeśli nie lubicie kulinarnych eksperymentów i te egzotyczne klimaty są dla was obce to obawiam się, że nie jest to książka dla Was. Jeśli jednak odkrywanie nowych połączeń i kuchenne szaleństwa są tym co was kręcą, nie przeraża Was pogoń za trudno dostępnymi składnikami lub macie na tyle zmysłu, by próbować zastąpić je czymś co właśnie macie pod ręką – musicie ją mieć :) Niewiele dowiecie się z niej o samej kulturze kulinarnej poszczególnych zakątków azjatyckiego świata, dlatego nie powinniście traktować jej jako przewodnik turystyczny, ale raczej jako przewodnik po smakach, gdzie, żeby poznać, trzeba najpierw zjeść… :)


buchmann

  • świetna recenzja :) bardzo mi się dziś przydała ! pozdrawiam!

  • Natalia

    po pierwsze, to chcę mojego konia – nie wiem, gdzie mieszkasz, ale uwierz, dostanie w Polskich sklepach (takich jak Alma, Piotr i Paweł czy Kuchnie Świata) większości rzeczy z takich kuchni nie jest tak straszne. Ewentualnie zawsze pozostaje internet.
    No i czy w tej książce napisali galangan? Jesteś pewna? Bo ja się spotykałam do tej pory wyłącznie z galangalem, ewentualnie galangą, no ale…

    • gruszka

      Natalia Kuchnie Świata są tylko w kilku miastach w Polsce. Alma tylko w dużych, ale tam wszystkiego kupić się nie da (sprawdzałam). Uważam więc, że nie jest to książka dla wszystkich, no chyba że lubi się jeździć na zakupy kilkadziesiąt kilometrów do innego miasta.