konkurs z porcelaną MariaPaula – wygraj zestaw kawowy za opis wymarzonej “herbatki”!

Dawno się nie bawiliśmy razem, co? :) No to mam dziś dla Was konkurs przygotowany we współpracy ze sklepem Altom, w ofercie którego znajdziecie produkty dla kuchni i wyposażenia domu, w tym porcelany, którą możecie wygrać :)

Wkrótce na moim blogu będziecie mogli przeczytać również recenzje niektórych z produktów z tego sklepu, ale czego dokładnie – to na razie pozostaje tajemnicą :)

Ale do sedna!

Konkurs trwa od dziś (2 marca) do 16 marca do godziny 23:59. Masz więc całe 2 tygodnie na zaproponowanie odpowiedzi konkursowej, która nas zachwyci, wzruszy, rozbawi, zwali z nóg – jednym słowem zrobi coś, co utwierdzi nas w przekonaniu, że nagroda powinna być właśnie Twoja :)

3 osoby, które nadeślą najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone pięknym i eleganckim zestawem kawowym z kolekcji MariaPaula Złota Linia. W skład każdego zestawu wchodzi aż 21 elementów: 1 imbryk, 1 cukiernica, 1 mlecznik, 6 filiżanek do kawy, 6 spodków oraz 6 płytkich talerzyków.

A zestaw ten prezentuje się tak:

0101001642_a

Zadanie konkursowe jest następujące:

W komentarzu pod tym wpisem zostaw odpowiedź na pytanie:

Wyobraź sobie, że organizujesz elegancką “herbatkę”. Nie ogranicza cię budżet, kontakty, ani możliwości – jedynie Twoja wyobraźnia (elementy fikcyjne mile widziane!) :) Napisz gdzie się odbędzie, kogo zaprosisz, o czym będziecie rozmawiać, jaką przekąskę podasz, czy będzie jakiś temat przewodni… – opisz to tak, bym mogła sobie to doskonale wyobrazić! :) Warunek jest jeden – zastawa Maria Paula musi do tego wydarzenia idealnie pasować! :)

Zostawiając komentarz, pamiętaj żeby wpisać w formularzu dane kontaktowe – tylko w ten sposób powiadomię cię o wygranej! :)

Za wysyłkę nagród odpowiedzialny będzie organizator konkursu – firma Altom sp. z.o.o. sp. k.. Biorąc udział w konkursie zgadzasz się (w przypadku wygranej) na przekazanie danych adresowych i kontaktowych oraz ich przetwarzanie w celu wysyłki nagrody.

Gotowi? Czekam na Wasze odpowiedzi! :)


Rozwiązanie konkursu!!!

Wooooow! Ta ilość odpowiedzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania! :-O Nie było łatwo wybrać najlepsze (nigdy nie jest, ale teraz to już w ogóle było mega ciężko!). Niemniej jednak miło mi poinformować, że nagrody trafią do:

1. Kasi, która zafundowała nam herbatkę w chmurach

2. Karoliny, która piła herbatkę w towarzystwie kuzynki, zegara z kukułką i starych książek

3. Dagmary, która zgłębiała tajemnice herbaty w towarzystwie cesarzy, carów i królów

Zwycięzcom serdecznie gratuluję i jeszcze dziś skontaktuję się mailowo w sprawie wysyłki nagród! :) 

  • Anna

    Nie wiedzieć czemu temat przewodni przyniósł mi na myśl Szalonego Kapelusznika… Tak więc moja idealna herbatka byłaby wydarzeniem fantastycznym…. Kraina Czarów, gości prowadzi do komnaty Biały Królik. Stół ugina się od tortów najróżniejszych kształtów i kolorów, babeczek zachwycających swym pięknem i egzotycznych kwiatów stanowiących dekorację. A pośród tych wspaniałości – Maria Paula i jej królewska elegancja, błyszczy swoim wyrafinowanym i dyskretnym pięknem i zaprasza do sięgnięcia po jedną z pięknych filiżanek, które aromatycznym naparem napełnił właśnie Szalony Kapelusznik. Na herbatce pojawiły się najważniejsze istoty i największe indywidua tej czarodziejskiej krainy, by w zgodzie czerpać przyjemność z popołudniowej herbatki. Maria Paula jest prawdziwą Królową balu – wszyscy komplementują jej wyrafinowaną elegancję, a Biały Królik w końcu nie zerka na swój zegarek…
    kontakt: annisabartczak@gmail.com

  • Magda

    Moja wymarzona herbatkowa chwila odbędzie się w domu mojej babci. Domek jest bardzo urokliwy i znajduje się praktycznie w samym lesie,ciężko dostać się tam nawet samochodem. Zaproszonymi gośćmi będą oczywiście Moja Ukochana Babcia Klara i ja. Zawsze chciałam poznać Ją bliżej, mieć naszą własną chwilę do rozmów przy filiżance herbaty. Tak szybko odeszła,ze nigdy nie zdązyłam jej dobrze poznać. Zrobię ulubioną herbatę mojej babci figową z dodatkiem konfitury z róży. Zgarbiona Klara w swoich powyginanych okularach usiądzie wygodnie w swoim zielonym fotelu i zaczniemy rozmawiać. Przekąską do tej pysznej herbatki będzie beza z kremem cytrynowym mojej własnej roboty, uwielbiam to ciasto! Hebatkę będzie nalewana z imbryka do zgrabnych filiżanek……będziemy delektować się tą chwilą ,która mogłaby trwać wiecznie:)

  • Grzesiek

    Szałas w lesie. Przed szałasem na drewnianym stoliku komplet porcelany, oczywiście pełen. Przy stole elegancka kobieta po której widać gust i pieniądze, a naprzeciwko kilku meneli. Każdy popija coś z filiżanki. Kobieta mówi: cóż za cudowna porcelana, jaka jakość, wzorki itd… wszystko bym oddała by taką mieć. Na to menele po kolei: ja oddałem, ja też, i ja również. Narrator: niepotrzebnie, bo teraz można ją kupić za jedyne…w…
    mail925@wp.pl

  • Przyjęcie organizuję dla bohaterek serialu Sex w Wielkim Mieście. Spotykamy się po latach. Carrie jak zwykle ma na sobie niesamowite zestawienie ubrań i cudowne srebrne szpilki. Miranda wciąż promienieje blaskiem mamy już dwójki dzieci i nadal pracuje w kancelarii, Charlotte lekko przybrała tu i tam, ale zdaje się zupełnie tym nie przejmować i z błogością nakłada na talerzyk wspaniałą bezę Pavlova z wiśniami, którą upiekłam na to przyjęcie. Aromatycznej, pachnącej kawy dolewam do pięknej filiżanki dla spóźnionej Samanthy. Z przejęciem zaczyna opowiadać o kolejnym niesamowitym mężczyźnie i jego ogromnym… ale to może nie na tak eleganckie przyjęcie. ;). Jak za dawnych lat dziewczyny przerzucają się wzajemnie historiami ze swojego życia, a ja czuję się jak jedna z nich. Carrie obraca w dłoniach spodek ze złotym brzegiem i robi swoją słynną minę “no no” kiwając głową. Puszcza do mnie oko. Wiem, że jest pozytywnie zaskoczona, idealnie pasującym do jej nowego mieszkania na Manhattanie, serwisem. Spędzamy wręcz idealne babskie popołudnie i nie chciałabym być w tej chwili gdzieś indziej…
    kontakt: medjai1702@poczta.onet.pl

  • Alina

    Moja “herbatke” wyobrazilam sobie tak : Na ogródku, wokół nas piękne duze owocowe drzewa,my (ja z kolezankami:)) pieknie ubane – dlugie zwiewne sukienki i biale rekawiczki. Siedzimy przy okraglym stole polozonym bialym obrusem, pijemy zimna kawe (kawa rozpuszczalna z lodami i na to bita smietana) i jemy pyszne ciasto, oczywiscie zastawa MariaPaula idealnie bedzie do tego pasowac.:) Rozmawiamy o wszystkim(facetach, kosmetykach,ksiazka, filmach,gdzie pojedziemy na wakacje itp. itd.) I siedzimy tak dlugo jak tylko mozemy.. :) kontakt: alinajeszka@wp.pl

  • Ania

    Hasło “Herbatka” od razu przywołało mi na myśl piosenkę Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. I właśnie w takim klimacie chciałabym przygotować przyjęcie w mieszkaniu na warszawskim Starym Mieście. Zaprosiłabym legendarnych Starszych Panów (oczywiście ze wspaniałymi Żonami) oraz plejadę gwiazd ich Kabaretu: Irenę Kwiatkowską, Kalinę Jędrusik ze Stanisławem Dygatem, Bronisława Pawlika, Barbarę Krafftównę, wspaniałych Wiesławów – Gołasa i Michnikowskiego, Bohdana Łazukę, Edwarda Dziewońskiego i całą resztę kabaretowej Śmietanki. Podałabym szarlotkę i sernik, angielską herbatę, a ze starego patefonu brzmiałyby dźwięki amerykańskiego jazzu z lat ’40 i ’50. Cała akcja oczywiście w niedzielę. Koniecznie wiosną.

  • Agata Geisler

    Takie eleganckie, herbaciane spotkanie w mojej wyobraźni odbyło by się na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie… pod palmą. Palma wyrastałaby ze stolika a ja zasiadłabym przy nim z samymi Paniami Prezydent polskich miast, wszystkie w fikuśnych kapeluszach imitujących liście egzotycznych roślin.
    W ożywionej rozmowie na pewno nie przeszkadzałyby nam odgłosy miasta. Przeurocza wada wymowy Pani Hanny G(h)onkiewicz- Waltz i zapach świeżo zaparzonej kaktusowo- waniliowo- różanej herbaty w iście królewskiej zastawie, utrzymywał nas we wspaniałym nastroju. Kto wie, może w drodze do kancelarii dołączyłaby do nas Pani Premier i opowiedziała o nowych trendach w kapelusznictwie za oceanem!

    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki herbatki!
    geisler.agata@gmail.com

  • spędziłam ostatnio ferie (6 dni) z 6 dzieci (spokojnie, tylko 2 było moich własnych, reszta to dzieci mojego rodzeństwa) u moich rodziców i jeszcze się z tego nie otrząsnęłam…

    z racji tego, że zafundowali mi totalne odstresowanie, maksymalny reset, sprawili, ze zapomniałam o pracy, o tym ,że przeszkadza mi kurz na ciemnych meblach i fakcie, że nie wyjdę z domu bez pomalowania rzęs, to właśnie dla nich i właśnie dlatego zorganizowałabym elegancką herbatkę… Martwicie się tym, że nie potrafiliby się zachować, obawiacie się, że zestaw kawowy MariaPaula Złota Linia dla 6 osób, po zakończeniu spotkania nie składałby się już z 21 części?

    Nie przesadzajmy… Te dzieci potrafią się dobrze zachować (nawet powstrzymają się od bekania przy stole), jeśli odpowiednio zorganizujemy im czas…

    No i tak… Do nakrywania przy stole ustawionym w ogrodzie zaangażowałabym moją 5 letnią Anię. Jest ostrożna i można jej zaufać, moja 9 letnia Julia nadaje się wspaniale do rządzenia, więc w czasie nakrywania stolika, zajęłaby się młodszymi dzieciakami nakazując im zabawę w dinozaury (uwielbienie do tych gadów ma jeszcze z dzieciństwa… nie wiadome jest pochodzenie tej fascynacji). Wierzcie mi, na pewno nikt nie wyraziłby sprzeciwu… Podałabym 2 rodzaje herbaty: czarną i anyżową (na pewno dla mojej Julki i 8 letniej bratanicy Wiki) i dla pewności ,ze zadowolimy gusta wszystkich – mleko: ciepłe dla 7 letniej siostrzenicy Ewy i zimne dla siostrzeńca Wojtka. Menu takiego spotkania nie musi być wygórowane. Biszkopt z bitą śmietaną i galaretką z truskawkami z babci ogrodu w zupełności wystarczy… Przy czym zaznaczam, że Wojtek nie jada galaretki – tę część na pewno zjadłaby za niego moja Julka, która galaretce nigdy nie mówi nie… Należy zwrócić uwagę na stroje: moje dziewczyny niestety w legginsach (bo inne spodnie są niewygodne, a w sukience widać d…), Ewa w najlepszej kreacji, jaką znalazłaby w walizce, nieważne, że to kiecka “kościelna” i mama kazała uważać, bo kupę kasy na nią wydała, a Wiki pewnie spóźniłaby się nieco, bo nie mogłaby zdecydować, która z 4 torebek, które zabrała z domu pasuje na popołudniową herbatę, nie ważne, ze na pewno kompletnie nie pasowałaby do jej stroju :-) Obowiązkowym gościem musiałby też być kot babci Filemon… mleko to chyba piłby z talerzyka Ani, która niańczyłaby go potem na kolanach przez resztę spotkania… Rozmowa przy stole mogłaby być całkiem interesująca biorąc pod uwagę ostatnie ferie zimowe…
    Gra w kolory po angielsku (oczywiście konieczne jest używanie od czasu do czasu angielskich słówek: dupa czy gówno, aby dzieci nie straciły zainteresowania rozmową…, wierzcie mi, nauka idzie wtedy o wiele lepiej, trzeba tylko usunąć tych, którzy mają wrażliwe uszy, np, mój mąż). Zabawa w angielski mogłaby się przeciągnąć, gdyby Ewa zapytała, jaki jest sens życia… gdyż wtedy zawsze następuje nagłe wzburzenie i przekrzykiwanie się przy stole, bo jedno uważa, że najważniejsza jest komórka i tak bardzo marzy o dotykowej, a Ania wzdycha, że ona chciałaby tylko kotka… Wika pewnie bąknie, ze ze dwie dodatkowe torebki, to byłoby fajne życie, a chłopcy, mający zazwyczaj dość dużo rzeczy w głębokim poważaniu zapytają, czy mogę im jeszcze dołożyć ciasta…

    Z głową jak bania zakończyłabym herbatkę stwierdzeniem, ze czas do kapieli, po czym zdałabym sobie sprawę, że z racji tego, jakich miałam gości i faktu ,ze komplet MariaPaula Złota Linia jest dla 6ciu osób, ja mojej herbatki nie miałam szans wypić :-)

    Licząc, że babcia wyłapie wszystkie dzieci wracające z ogrodu do domu, usiadłabym spokojnie z filiżanką zimnej herbaty, której nie wypiła Ania (bo kota głaskała cały czas) i pomyślała, jak zajefajne i proste jest życie w towarzystwie dzieci :-)

  • Ewa

    Wymarzoną herbatkę najbardziej w świecie chciałabym wypić w towarzystwie najbliższych mi ludzi, których dziś niestety nie ma już ze mną. Po lewej mojej stronie siedziałby mój ukochany Brat ze swoim cudownym uśmiechem szczerze zarysowanym w kąciku ust i uroczych dołkach w policzkach. Po prawej zaś mój wspaniały Tata, który także znikł tak nagle z mojego życia pozostawiając jedynie smutek i żal. Byłaby i najdroższa memu sercu Babcia, która była ze mną od malutkiego bobasa, a której zabrakło gdy wchodziłam w dorosłe życie. Przy stole siedziałaby wreszcie moja rodzina. Córeczka, Mama i Mąż. Nigdy nie było nam dane dzielić wspólnie herbaty. Czyż los nie bywa okrutny??? Ale dziś w moim śnie wszystko jest możliwe. Rozmawiamy przy filiżance herbaty a czas zdaje się nie mieć tu racji bytu. My przekraczamy to co niemożliwe. Stół jest okrągły, przykryty białym obrusem z subtelnym wzorkiem drobnych krokusików. A w filiżankach ciągle ciepła herbata na bazie czarnej herbaty, pomarańczy, goździków, imbiru i soku z żurawiny. Tuż obok na talerzyku z fajansu pyszny torcik korzenny, którego zapach wolno rozchodzi się po wnętrzach naszej zaprzyjaźnionej herbaciarni. Na ścianach godnie wiszą stare fotografie. One także mają swoją historię ale dziś to my nie możemy nacieszyć się sobą i jedno przez drugie dopytuje co działo się kiedy czas bez pytania nas rozdzielił. Rodzina to wszystko co dziś i zawsze najważniejsze. Dlatego jak pisał ks. Twardowski “Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

  • Joanna

    Zimne,kamienne schody prowadzą do najpiękniejszej komnaty w moim zamku.Ciężkie, zimne ściany,latem przynoszące ukojenie chłodem,dziś straszą zimnem i swoimi tajemnicami.Każdy kamień ma swoją tajemnice,swoją historię,swoje życie.
    Goście już czekają.Gdy otwieram masywne,drewniane drzwi,przenoszę oczy na przytulne,ciepłe wnętrze.
    Na ścianach przemykają ciemne cienie.Ktoś by mógł pomyśleć że to nieproszeni goście ustawiają się w kolejce po strawę.Złudzenie nabiera barw,gdy moje spojrzenie pada na kominek,który ciepłym ogniem rozświetla każdy kąt pomieszczenia.
    Na środku,nieskromny duży drewniany stół z obrusem w zielone liście.Filiżanki w tulipany i talerzyki z babeczkami.
    Czuję się jak w wesołym miasteczku.Kolory i kształty jak karuzele kolorowe.Gdybym zamknęła na sekundę oczy…..
    Słyszę śmiech….
    Przyjaciele,dawno prawie zapomniane twarze.Uśmiechnięci,radośni jak zawsze….
    Lipowy smak herbaty.Gdy ją piję i smakuję każdą kroplę,mogłabym przysiąc że czuję smak porcelany.Delikatny i zarazem rozgrzewający nektar.Wszystko jest dziś zaczarowane.Nawet namalowane tulipany wydają się bardziej żywsze i barwniejsze niż wcześniej.
    Wszyscy obecni,zamyśleni,szczęśliwi,oczarowani tą chwilą.Smakiem lipy,słodyczy,polewy czekoladowej,zapachami.
    Jesteśmy razem.Schronieni otoczeni ciepłą poświatą.
    Świętujemy.
    Tylko gdzieś daleko,za oknem,w ciemności słyszymy głos sowy.
    25asia3@wp.pl

  • cezi44

    Zaproszę mrówkę taszczącą co dzień wielki okruch chleba, biedronkę mieszkającą pod liściem
    łopianu gdzieś koło drzewa, pszczołę przylatującą co dzień pracować wśród kwiatów i zielonego świerszcza grającego na „skrzypcach”, dającego zawsze do wiwatu.
    Mały drewniany stolik w trawie postawie, obok krzaku złotej róży pachnącej ciekawie. Nakryje białym obrusem, maliny z okruchami bezy i piernika podam, każdemu do herbaty kryształek cukru dodam.
    Mrówkę i pszczołę o zdrowie zapytam, bo bardzo są zawsze zapracowane. Świerszcza i biedronkę o artystyczne plany.
    Podzielimy się doświadczeniami, toż jesteśmy sąsiadami. (cezi44@o2.pl)

  • Dominika Górska

    Na herbatkę w moim rodzinnym domu zaproszę satyryka Tadeusza Drozdę prowadzącego niegdyś program telewizyjny ” Herbatka u Tadka” i zastawę Marię Paulę. Temat przewodni ” Jak zaparzyć satyryczną u Tadka Herbatkę? Mój email dominiczka211@autograf.pl

  • kiki

    Na moje spotkanie herbatkowe zaproszę moich realnych przyjaciół do zamku Neuschwanstein, jest on tak piękny i tajemniczy, że przywodzi mi na myśl moje marzenia z dzieciństwa by choć raz poczuć się jak prawdziwa księżniczka z zamku, moje przyjaciółki też będą królewnami zaś moi przyjaciele dzielnymi rycerzami, którzy będą zabiegać o nasze względy. Przy muzyce, tańcach i śpiewach będziemy popijać herbatę i kawę z zastawy Maria Paula. Ta elegancka i zmysłowa zastawa idealnie będzie komponowała się z suto zastawionym stołem i całym mnóstwem świeżych kwiatów. Przy tym zajadać się będziemy najpyszniejszymi smakołykami ze wszystkich stron świata. Serwowane nam będą najlepsze desery, w szczególności czekoladowe, gdyż wszyscy na równo kochamy czekoladę. Z królewnami przy ciastku i kawie będziemy plotkować o przystojnych księciach z innych krain, o naszych jedwabnych sukniach szytych na specjalne zamówienie, atłasowych bucikach, wymyślnych fryzurach. Wieczorem zaprosimy znajomych z odległych krain i wyprawimy najhuczniejszy bal o jakim tylko kiedykolwiek słyszano. Gdy goście będa opuszczać przyjęcie każdemu z nich wręczymy zastawę Maria Paula gdyż jej czarodziejska moc sprawi, że każda osoba, która ja otrzyma będzie mogła zorganizować takie spotkanie u siebie, którego nie jest w stanie ograniczyć żadna wyobraźnia. Obowiązkowo będę zapraszanym gościem a więc moje życie w bajce nigdy się nie skończy. (kontakt: gwiazdzina@vp.pl)

  • Martyna

    Moje spotkanie na pyszną “herbatkę” bądź kawkę odbyło by się w lesie. Wyobrażam sobie piękny słoneczny bezchmurny dzień, promyki słońca przebijają się przez liście, bosą stopą dodtykam mech, wilgotny i przyjemnie zimny, słyszę śpiew ptaków a na twarzy czuję lekki, cieły wiatr. Siedzę na fotelu który na dębowe nóżki, jest wygodny i można się w nim zanurzyć, na dębowym okręgłym stoliku stoi zestaw z kolekcji MariaPaula Złota Linia. NA stole są rosypane świeże kwiaty w kolorach białych i żółtych. Czuje wiosne czujesz ten powiew śiweżości. Nie siedze oczywiście sama, jest ze mną druga połówka która pijąc z filiżanki kawkę, patrzy na mnie i się uśmiecha, gdy ja jak zwyklę pierwsza sięgma po kolejny kawałek sernika z białej czekolady, któy rozpływa się w ustach. I tak wyobrażam sobie moje idealne spotkanie z wygranym zestawem :D miejsce już mam i jest to miejsce realne teraz tylko brakuje mi zestawu.
    Pozdrawiam,
    olesinska.mo@gmail.com

  • Monika

    Jeżeli mam się nie ograniczać to herbatkę zorganizowałabym w pałacu Buckingham a więc herbatka w stylu angielskim.
    Pięknie udekorowany stół białymi różami do tego kilka bladoróżowych dla złamania kontrastu. Herbatę podałabym w pięknym biało granatowym serwisie do herbaty, oczywiście podał by ją wytworny kamerdyner jak na angielską tradycję przystało. Na deser podałabym makaroniki te pyszne delikatne ciasteczka smakują wybornie. W piękne angielskie popołudnie siedzielibyśmy na tarasie i delektowali się herbatą, potem poszlibyśmy grać w polo. Goście by się nie zmienili nawet w mojej wyobraźni zaprosiłabym moich przyjaciół, no może gdybym mogła zaszaleć to zaprosiła bym Seana Connery bo to mój ulubiony aktor!!!

  • vingag

    Moja wymarzona herbatka odbyłaby się w otoczeniu lawendowych pól Prowansji. Od zawsze jestem zakochana w tamtych klimatach, w niezmierzonych polach fioletu, w orzeźwiającym wietrze od morza i prostym, niewymuszonym stylu budownictwa.
    Wyobraźcie sobie:
    Na wzgórzu, w otoczeniu lawendowych pól stoi dom z białego kamienia. W oknach burzą się, wydymane podmuchami wiatru, śnieżnobiałe firanki. Wnętrze domu urządzone jest bardzo prosto – ot, trochę białych mebli, jasne, drewniane podłogi, kilka pasiastych dywaników. Da się w tym jednak wyczuć klasę i styl. Drzwi największego pokoju prowadzą prosto na taras, z którego rozpościera się obłędny widok na całą okolicę.
    W powietrzu niesie się dźwięk dzwonów małego, kamiennego kościółka z okolicznej wioski.
    Na tarasie stoi pięknie nakryty stół. Pani domu – to ja – do ostatniej chwili dopieszcza otoczenie. Właśnie ustawia na stole ogromny bukiet kwiatów lawendy, doskonale harmonizujący z białym nakryciem stołu i wygodnymi, wiklinowymi fotelami z masą poduszek.
    Czekam na gości, by w ostatniej chwili przynieść imbryk pełen pysznej, aromatycznej herbaty. Na paterach czekają już różnobarwne makaroniki – nie zabrakło wśród nich także tych lawendowych!, nieco dalej pysznią się w słońcu chrupkie, ale delikatne croissanty, a na samym końcu stołu w koszyku odpoczywają maślane bułeczki, jeszcze ciepłe.
    Odwracam się, by uśmiechem przywitać gości.
    Jako pierwszy przybył nasz ostatni polski bard, Michał Bajor. Jak zawsze szarmancki, jak nikt potrafi śpiewać o uczuciach. Przynosi piękny bukiet polnych kwiatów. Mam nadzieję na ciekawą z nim rozmowę – w końcu tyle przeżył!
    W następnej kolejności przybywa spóźniony, ale jemu wybacza się wszystko, Johnny Deep. Wystarczy, że uśmiechnie się, w ten swój lekko kpiący sposób… nonszalancko zasiada w wolnym fotelu i, czym jestem bardzo zdziwiona, doskonale wtapia się w elegancki, prowansalski klimat.
    Ostatnia, lekko zdyszana, wpada na nasze przyjęcie moja przyjaciółka, Ania. Nie wybaczyłaby mi, gdybym zostawiła naszych dwóch idoli tylko dla siebie.
    Spoglądamy na siebie i wybuchamy śmiechem – wyglądamy niemal identycznie, ubrane w lekkie, wydymające się na wietrze sukienki. Kiedy goście siedzą już wygodnie, wkraczam z imbrykiem pysznej herbaty.
    Zaczyna się…

  • Olga Matyja

    Chętnie przeniosę się dawne lata 30-te starego Hoolywood. Blichtr, złoto i przepych będzie tworzyć owy klimat. W ogrodzie wielkiej rezydencji, gdzie pawie będą stroszyć kolorowe pióra, a drzewa będą z najdalszych zakątków świata, panowie w smokingach, a panie w kapeluszach i długich sukniach będą oddawać się konwersacji. Na herbatce będą największe znakomitości w historii kina takiej jak: Maryln Monroe, Elvis Presley, Fred Aster, Adrey Hebner itd. Przegryzając ciasteczką z polewą tiramisu i płatkami migdałów, dowiem się, jak Vivien- słynna Scarlet O’Hara czuła się na planie “Przeminęło z wiatrem” w tych długich sukniach na krynolinie. Poznam Beatilsów i będę światkiem powstawania ich pierwszego przeboju. Może z Elvisem Presleyem coś zaśpiewam, a z Marlyn Monroe podyskutuję o makijażu i fryzurze. Kelnerzy będą przynosić płonące potrawy, a magicy, rozbawiać towarzystwo. mail: casablanca12@wp.pl

  • Piotr

    Herbatkę najchętniej podałbym na tarasie domku z widokiem na indyjskie wzgórza na których rośnie ta wspaniała roslina. Dla towarzystwa zabrałbym swoje kochane Skrzaty z którymi najlepiej mi się spędza czas a dodatkowo zaprosiłbym z pobliskiego Tybetu Dalajlame aby nauczył nas spokoju i czerpania radości z chwil odpoczynku bo w tym pędzie świata niewiele jest powolnych chwil.

    Pozdrawiam
    wolekpiotr@vp.pl

  • Kasia

    Zapraszam na elegancką herbatkę…w chmurach! Nic nas nie ogranicza, więc zapraszam wszystkich, będzie nam jak w niebie. Białe stoły, obrusy, śnieżnobiała zastawa muśnięta promykami słońca, które pozostawiły po sobie ślad w postaci złotych obręczy na filżankach. Gdyby komuś było niewygodnie na podniebnych kanapach…może sobie urwać kawałek śnieżnobiałej chmurki i potraktować jak poduszkę. A gdzie odbędzie się owa herbatka…gdziekolwiek nam się zamarzy. Gdzieś na środku oceanu…proszę bardzo. Musimy tylko na chwilkę wpaść w oko…cyklonu! wysoko ponad górami – nie ma najmniejszego problemu. Możemy zwiedzić najbardziej odległe zakątki świata! Możemy podziwiać cud zorzy polarnej, może być też ckliwie przy zachodzie słońca na Mazurach. Do herbatki proponuję ciastka z niebiańskiej pianki (zupełnie nietuczące) z nadzieniem różanym wyciskanym w porannych chmur zwiastujących wietrzny dzień, z nadzieniem morelowym uwarzonym z chmur po upalnym dniu. Mleka do herbaty? Bardzo proszę, właśnie pod ręka plącze mi się pełen mlecznej pianki cirrusek. Ja osobiście preferuję herbatę z sokiem, musimy tylko podfrunąc bliżej tęczy i odkręcić kolorowe krany. Gdyby ktoś zaś goralskim zwyczajem preferował herbatkę z prądem, należy podfrunąć, choć uważać na to urządzenie elektryczne, do cumulonimbus. A rozmawiać będziemy Szanowni Zaproszeni….o marzeniach! Tak. nie trzeba będzie wcale uważać na słowa, chować ich głęboko ze strachem, że sie nie spełnią. Na naszej herbatce wszystkie marzenia się spełnią. Trzeba będzie je tylko głośno, wyraźnie wypowiedzieć. Tak proszę Państwa w końcu będzie to wymarzona herbatka, a będzie na niej tak miło i przyjemnie…jak w niebie.
    kilofon@poczta.onet.pl

  • barbarossa

    MAGICZNA HERBATKA

    Mam takie marzenie, aby w mojej kuchni

    Czarodziejski zając zjawił się znienacka,
    Ukłonił się pięknie w łapki imbryk ujął
    I herbatki nalał z magicznego cacka.
    By bawiąc rozmową, ciasteczkiem częstował,
    historie magiczne prawił nie z tej ziemi,
    By sztuczki magiczne pokazał mi wszystkie,
    herbatę doprawił czarami swoimi.

    Niejeden zdziwiony tą wizją zapyta,
    Jak zając imbrykiem posłużyć się może?
    “Z magicznym zestawem Maria Paula”, rzeknę,
    “Wszystko co magiczne wydarzyć się może”.
    barbara.el@onet.pl

  • martoolla

    Temat przewodni … “WESOŁY ODDZIAŁ” :d Ostatnio miałam “przyjmność” spędzić dwa pełnowymiarowe i okraszone ponadstandardowym serwisem tygodnie w szpitalu powiatowym u nas w mieście. Po ów pobycie zastanawiałam się czy aby nie zacząć pisac blogHa szpitalno-kulinarnego ….. To co się działo na talerzu i w garnuszku -bo kubkiem to to nie było- zasługuje na swoje HTML!!!

    Więc z całym serwisem, na pięknym-piękniejszym niż mają panie salowe- wózku wjechałabym na oddział i zaprosiła wszystkich na ekskluzywną kawę! Zapewne nawet zalewajka mogłabym nazwac ExclisiveCoffiee, w stosunku do … szpitalnej wody z gliną. Przy tak wspaniałej kawie czas szybko płynąłby między następnymi obchodami, a personel mówgłby jedynie wdychać opary kawuni i podsuchiwać jak panie Zosia, Krysia i Marysia obgaduje stosunek personel-pacjent :D mmmmmmmmmmm ….. co tam by sie działo….stuk stuk filiżanką o podstawek, kaloryczne ciacho i chichot wpółleżących :D A akurat na sali 6 Pań :D Taaaaak można się kurować na NFZ :)

    marttoolla@gmail.com

  • Izabela

    Skoro mam tę jedyną, niepowtarzalną okazję przygotować “herbatkę” marzeń i zaprosić niesamowitych gości, na pewno nie zmarnuję tej szansy.

    Przenieśmy się więc do miejsca bajkowego, niesamowitego, czyli w samo serce olbrzymiego, pięknego, marmurowego zamku z mnóstwem wieżyczek, komnat pełnych złota, diamentów i pięknych atłasowych tkanin. Z okien zamku podziwiać można zapierające dech w piersiach widoki: ogromne drzewa, pachnące cytrusami, wielki wodospad z krystalicznie czystą wodą, kwiaty w kolorach tęczy i dzieci biegające po parku oraz piękne, białe pawie, dumnie unoszące swe olbrzymie ogony. Co jakiś czas przejeżdżają tędy młodzieńcy na koniach, a dzieci witają ich bukietami kwiatów i śpiewają wesołe piosenki.

    Jest też w mym zamku jedno miejsce nadzwyczajne, zwane Komnatą Czasu. Komnatę zaprojektował przed laty mój dobry przyjaciel i od tamtego momentu wszystko stało się możliwe. Komnata ta bowiem pozwala tak zaginać czasoprzestrzeń, że można do niej zaprosić ludzi żyjących sto, dwieście, a nawet tysiąc lat temu oraz przywoływać do niej osoby żyjące współcześnie, ale mieszkające tysiące kilometrów stąd. Niezłe możliwości prawda? Codziennie więc zapraszam do mej Komnaty różne osoby, które uczą mnie świata, opowiadają o swoim życiu i przekazują mi swoje najskrytsze tajemnice…

    Dziś, z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet organizuję w Komnacie Czasu herbatkę, na którą zaprosiłam 3 wspaniałe, znane kobiety, których historia jest zarazem historią całej ludzkości: Marię Curie – Skłodowską, Virginię Woolf i Coco Chanel. Imponujący skład, prawda? Ubrana w piękną, długą, jedwabną białą suknię, oblana w lekkie, kwiatowe perfumy czekam na moich gości. Na diamentowym stoliku stoi zastawa Maria Paula, w której podam dzisiejszą herbatkę. Obok upieczone przeze mnie ciasto – Beza Pavlova z dodatkiem świeżych owoców granatu i marakui. Jest też mnóstwo świeżych owoców : winogron, truskawek, arbuzów. Herbatka już się parzy, czuć aromat mieszanki herbat zielonych, białych i czarnych z delikatną nutą porzeczki, pomarańczy i żurawiny. Podam ją w pięknych filiżankach. Dla chętnych będzie też świeżo parzona kawa ze spieniony mlekiem i syropem kokosowym. Zaproszone Panie usiądą w swoich pięknych sukniach na wygodnych fotelach i będziemy rozmawiać o rzeczach istotnych i tych mniej ważnych. Na pewno nie omieszkam zapytać, jak prawdziwe Damy oceniają dzisiejszą rzeczywistość, co by w niej zmieniły i jak wyobrażają sobie siebie w XXI wieku. Na pewno nie zabraknie też typowo babskich tematów, nawet tych sercowych…Będziemy rozmawiać godzinami o wszystkim, co nas dotyka, boli i wzrusza. A jutro? Kto wie, kogo zaproszę na jutrzejszą herbatkę? Moje możliwości nie mają granic ;) Ktoś puka do drzwi…”Witaj Coco” – mówię. I rozpoczyna się herbatka marzeń…

    kontakt e-mail : izabela.kowalska120@gmail.com, tel. 726964480

  • luca7

    Moja herbatka na świeżym powietrzu w ogrodzie pod dachem z winorośli,przeplatane kwiatami o zapachu miodu i pomarańczy w towarzystwie moich dzieci i ich ulubionych postaci z baśni,królewny śnieżki,i innych księżniczek ,a także zaprosiłabym dzieci z zespołem downa i chorych nieuleczalnie,wszyscy razem zapomnieliśmy o codziennym bólu,i troskach,do herbatki podałabym ciasto kokosowe ,oraz paluszki które dzieci uwielbiają ,herbatę podałabym w pamiątkowej zastawie własnoręcznie zarobionej przez dzieci,( udekorowanej kolorowymi obrazkami) rozmawialibyśmy o świecie dzieci ,ich marzeniach,planach,….

  • Wampirka

    Herbatka z dreszczykiem…. Nie ma nic piękniejszego niż pełnia księżyca która swym blaskiem otula nagrobki na cmentarzu. Idealna herbatka to czarna i czerwona herbata ( z cytrynką ) na wielkiej nagrobnej płycie a przy mnie ludzie którzy odbierają życie. Chrabia Dracula we własnej osobie przycupnął by cicho na swoim grobie obok Lekter sławny (hanibal) który się ludzkiej natury wyparł a jakby tego było niewiele gnijąca młoda panna wesele mogła by przerwać i nas zaszczycić w wraz z nią Sierotka o mylnych latach która się kocha w muzyce i kwiatach. Tak by płynęła nam noc w zniczy blasku na tym cmentarzu opodal lasku. Słodkie ciasteczka o dłoni kształcie i ciasto lawa z nagrobnym ciasteczkiem przekąski słodkie choć niebezpieczne ;-) żelki co oczu kształt mają zabawny taka herbatka na gust nasz wytrawny sprawia że smutny świat jest zabawny.

    Maliszewska22@onet.com.pl

  • Justyna

    Elegancka “herbatka” odbedzie sie w moje i meza zlote gody pozycia malzenskiego, dlatego ze ta biel i delikatny paseczek zlota zastawy Maria Paula kojarzy mi sie z moim slubem i weselem gdyz motywem dekoracji weselnej byl taki tez kolor – biel i zloto. Przyjecie delektowania sie herbatka w tej pieknej zastawie odbedzie sie w pierwsze dni wakacji w sloneczne popoludnie rudawego zachodzacego slonca na tarasie naszego domu w cieniu wielkiego i rozlozystego debu stojacego w centrum naszego ogrodu. Goscmi zaproszonymi w ten wyjatkowy czas byliby nasi goscie weselni. W punkcie centralnym my – ja i maz – ubrani elegancko tak jak na weselu tylko z twarzami pelnymi zmarszczek i wlosami opruszonymi biela, jednak tak samo szczesliwi i usmiechnieci jak wtedy…posrod nas rodzice, rodzenstwo, druzbowie, sasiedzi, przyjaciele i ksiadz. Rozmowa ktora bedzie sie toczyla bedzie wspomnieniem naszych najszczesliwszych chwil udzielania sakramentu, skladania zyczen przez gosci i zabawy weselnej. Jako przekaska do herbaty i kawy w tej pieknej zastawie, idealnie bedzie pasowac moj ulubiony sernik z polewa czekoladowa i platkami migdalowymi, ktory pieke na wyjatkowe okazje. W blasku zachodzacych promieni slonca nasze radosne twarze popijajace herbate w bialej zastawie polyskujacej zlotem przenoszace nas w przeszlosc…

  • Agata

    W samym środku nocy, kiedy zegar wybija północ, zapraszam na herbatkę wszystkich polityków biorących udział w tegorocznych wyborach prezydenckich. Zapraszam ich serdecznie do jednego z najbardziej nawiedzonych miejsc w
    całej Polsce. Do ogromnego majestatycznego zamku, który budzi zarówno podziw jak i grozę. W dniu ich wizyty pogoda jest kapryśna. Tuż przed ich przyjazdem nad zamkiem rozpętała się silna burza. Błyskawice smagają niebo. Grzmoty
    rozdzierają złowrogą ciszę. Wszyscy przyjmują moje zaproszenie i stawiają się u wrót mojego królestwa. Są przemoczeni, zziębnięci i przestraszeni. Zapraszam ich do środka. Przyjmują moje zaproszenie z wdzięcznością, nieświadomi losu który ich czeka. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że nie jestem człowiekiem. Jestem białą damą, która przed wielu laty w tragicznych okolicznościach utraciła tu życie. Wewnątrz dostrzegam ich niepewne miny. Z mrocznej piwnicy słychać dziwne piski i krzyki oraz płacz dziecka, a wszystko to miesza się z szumem deszczu, wyciem wiatru i ciężkimi grzmotami. Widzę, że w każdym koncie czują obecność złych mocy ale robią dobrą minę do złej gry. Prowadzę ich długim korytarzem do mrocznego salonu, tuż za nami drzwi wejściowe same się zatrzaskują z żałosnym jękiem aż Pani Ogórek wydaje z siebie cichy pisk. W środku panuje chłód. Siadamy do ogromnego stołu na którym stoją ciężkie mosiężne zakurzone świeczniki. Przyjmuję swoich gości z życzliwością. Opowiadam im przeróżne historie o tym jakie dramatyczne zdarzenia widziały te mury i jakie makabryczne rzeczy miały tu miejsce. Następnie stawiam na okazałym stole swoją piękną nową zastawę. Uśmiechając się napełniam filiżanki herbatą. Goście piją ze smakiem. Kiedy już każdy z nich przełknął chociaż łyka, wyznaję im dlaczego ich tu sprowadziłam. Opowiadam o klątwie która spada na każdego człowieka który napije się mojej herbaty a który ma nieczystą duszę i złe intencje. Tylko człowiek o czystym sercu, dobry i sprawiedliwy wyjdzie cało z tej próby. Dzięki mojej herbatce Polska zyska prezydenta który będzie dobrym
    człowiekiem o czystym sumieniu. *** Lookarna13@interia.pl

  • Ilona

    Organizuje elegancką “herbatkę”. Dobrze !
    W takim razie zabieram moich rodziców i dziadków nad morze.

    Dlaczego tam? Bo mama uwielbia szum morza, tata kocha spacery po plaży. I mam wrażenie, że to jest jedyne miejsce, które tak naprawdę pozwala im się zrelaksować i zapomnieć o problemach dnia codziennego.

    Dlaczego dziadków? Bo babcia nigdy w życiu nie miała okazji być nad morzem. W tym roku kończy 65 lat. Podobna sytuacja jest z dziadkiem, który morze widział tylko będąc w wojsku. W tym roku kończy 68 lat.

    Dlaczego akurat ich? Bo uważam, że na to zasługują !
    Rodzice od zawsze robią wszystko dla mnie. Może dlatego, że mają mnie jedną. Troszczą i się martwią. Płaczą, kiedy ja płaczę i cieszą, kiedy ja się uśmiecham. Dziadkowie natomiast są jedynymi, których miałam okazje poznać z racji takiej, że ojciec mojego taty zmarł bardzo młodo a babci, gdy miałam 7 lat – nie wiele pamiętam z tamtego okresu. Dlatego, tak na prawdę miałam tylko jednych dziadków, na których zawsze mogłam liczyć i dawali mi odczuć, że jestem ich najukochańszą wnuczką.

    Dobrze, w takim razie zabiera ich wygodnym, klimatyzowanym busem z toaletą. Jedziemy wszyscy razem. Jest wesoło. Dziadek to kawalarz. Sypie dowcipami z rękawa. Uwielbiamy słodkości, dlatego po drodze podjadamy a tu cukiereczki, a to czekoladki i wiele innych. Kiedy jesteśmy już na miejscu, jest piękna pogoda. Dochodzi godzina 21:00. Nie ma dużo ludzi na plaży. Piasek przyjemnie grzeje w stopy. Babcia jest chyba pod wrażeniem. A dziadkowi kręci się łza w oku (może wróciły jakieś wspomnienia). Wszystko wcześniej przygotowałam przy pomocy moich znajomych, którzy mieszkają nad morzem na stałe. Wybrałam Sopot. To piękne miasto. Idziemy spacerem brzegiem morza, woda delikatnie obmywa nam stopy. Śmiejemy się jak dzieci. Rodzice i dziadkowie żywo dyskutują. Dziadkowie podziwiają a rodzice wspominają, jak to było, kiedy byli tu ostatni raz (od ich ostatniej wizyty również dużo się pozmieniało). A ja idę za nimi z aparatem, cykam od czasu do czasu bezszelestne fotki i nie mogę się napatrzeć na te świecące oczy, otwarte buzie i palce wskazujące coraz to nowe miejsca, przedmioty. W końcu dochodzimy do pewnego miejsca. Ku naszym oczom pojawia się pewien kwadracik, a dokładnie na 20m3 plaży jest rozłożony podest. Jest on śnieżno biały. To ulubiony kolor mojej mamy. Wokół podestu ustawiono świece, które dają ogromny efekt w blasku zachodzącego słońca. Na podeście znajduje się niewielki stół (specjalnie taki wybrałam żebyśmy mogli wszyscy razem siedzieć niedaleko siebie) i pięć krzeseł. Dwa są ustawione naprzeciw kolejnych dwóch i jedno na szczycie. Na środku stołu stoi wielki bukiet kolorowych róż. Pojawia się Pan, ładnie i schludnie ubrany. Wita nas szczerym uśmiechem i zaprasza do stołu. Dziadkowie i rodzice zaniemówili. Jestem z siebie taka zadowolona. Zajmują miejsca. Kelner podaję kartę. Nadeszła chwila na zastanowienie. Nie będziemy nic jeść bo po drodze zatrzymaliśmy się w pewnej fajnej knajpce i zjedliśmy porządną kolacje. Po za tym dziadkowie o takiej godzinie już nie jadają. Zamówiliśmy herbatkę, od owocowych, po czarne i zielone. Co to tego? Jak na rodzinę smakoszy słodkości zamówiliśmy szarlotkę na ciepło z lodami i bitą śmietaną ! Wszystko jest przepyszne. Ludzie spacerujący po plaży przyglądają się nam. Nie zwracamy na nich uwagi. No może ja zauważam te spojrzenia, ale rodzice i dziadkowie są tak zachwyceni atmosferą, że nie widzą nic dookoła oprócz siebie, morza, zachodzącego słońca i świec. Świec, które tak pięknie wyglądają. Wieczorem, kiedy robi się już dość chłodno, przykrywamy się specjalnie wcześniej uszykowanymi kolorowymi kocami. Myślę, że może dziadkowie są zmęczeni i nie chcą dłużej siedzieć, ale okazuje się, że są najwytrwalsi ! Jestem taka szczęśliwa. Tak niewiele, tak mało a tyle szczęście w ich sercach zagościło. Siedząc tak, pochłonięci rozmową pojawia się Pan z akordeonem. Wygrywa jakieś piosenki. Tak, akordeon – ulubiony dziadka. Niegdyś grywał ! To jeszcze nie wszystko: załatwiłam drugi akordeon dla dziadka żeby mógł sobie przypomnieć jak to się grywało. Te oczy: wyglądał jak chłopczyk, który dostał nową zabawkę. Niezapomniany widok. Wszyscy śpiewaliśmy i klaskaliśmy w rytm piosenek. Po czym sprzęt przejęli profesjonaliści i zaprosili do tańca Nas wszystkich. Dziadek poprosił babcię. Tata mamę. Wołali mnie, ale podziękowałam. Wolałam posiedzieć i popatrzeć na nich, jacy są szczęśliwi i jaką wspaniałą mam rodzinę !!!

    ilona_dybowska92@onet.pl

  • Ewa Jarzynka-Tratkiewicz

    Wymarzony dzień herbatkowy najchętniej zorganizowałabym na
    działce u moich rodziców, zaprosiłabym wszystkie koleżanki z szkolnych lat by
    odświeżyć nasze wspólne wspomnienia i marzenia, które miałyśmy, gdy żyłyśmy
    blisko siebie. Motywem przewodnim będą szalone lata 70te! Przygotuje elegancką
    zastawę oczywiście Marię Paulę, która zachwyci, oczaruje i ślicznie skomponuje
    się z dodatkami do niej. A mianowicie cudowne słodkie, słone przekąski dla
    każdego coś miłego. Małe babeczki z owocami i galaretką, muffinki czekoladowe z
    pistacjami, szarlotkę i strucle makowa by każdy swój ulubiony smak znalazł na
    stole. Na słono, koreczki z sera, szynki, ogórka, pomidorka, papryczki i
    ciemnego razowego chleba – zdrowie przede wszystkim. Jeszcze przygotuje małe
    słone babeczki z łososiem, kanapeczki z krakersami z twarogiem, papryką i
    pomidorami. Dla różnorodności przygotuje kilka rodzajów herbat czerwoną,
    zieloną, czarną, białą z różnorodnymi dodatkami. Jeśli chodzi o strój
    obowiązujący na herbatce to oczywiście stylowa moda lat 70, która
    charakteryzuje się głównie hipisowską nonszalancją. Przede wszystkim będą
    królowały długie, falbaniaste spódnice i sukienki, poszarpane spodnie
    dzwony i ogromne okulary, ale to nie tylko jeden wariant. Przecież w latach 70
    tuż obok hipisów kształtował się jednak inny ruch – punk, a jego zwolennicy
    nosili skórzane kurtki, łańcuchy i agrafki, także każdy założy to, co ma to, co
    lubi, co się spodoba najbardziej by się cudownie wygodnie czuć.

  • Vitalina

    Moja opinia to tak kiedy przeczytałam elegancką herbatke pomyślałam o królowej Anglii……to byłobym tak za ulicą XIX wiek my jesteśmy ubrani w piękni koszulki siedzimy w takim wielkim pokoju sciany koloru fioletowym z malutkim blyskiem złota za takim krugłym stolem na stole są maffiny z sacharową glazurką kolory czerwonego z posypką czekoladową także stoją orchidei a w pokoju są aromaty lawendowe….krzeslą są koloru bialego….wszyscy przyszedli na 17 godzinu w Buckinghamski Palac….w tym pokoju już grala skrypka….uśmiechnięci twarzy,etykiet na najwyższym pożiomie wszyscy maja równi plecy i rozmawialiśmy o prawach kobiet w świacie mężczyzn…..

  • Anka

    Kiedy przeczytałam słowo “herbatka” od razu skojarzyło mi się z jedną osobą, dzięki ktorej do dziś piję kilkanaście filiżanek herbaty dziennie. Jednak zacznę od początku…

    Sobota. Popołudnie. Ciepło, słonecznie i dookoła zapach świeżo skoszonej trawy. Drewniana ława w ogrodzie pod jabłonią, na niej koronkowy obus i półmisek z ciastem czekoladowym z żurawiną. W dzbanuszku herbata. Niezwykła. Tego smaku nie mogę zapomnieć, ani niestety odtworzyć do dziś. Babcia sama mieszała różne harbaty sypane, które połączone ze sobą pachniały i smakowały tak że po 10 latach dalej wspominam ten smak. Nalewamy harbatę do filiżanek (nawet jeśli są do kawy, babcia nigdy nie piła kawy) i pomiędzy kolejnymi łykami rozkoszujemy się chwilą. Na mojej herbatce byłaby tylko babcia i ja. To by wystarczyło. Chciałabym słuchać jej opowiści i opowiedzieć co u mnie słychać. Albo nawet pomilczeć razem. Byłoby idealnie…

    …dziś pozostaje mi wspomnienie smaku herbatki i lekko zakurzona, porcelanowa zastawa na kredensie, której bez babci nikt nie chce użwać….

  • Karolina

    Ubrana w swoją szafirową suknię niecierpliwie czekam, aż zegar wybije 15:00. Gorset opina się na mojej piersi a falbany wdzięcznie, acz delikatnie odstają. Chłód eleganckiej sali balowej przecina przyjemna woń drewna kominkowego. Stoję przy przeszklonej ścianie, widzę jak płatki śniegu tańczą i nadają temu grudniowemu popołudniu uroku. Ze zniecierpliwieniem spoglądam na stary, dębowy zegar. Tik – tak, tik – tak. 14:53. Czekam na głos kukułki. Gdy tylko przybędzie mój gość przejdziemy do mojego ulubionego pomieszczenia. Tam już wszystko czeka. Jestem pewna, że będzie zachwycona. Widzę, jak w oddali pojawia się zarys sań. Tak, już jest.
    Drzwi wejściowe są ciężkie, bardzo ciężkie. Muszę się zaprzeć, żeby je otworzyć chociaż na kilka centymetrów. Z radością witam moją kuzynkę już od progu. Mocno ją ściskam i pomagam zdjąć ogromny płaszcz. Jej twarz płonie czerwonym rumieńcem, a pudrowa suknia dodaje jej majestatycznego wyglądu. Dobrze wie po co przyszła, dobrze wie gdzie ma się udać.
    Ona idzie przodem. Po krętych marmurowych schodach wchodzi do mojego azylu. Od samego progu uderza nas zapach delikatnie mokrego drewna, starych książek i mocna woń cytrusów. Jak herbata to tylko z pomarańczą! Jesteśmy w mojej bibliotece, tu pijamy herbatę. Moja kuzynka zasiada w czerwonym, zbyt miękkim jak dla mnie fotelu i sięga swoją ulubioną babeczkę. Na tacy leżą leżą red velvet z białą polewą, zwykłe herbatniki i suszone pomarańcze. Ja nalewam nam herbaty, później zasiadam na niewielkiej pufie i patrzę przez okno na bezkres, jaki nas otacza.
    Herbata w prawdziwej porcelanie smakuje lepiej, mocniej, wyraźniej. A ta nasza, rodzinna, jest wyjątkowa – filiżanki są perłowe (odbijają w sobie cudowny kolor zachodzącego słońca), uszka mają złote (mienią się naszymi słowami, wypowiedzianymi szeptem i z elegancją), natomiast spodeczki są ręcznie zdobione (jak historia, jakiej były one świadkiem). Tylko imbryk czeka cierpliwie, jest przeciętny, nijaki – kiedyś przyjdzie pora jego największej chwały. Jednak on wie, że jest niezastąpiony.
    Popijamy herbatę bez słów. Patrzymy to na zachód, to na ogrom książek. Wystarczy nam nasza obecność i to, że dane jest nam być razem. Nie jesteśmy siostrami, a jak siostry się rozumiemy. I tak w każdą środę, o 15:00.

    Kontakt: karolina.gadek1@op.pl

  • Kulinarny Oliwek

    Kiedyś będę miała córkę…..

    A MariaPaula byłaby wtedy dla niej
    moim prezentem ślubnym.

    Po całym zamieszaniu weselnym i
    miodowym miesiącu Młodzi zaprosiliby swoich wszystkich rodziców do
    siebie na wspólne oglądanie zdjęć z ich Wielkiego Dnia.
    Czekałyby na nas ciasta: lekko przypalona szarlotka i sernik z
    zakalcem . Z wielką serdecznością częstowaliby nas pyszną
    herbatą i swoimi niedoskonałymi słodkościami. Teściowa mojej
    córki rzuciłaby jakąś zawoalowaną uwagę na temat zdolności
    kulinarnych młodych mężatek, ale Zięć z dumą by odpowiedział,
    że przecież to jego dzieła. Skutecznie znokautowanej i zszokowanej
    Teściowej nie pozostawałoby nic innego, jak tylko chwalić piękną
    zastawę, w której została podana herbata.

    W pewnym momencie moja córka wzięłaby
    mnie na bok, położyłaby rękę na swoim brzuchu i szeptem
    powiedziałaby: jeżeli będę mieć córkę, to przekażę jej ten
    serwis wraz z historią o pełnym miłości domu, który mi
    stworzyliście z tatą, mamo….

    zawsze.oliwek@gazeta.pl

  • Magda

    Opowieść (prawie)wigilijna

    [Herbatka ta wydarzyła się naprawdę i daj Boże więcej takich!]

    Był sobie hotel, w hotelu – kominek, w kominku beztrosko pełgał ogienek. Ogienek nie wadził nikomu, co więcej, goście hotelowi zdawali się go lubić. Wszak kiedy zasiądzie się wieczorem w arcywygodnym fotelu pod pachnącą lasem choinką, a ręce ogrzewa kubas pozwalający rozkosznie odtajać zmarzniętym palcom, nie ma nic piękniejszego nad widok beztrosko pełgającego ogienku.

    Ogienek był zasługą i chlubą popołudniowej recepcjonistki – Anny. Tu, drogi czytelniku, spieszę wyjaśnić, że Anna i ogienek nie polubili się tak od razu. Oboje mieli swoje przyzwyczajenia, oczekiwania, narowy i tylko prędko upływający czas litościwie pozwolił im wypracować ich status quo. Co wieczór Anna, rozglądnąwszy się uważnie, czy wścibskie oko nie podgląda, mieszała w alchemicznej niecce rozpałkę, szczapki drewienka i
    węgiel, by dostarczyć gawiedzi oczekiwaną magię. Cały pokój spowijał tedy maskujący obłok barwy antracytowej, z którego, niczym Afrodyta z piany morskiej, wyłaniała się zadowolona z siebie piastunka hotelowego ogniska.

    Przez lata wielokulturowy ludek nauczył się rozpoznawać dyskretne symptomy zstępującego na ziemię wieczoru. Wkrótce cała H Road z sadzy na nosku Anny przepowiadała sobie nieodległą przyszłość wokół gorejącego serca LVHotel.

    Anna, jak czytelnik się z pewnością domyśla, nie była taką sobie pierwszą lepszą Anną – za głośną nieco może, zbyt wścibską i napastliwą i niewiarygodnie wprost niezręczną…O nie! Anna miała złote serce i doskonale sprawdzała się w roli recepcjonistki – zawsze zatroskanej o komfort przyjezdnych, zawsze szczerej w swoich wadach i zaletach, a że pakiet jej cech wypadał raczej niekorzystnie, ludzie chętnie z nią obcowali, słusznie mniemając, że na jej tle ich własne przywary bledną.

    Pewnego dnia, a wypadło to właśnie w Boże Narodzenie, Anna postanowiła uczcić świeżo powitą Dziecinę odświeżeniem paleniska. Wymiotła więc złogi popiołu, owinęła je w foliowy worek i umieściła w pojemniku na śmieci, gdyż nie było dla nich miejsca w kominku.

    Niespodziewanie hotel wypełnił się czarnymi, cuchnącymi kłębami. Anna, w popłochu, jęła opróżniać śmietnik, albowiem niechybnie on to wydzielał wspomniany, oślepiający odór. Oswobodzone okruszki żaru natychmiast
    przystąpiły do świątecznej uczty na wyścielającej pokój wykładzinie. “Gasić! Wietrzyć! Unicestwić alarm!” – darły się wniebogłosy synapsy Anny. W tym panicznym pościgu za porządkiem wszechświata zastał ją szef.

    Razem odżałowali straty, opanowali emocjonalność i swąd i postanowili, że od jutra śmiać się będą z w gruncie rzeczy niegroźnego zdarzenia losowego…”Na zgliszczach hotelu” – złośliwie
    dopowiedziało z offu licho.

    Tymczasem nadszedł wieczór dorocznej, świątecznej herbatki, ogienek w kominku znowu pełgał beztrosko, okupiony nadludzkim wysiłkiem Anny, by otrząsnąć się z obezwładniającej traumy, wino podkreślało
    uroczysty nastrój.

    Wtem, bez elementarnego wyczucia taktu, wbiegł do hotelu obcy mężczyzna.

    – “Does anybody work here?!?” – zaryczał – “You’re on fire!”

    Co prawda, to prawda – płomienna Peruwianka, ogorzała Bułgarka, Anna – od zawsze na spalonym i podlane wodą ognistą licho…- w istocie “on fire”, nie wyprzesz się, choćbyś próbował, czytelniku drogi.

    Okazało się, że ogienek pełgał nie tylko w kominku, ale także w hotelowym śmietniku.

    Mężczyzna, schwyciwszy wskazaną przez Annę gaśnicę, udał się ratować śmietnik, Anna zdecydowała się mu towarzyszyć, relacjonując na bieżąco jego poczynania znudzonym strażakom po drugiej stronie słuchawki, Bułgarka, nie wiedzieć czemu, pobiegła z wiadrem eksterminować płomyczki w kominku,
    Peruwianka – za nią z mopem, słusznie oceniając, że będzie co sprzątać… Licho, pozbawione kuponu na heroizm, poskrobało się po głowie, przekalkulowało,że skoro w kuchni się jeszcze nie pali, to znaczy, że palić się dopiero zacznie, a panowie strażacy jadą, saski serwis w sasanki nie pozmywany, słowem – wstyd kogoś na akcję ratunkową zaprosić – spokojnie odkręciło wodę, nalało płynu i przystąpiło do porządkowania zlewu.

    Strażacy, którzy i tak najwyraźniej nie mieli niczego lepszego do roboty, dokonali popożogowych oględzin. Koniec końców kupili wersję o niedopałku papierosa i tak się hotelowi dwakroć, za przeproszeniem, upiekło.

    terefere89@wp.pl

  • Bonnie Hil

    Urodzinowa Herbatka Oliwii,

    czyli jak zmienić eleganckie przyjęcie w zwariowaną imprezę

    Moja córeczka jest wyjątkową osobą. Nie przypomina typowej
    nastolatki – jest delikatna, wrażliwa, uprzejma. Taka Mała Dama. Zafascynowana
    kulturą Anglii, zwłaszcza „herbatką o piątej”, marzy o własnych filiżankach.
    Uwielbia też „Alicję w Krainie Czarów”, dzięki której wprowadza do życia
    odrobinę szaleństwa. Tak więc to Oliwia będzie gościem honorowym na mojej
    „proszonej herbatce”. Wśród gości nie może zabraknąć Szalonego Kapelusznika,
    Marcowego Zająca i Susła – bez nich przyjęcie nie miałoby sensu choć sami sensu
    nie mają. No i będą dwie Alicje: ta baśniowa i ta szkolna (najlepsza
    przyjaciółka Oliwii). Będzie też oczywiście tata i starsza siostra Wiktoria –
    równie zwariowani co reszta towarzystwa. No i Martina Stoessel, bohaterka
    serialu „Violetta”. I nasz pies Rosco, któremu temat herbatek nie jest obcy.
    Oliwia od dzieciństwa urządzała „herbatki” w swoim pokoju a jedynym zaproszonym
    był właśnie Rosco. Dzielnie znosił on długie opowieści swojej małej pani,
    posłusznie chłeptał swoją porcję ze spodka a nawet pozwalał ubierać się w
    elegancki czepek! No to listę gości już
    mamy.

    Termin herbatki? 9 czerwca, miejsce? To proste: plaża.
    Najlepiej o wschodzie słońca bo Oliwia uwielbia wschód słońca na plaży. W końcu
    godzina piąta to godzina piąta, kto powiedział, że musi być po południu?

    W menu, oprócz „dzbana bez dna z herbatą, która nigdy się
    nie kończy” znajdą się różne słodkości. Ciasteczka, które zamoczone w mleku czy
    herbacie smakują równie dobrze. Lody, ogromne ilości lodów
    owocowo-czekoladowo-śmietankowych aż gościom na chwilę zamarzną mózgi. Ponadto
    owoce, zwłaszcza winogrona i arbuzy. No i cała góra niezdrowych batoników – a
    niech tam! Urodziny są raz w roku. Dla tych, którzy z sobie tylko wiadomych
    powodów nie lubią słodyczy i owoców (Rosco) przygotujemy niewidzialne potrawy i
    trochę psiej karmyJ

    Nie będzie przewodniego tematu rozmowy ze zrozumiałych
    powodów – goście nie będą do końca normalni więc rozmowa też normalna być nie
    może. Najpierw Kapelusznik rozda wszystkim wariackie kapelusze a Wiktoria
    pstryknie nam zbiorowe zdjęcie żeby je szybko wrzucić… wiadomo gdzie. Potem
    obudzimy Susła żeby opowiedział dowcip. Następnie ubrana w róże i fiolety
    „Violetta” nauczy nas kilku zwrotów po hiszpańsku, no i się rozkręci… Będziemy
    rozmawiać o bzdurach i pozbawionych sensu głupotach. Będziemy oglądać wschód
    słońca obżerając się smakołykami. Będziemy śmiać się głośno i tańczyć dookoła
    stołu aż elegancka herbatka zupełnie zmieni swój charakter.

  • sly

    Zaprosiłbym same dzieci….Małego
    Adolfa Hitlera, Józefa Stalina i Mao Zedonga. Spotkanie odbyłoby się w
    Figlolandzie. Na przekąskę podałbym muffinki najlepiej czekoladowe, bo
    wszystkie dzieci kochają czekoladę a Mao dostałby ryżową mufinkę. Potem podałbym
    im pyszną herbatkę w pięknej Marii Pauli osłodzonej arszenikiem! TAK TO HERBATA WPŁYNĘŁABY NA LOS ŚWIATA

    • ANia

      podoba mi się!

    • lola

      dobre,mnie tez sie podoba

  • ANia

    Ja widzę to tak!

    jest rok 2016, znajdujemy się w moim nowo wybudowanym domu,
    odbieram paczkę od kuriera, zaglądam do środka i widzę piękny kawowy zestaw z
    kolekcji MariaPaula Złota Linia.

    To jest moment w którym mogę zacząć planować spotkanie
    stulecia, ba! nawet sześćsetlecia! ponieważ mój najstarszy gość będzie miał
    ponad 600 lat! :D

    Gdybym mogła zorganizować spotkanie nie będąc niczym
    ograniczona, zaprosiłabym ludzi, którzy w istotny sposób wpłynęli losy świata,
    oraz takich, którzy mnie inspirują, których podziwiam, niektórym chciałabym zwyczajnie
    podziękować…

    Mam tylko 6 filiżanek, więc moja lista jest bardzo okrojona.
    I tak pierwsze zaproszenie wysyłam do
    francuskiego urbanisty Le Corbusiera,
    który swoją działalnością wpłynął na wiele dziedzin, lecz przede wszystkim jest
    twórcą mojego ulubionego prądu architektonicznego. To dzięki niemu dzisiaj
    możemy cieszyć się dużymi przeszkleniami czy płaskimi dachami.

    Drugie zaproszenie wyślę do Coco Chanel, chyba żadnej
    kobiecie nie muszę mówić jak bardzo zrewolucjonizowała damską modę, lansując
    ubrania o prostych sportowych fasonach. To Ona wprowadziła do świata mody “małą
    czarną”, za co wszystkie kobiety powinny
    być jej wdzięczne!

    Kolejne zaproszenie dostanie Pablo Picasso, chciałabym aby
    doradził mi jak zagospodarować pustą ścianę w salonie… kto wie? Może sam
    namalowałby coś dla mnie? :) Jestem ciekawa Jego zdania na temat współczesnego
    malarstwa.

    Czwarte zaproszenie otrzyma Jan Gutenberg, ponieważ wynalazł
    druk czym przyczynił się do rozwoju wiedzy. Chciałabym mu podziękować za to, że
    dzięki Niemu teraz mogę czytać moje ukochane książki.

    Piąte zaproszenie wyślę do Fryderyka Chopina- jest dla mnie niezwykle
    ciekawą osobowością, po herbacie chciałabym żeby zagrał dla mnie i pozostałych
    gości na fortepianie Walc a-moll.

    Szóste miejsce przy stole zajmę ja- ciekawa tych wszystkich
    ludzi, ich historii, poglądów na dzisiejszy świat. Zajadając się pyszną
    szarlotką mojej mamy na pewno znajdziemy wiele tematów, które są bliskie mojemu
    sercu. Ciekawi mnie co te zacne osobistości myślą na temat współczesnej sztuki, literatury, architektury,
    mody, czy muzyki. Jedno jest pewnie- to będzie bardzo ciekawe i emocjonujące spotkanie,
    które wiele mnie nauczy i pozwoli wiele zrozumieć.
    wentula@wp.pl

  • Magda

    Magda

    Zawsze marzyłam sobie po cichu

    Urządzę kiedyś przyjęcie na strychu

    Wiosna nastraja mnie nostalgicznie

    Robi się jakoś tak romantycznie

    A przecież jutro mam urodziny

    Zaproszę do siebie trzy wspaniałe dziewczyny

    Poproszę by kolor biały przywdziały

    By pasowało do mojej zastawy

    Z rękawa wyjmę białe tematy

    By pasowały do białej herbaty

    Asia opowie o kocie białym

    Ewa o śniegu w górach wspaniałym

    Oj zapowiada się sympatycznie

    Wszak my jesteśmy bardzo liryczne

    Więc po obyczaj na płycie sięgniemy

    W fotelach wygodnie się rozsiądziemy

    Biała Afryka to taki film o kobiecie

    Co walczy o swoje miejsce w tym świecie

    Oj jak zrobiło się idyllicznie

    Te chwile są jakieś takie magiczne

    Na deser podam torcik bezowy

    I pyszny nugat zrobię białkowy

    Przy stole przykrytym obrusem białym

    MariaPaula pyszni się widokiem wspaniałym

    Na stole białe rozkwitły frezje

    Julia przyniosła też białe nemezje

    I białym winem toast wzniesiemy

    Wspominać miło ten wieczór będziemy

    franulka5@gazeta.pl

  • Monika

    Dziś jestem już dorosłą kobietą,żoną i matką dwójki dzieci, mam skończone 27 lat. Do tej pory nie spełniło się jeszcze moje marzenie z dzieciństwa, czyli spotkanie z Uwaga…Uwaga Adamem Małyszem.
    Pan Adam Małysz to dla mnie postać wyjątkowa, dlatego to z nim napiłabym się pysznej herbatki.
    Spotkanie odbyłoby się w zimowy wieczór, w miłej i ciepłej atmosferze, którą zapewniłaby nam urocza drewniana, góralska karczma. Za oknem padający śnieg , w środku płonąłby kominek. Ja na widok p. Adama uśmiechnęłabym się od ucha do ucha, podbiegła, przytuliła i w końcu mogłabym Mu prosto w oczy powiedzieć jak wielką Jego sportową fanką jestem. Później powiedziałabym mu głośno DZIĘKUJĘ, za to, że te klika lat temu dostarczał mi tyle pozytywnych emocji. Rozmawialibyśmy o najpiękniejszych moim zdanie skokach i wydarzeniach sportowych. Na koniec powiedziałabym Mu jak wielkim zaszczytem było dla mnie wypicie z nim herbatki.
    Moje marzenie pojechania na zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich i spotkanie tam p.Adama nigdy się nie spełniło, bo kiedy skakał byłam jeszcze za młoda na samodzielne wojaże, a jak już dorosłam i mogłam On zakończył karierę, dlatego gdyby taka herbatka była możliwa na pewno bym z tego skorzystała.

  • Małgorzata

    Na moją herbatkę przeniosę się w czasie do lat 60. Mieszkam w małym, ale bogato urządzonym pałacyku, z pięknych ogrodem i tarasem. Dookoła unosi się zapach bzu. Właśnie zaprosiłam do siebie młodego, 20-letniego Al Pacino. Przyniósł mi pięknych bukiet róż, które idealnie skomponowały się z otaczającymi nas kolorami ogrodu. Stawiam je na stole i wskazuję na piękne, białe krzesełko, chcę aby Al usiadł i poczekał na mnie. W tym samym czasie idę do kuchni po świeżo zaparzoną herbatę o smaku poziomek, którą nalewam do eleganckich, białych porcelanowych filiżanek. Podaję do stołu i już zamierzam usiąść, kiedy mój gość wstaje i odsuwa mi krzesełko, żebym mogła usiąść. Nabieram lekkich rumieńców i dziękuję. Mam wrażenie, że teraz nawet ja komponuję się w kolory ogrodu. Mam na sobie różową, krótką, lekką i zwiewną sukienkę, która teraz idealnie komponuje się z kolorami na twarzy. Al uśmiecha się do mnie i smakuje herbaty. Patrzę na niego z uśmiechem i również zaczynam ją pić. Czuję się cudownie, tak samo jak on. Zaczynamy naszą rozmowę na temat kwiatów, które jak się okazuje, on również kocha. W tle zaczyna lecieć cicha muzyka, włoska i delikatna jak podmuch wiatru. Mój gość wstaje i prosi mnie do tańca, kołyszemy się w rytm muzyki i śmiejemy się. Po chwili odrywam się od niego i proponuję mu ciasto. Al uśmiecha się do mnie, na same słowo ‘szarlotka’ już wiem, że trafiłam w sedno smaku. Idę po owe ciasto i podśpiewuję, na co on parka śmiechem i komplementuje mój wokal, który swoją drogą nie jest wybitny. Reszta popołudnia mija nam w ciepłym i radosnym nastroju. Umawiamy się na kolejną herbatkę, która odbędzie się za 2 dni. Żegna mnie muśnięciem w policzek i macha na pożegnanie. Kiedy już chcę zniknąć za drzwiami podbiega do mnie i jeszcze raz muska mój drugi policzek, szepcząc ‘do zobaczenia śliczna’..
    Ależ się rozmarzyłam..
    kontakt przez email: kbmt88@hotmail.com

  • rubik

    Moja herbatka odbędzie się w remizie strażackiej.Mam kilku przyjaciół i przyjaciółkę którzy często mnie odwiedzają i mają wiele do powiedzenia,więc zrobię im niespodziankę i stół nakryję u nich na miejscu.Nie mam problemu z przygotowaniem wcześniej naszej uczty,będą ciasta własnoręcznie przygotowane Snikers ,którego bardzo lubią ze słonecznikiem i Śmietanowiec upieczony z rana a do naszej herbaty pasuje w sam raz.Cieszę się że będziemy rozmawiać do wieczora o swoich problemach i radościach.Moja przyjaciółka jest sama więc ma wiele do powiedzenia kiedy opowiada o swoich miłostkach my wysłuchujemy ją jednym tchem jej przeżyć i potyczek i jej doradzamy.Każdy z nas ma wiele do powiedzenia,bo spotykamy się raz w miesiącu a przez ten czas wiele się zmieniło w ich życiu.Jak to miło poplotkować w naszym gronie,gdy każdy płonie.Dobrze że w pobliżu jest gaśnica i można ostudzić czasami zapał rozmowy.Gdy pikanteria wkracza a inny rozpacza nasz strażak rozpyla odrobinę mgiełki i wszystko wraca do normy.Kolacja też się szykuje nie byle jaka będzie podana bułka i zupa z flaka a że wszyscy lubimy flaczki zamiast kaczki to gdy wszyscy się nią nasycimy to znowu do spotkania wrócimy.Nie ma to jak przyjaciele a z nimi przygód wiele i wszystko smakuje znakomicie gdy góruje piękne naczynie i nakrycie.
    rubik59@onet.pl

  • gracka

    PIĘKNY ZESTAW! Przy pięknym zestawie, przy dobrej herbatce
    chciałabym posiedzieć z fajnymi ludźmi.
    NAPRAWDĘ NIC MNIE NIE OGRANICZA?? Oooookej ;) Miejsce akcji: moja własna
    leśniczówka. Koniecznie z drewnianym, zadaszonym tarasem. Na tarasie duży,
    masywny, drewniany stół. Na stole ciasto drożdżowe z jabłkami i pyszny
    miodownik. Wiem, że budżet mnie nie ogranicza, ale upiekłam sama. Bo lubię :) i
    pachnie tak “domowo”. Wokół stołu krzesła, wygodne fotele, hamaki.
    Mnóstwo ozdobnych, miłych w dotyku poduszek. Udział biorą: ja i mój pies Maks. Niekulturalnie najpierw wymieniać gospodarzy?
    Przecież nic mnie nie ogranicza…;) Bardzo lubię konstruktywne rozmowy,
    dyskusje, polemiki (nie mylić z kłótnią!), więc przy moim stole siedzą osoby, z
    którymi zawsze chciałam porozmawiać. ZBIGNIEW
    BEKSIŃSKI- jego obrazy mnie zawsze przerażały, ale ponoć rozmówcą
    był znakomitym. KRYSTYNA JANDA-
    chociaż wątpię, żeby mnie dopuściła do głosu…;) JAN
    MIODEK (Uwaga! Przesuwamy filiżanki- Pan Jan mocno gestykuluje!)- tak, mam
    w zanadrzu kilka ciekawych pytań językowych. WOODY ALLEN- niewielki Pan (1,65cm) o zdecydowanie większym
    ilorazie inteligencji. MARTA i BARTEK- moje od niedawna dorosłe
    dzieci. Uwieeeelbiam z nimi rozmawiać. Mamy własny język, tworzymy nowe słowa, kolekcjonujemy
    przejęzyczenia, łapiemy się za słówka. Żadna krzyżówka nie ćwiczy tak mózgu jak
    rozmowa z moimi dzieciakami. Siedzimy więc sobie w tym zacnym gronie i
    rozmawiamy. Jest sierpniowy wczesny wieczór ( nie ma komarów!) więc no
    zapowiada się długa i przyjemna noc. Dolać herbatki? Bardzo proszę. Tak, wiem,
    że filiżanki urocze- to MariaPaula. Kiedy spotykamy się znowu? Jak tylko się
    obudzimy- nie wypuszczę was zbyt szybko. Jeszcze nie próbowaliście kawy z moich
    filiżanek…

    kontakt: g.bojanowska@interia.pl

  • Ania

    Pan Bóg pstryka palcami i zegar cofa się.Mam 30,20,12 lat…Siedzę na białej werandzie,małego domu,kwitną bzy.Maj.Młode ,dziewczęce serce jest niespokojne,pełne rozterek,może zakochane.W głowie fiołki i ideały.Wiem jaka na pewno nigdy nie będę.Wiem,że zostanę malarką,najlepiej sławną.Siedzę naprzeciw dawnej Ani,patrzę jej w oczy,wstydzę się jej.Trochę ją zawiodłam,zgubiłam priorytety,straciłam zaufanie do siebie,do ludzi.Dałam się wcisnąć w świat otaczający mnie,nauczyłam się milczeć,kiedy trzeba krzyczeć i nazywać rzeczy po imieniu.Nauczyłam się odwracać od ważnych i pięknych rzeczy.Nalewam herbaty.
    -Aniu,czy wierzysz,że chcę zmienić swoje życie?-pytam.
    -Wszystko w twoich rękach,póki żyjesz- uśmiecha się.-Pamiętasz, co mówiła babcia?Mówiła,że życie jej przeleciało jak jeden dzień.Tak jest z tobą,przyznaj.Myślisz,najpierw spłacę kredyt,pózniej zrobię sobie wakacje.Myślisz, najpierw dam wszystko dzieciom,pózniej pomyślę,co dam sobie.Nie możesz dać najważniejszego swojej obecności -W jej oczach widzę łzy.
    Nakładam na talerzyk placek ze śliwkami.Uwielbiała go.
    -Mieszkałaś z rodzicami,bratem i babcią.Twoje dzieci mieszkają same.W modnie urządzonym mieszkanku, gdzie można stępić samotność internetem.I nie masz nigdy czasu.Nawet dla matki.I co z tego,że nieraz była surowa i nieraz obrywaliście z Adamem,tym starym klapkiem,co w pośpiechu zdejmowała z nogi- Ania zanosi się zarazliwym śmiechem.Pomyśl,że może ona już tylko gada z kotami,po śmierci ojca, zapadła jakby w sen.Nie wiesz ile ma czasu, ani ona,ani ty.Zajmij się prawdziwym życiem.Znowu zacznij malować, napełnij swoją obecnością puste pokoje.Może i sprzedaj w cholerę to mieszkanie i zamiast miliona metrów kwadratowych,wystarczy ci kilka. Popatrz na swoje dzieci, niedługo odfruną. Nie bądz w swoim życiu gościem.
    Zapada zmierzch,herbata wystygła.
    Pan Bóg pstryka palcami.Mam znów 40 lat.Na stole piękny serwis do herbaty.
    -Wspaniały serwis,Aniu-mówi mama.
    -Wygrałam w konkursie,mamusiu.Siadaj,Już dość się napracowałyśmy-uśmiecham się.
    Na stole banofi pie,ciasto które mama nauczyła się robić ode mnie,jej placek ze śliwkami, maślane ciasteczka własnej roboty,wyjęte gdzieś z kuchennych czeluści.
    Dzwonek.Wchodzi Adam ze swoją wesołą gromadką.Irena, blizniaki.Moje dzieci.Robi się ciepło.W sercu.Robi się gwar,na ustach zakwitają uśmiechy.
    kprzedlacka@wp.pl

  • Martie

    Moja wymarzona elegancka herbatka… zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie zamek. Ale nie taki zwyczajny zamek. Sięgnijmy pamięcią do magicznego świata Disney’a, wspominając bajki o Kopciuszku lub Królewnie Śnieżce.
    Przyjęcie będzie odbywać się w najwyższej wieży tego zamku. Na środku wielkiej, wytwornej komnaty o 100 witrażowych oknach ustawię solidny, dębowy stół, przykryty muślinowym obrusem. Udekoruję go pączkami konwalii, żeby zapach przypominał o wiośnie.
    Poproszę gości, żeby każdy z nich ubrał się tak, jakby wybierał się na bal do jednej z księżniczek. Miękkie suknie, smokingi, delikatne szale i dyskretna biżuteria będzie królować podczas zabawy. Punktualnie o godzinie 17, kiedy powoli zacznie zapadać zmrok, podam ciepłą, jaśminową herbatę, którą osłodzę konfiturą z róży i ciastkami cytrynowymi. W tle będzie grała spokojna muzyka, a każdy będzie mógł zapomnieć o codziennych problemach.

  • Przemek

    zapraszam na małą czarno-brunatną herbatkę z ceilonu asonetycznego zapraszam na mój wyjściowy taras , otoczony zielonymi systoriami z czrno-seledynowymi kwiatami, stolik już czeka a w myś jego dwa krzesła jedno wiszące w powietrz unoszące się 7,5 centymetra na powierzchnią drugie podtrzymywane prze czearne mrówki sconi i salvę one mówią po angielsku nauczyły się tego będąc na wakacjach i kumpla stvea mrówkojada…..dobrego chłopaka z połdniowego maiami, dziś pijem delikatnie siorbiąc z filiżanki by odgłos dawał nam do wyobrżni sygnał zadowolenia z picia magicznego napoju herbacianego, antyoksydanty rozczepiają się na komórki mniejsze i poddają nasze ciała wspaniałym doznaniom każdy kolejny łyk zabiera mnie w podróż ezoteryczną….

  • Zuzk

    Moja idealna herbatka odbywa sie w Paryzu na wiezy Eiffli w przecudnej restauracyjce,gdzie obsluguje nas kelner pod wasem”mustache”. Siedzimy przy stoliku nakrytym obrusem w krate,przy balustradzie dzieki czemu mozemy podziwiac caly Paryz:)Na stole srebrna zastawa,a we falkonie purpurowe piwonie polaczone z gipsowka,przy kazdym krzesle przywiazane balony.Zaproszona zostanie sama elita :)czyli Kermit,Krolowa Angielska,Jas Fasola oraz Buka.Jako przekaske zostana nam podane mole w miodzie,danie glowne to Mrowki w rosole oraz makaron na uszach, a na deser gruszki z wierzby.Nie bedzie tematu przewodniego,z kazdego cos wydabedziemy interesujacego :) Zapytam Kermita o burzliwy romans z Panna Pigi,Elżbietke o nieporozumieniach w relacjach z ksiezna Kasią,Jasia o jego misia co oczko znowu zagubil a Buke…no coz jak sie czuje jako postrach dzieci…Czas bedzie plynal milo i powoli a herbatki nie bedzie ubywało :)

  • Angie

    W Edynburgu na wielkiej górze, w samym centrum miasta jest wielki zamek. Z zamku roztacza się cudowny widok z jednej strony na urokliwe kamieniczki i strzelistą katedrę w wiktoriańskim stylu, a z drugiej na góry i wzburzone morze. Niebo zdaje się każdego dnia być inne, ba! w każdej godzinie przemierzają przez nie tysiące wielobarwnych chmur, które przysłaniają chwilowo słońce, by pozwolić mu za chwilę na radosne promyki nadziei, że nie będzie padało.

    To właśnie w tym zamku chciałabym urządzić moją herbatkę. Zaprosiłabym na nią mojego męża, który jest bardzo romantyczny i z pewnością byłby zachwycony wyjątkowym urokiem Szkocji. Obowiązkowo musiałby włożyć szkocki strój (kilt uszyty z tartanu, tkaniny w kraciasty wzór), ja zaś włożyłabym czerwoną ognistą sukienkę i niebotycznie wysokie szpilki. Herbatkę podałabym na dużym tarasie zamku, by móc zachwycać się zapierającym dech w piersiach widokiem. Na stole byłyby także czerwone róże, dojrzałe truskawki i fondue z czekolady. Czekolada to wspaniały afrodyzjak, a w połączeniu z truskawkami smakuje wybornie. Nasza ulubiona czarna herbata w eleganckich filiżankach, smakowałaby z pewnością lepiej, niż na codzień.

    Nie będą w stanie oprzeć się urokowi tego miejsca, poszlibyśmy też na romantyczny spacer. Jednak już po chwili okazałoby się, że brukowane uliczki nie są przyjazne szpilkom, więc mój kochany nosiłby mnie na rękach.

    Ehh… rozmarzyłam się… ;)
    dietologeu@gmail.com

  • Patrycja

    moja elegancka herbatka:) Odbyła by się na księżycu w kryształowym pałacu. Kryształ byłby to wspaniały, gdyż przez kryształowe ściany można byłoby podziwiać widok na naszą Matkę Ziemię, Drogę Mleczną oraz gwiazdy w kosmosie. Sala kryształowa z wielkim kryształowym żyrandolem, kryształowy okrągły stół, kryształowe krzesła, mnóstwo kwiatów i świec dookoła.
    Gościem honorowym będzie oczywiście zastawa Maria Paula, która uświetni to jakże królewskie wydarzenie. Skoro jest pałac to i goście muszą być dystyngowani. Kto najczęściej pije herbatkę z porcelanowych filiżanek i mieszka w pałacu? Księżniczki! W związku z tym, że zastawa jest na 6 osób zaprosiłabym na herbatkę pięć księżniczek:
    Jasminę z Alladyna (lata na dywanie, więc lot na Księżyc będzie dla niej czystą przyjemnością),
    Kopciuszka (biedaczka nasprzatąła się u macochy, więc zasługuje na odpoczynek)
    Królewnę Śnieżkę (długo mieszkała w lesie z krasnalami, chętnie zatem spotka się w towarzystwie samych kobiet)
    Elzę z Krainy Lodu (chłód nie jest jej obcy, więc Klimat księżycowy sprawi że poczuje się jak w domu:)
    Fionę ze Shreka (ma męża Ogra, to mówi samo za siebie:)
    no i ja, Patrycja gospodyni, księżniczka dla mojego taty, męża i synka:)
    Przystawką byłyby tradycyjne herbatniczki z posypką z gwiezdnego pyłu.
    Skoro gośćmi są same kobiety, w dodatku księzniczki, tematem przewodnim będą Książęta, mężowie i dzieci. Typowa kobieca rozmowa. Takie pogaduszki o wszystkim i o niczym.
    Może moja elegancka herbatka nie jest jakaś wyjątkowa w porównaniu do wcześniej opisanych przez moje poprzedniczki.. Też mogłam napisać, że na herbatkę zaprosiłabym Matkę Teresę, Papieża Jana Pawła II i Ojca Pio. Jasne, chętnie spotkałabym się z nimi, szanuję ich i podziwiam. To byli wielcy ludzie. Tematem rozmowy byłby pokój na świecie, głód i ubóstwo. Tematy te nie są mi obojętne. Ale nie umiałabym usiąść do stołu z tak ważnymi, poważanymi i świętymi osobami. Stres zrobiłby swoje i nie wydusiłabym z siebie słowa. Niestety. Dlatego zostaję w krainie nieszkodliwych marzeń. A tą drugą herbatkę zorganizuję kiedy nabiorę większej pewności siebie.

  • Renata

    Wymarzona, elgancka ,,herbatka” Odbędzie się w piękną słoneczną niedzielę o godzinie 16:00 w moim malowniczym i kolorowym pięknym dużym ogrodzie pełnym kwiatów, krzewów. Na środku będzie stał stół na nim piękny biały, lśniący obrus , na stole przepiękny bukiet czerwonych róż no i oczywiście czego nie może w tym dniu zabraknąć to zastawa Maria Paula, która moim zdaniem będzie idelanie do tej okazji pasować! :)
    Spotaknie to będzie miało charakter ,, wdzięczności, podziękowania oraz po wspominania wcześniejszych lat naszego życia, dla Tych wspaniałych osób, które zawsze są dla mnie wsparciem , ochroną, ale i też pełną funkcję motywacyjną i pokazują mi na każdym kroku,że życie jest cudowne. To wyjątkowe jedyne w swoim rodzaju przyjęcie nie może się odbyć bez spotkania w gronie najblizyszch memu sercu osób, a jest to moja ukochana mama Marzena , która jest dla mnie wielkim autorytetem, babcia Joanna, która potafi upiec najlepszy sernik pod słońcem i przekazuje swoje doświadzczenia z młodości, ciocia Mariola,która wspiera w trudnych chwilach i zaczaruje każdego swoim uśmiechem, ciocia Gabrysia, która zawsze wysłucha i pomoże ,wujek Mieciu, Włodek oraz Marek którzy wprowadzają radosny nastrój przy spotkaniach w gronie rodzinnym oraz moja najlepsza przyjaciółka wraz ze swoim chłopakiem Tomkiem z Żanetką znamy się od piaskownicy:) czyli piękne, już 15 lat i wiemy o sobie wszystko, zawsze możemy na siebie liczyć , a, z Tomkiem chodziłam razem do klasy Szkoły Podstawowej, ahh…miłe wspomnienia z tego okresu dzieciństwa. Dla moich wyjątkowych i nie powtarzalnych gości przygotuję placek Porzeczkowiec, a moja babunia pyszny sernik, który doskonale wypełni miejsce na stole i nie da się ukyć,że przy takich właśnie rodzinnych chwilach najlepiej będzie się prezentowała zastawa Maria Paula oraz na tych białych porcelanowych talerzykach nie może zabraknąć własnego wypieku, a zwłaszcza sernika, który również idealnie pasuje do takich przyjęć:) Mam nadzieję,że nie tylko w mojej wyobraźni mogłam zorganozować takie cudowne przyjęcie wraz z zastawą Maria Paula , ale będę miała okazję w rzeczywistości tak jak zostało tutaj opiasane oraz zaprezentowane! :) ,,W życiu bowiem istnieją rzeczy o, które warto walczyć do samego końca” Serdecznie Pozdrawiam :) mój email: renata-maciejewska802@wp.pl

  • surfinia

    Gdy myślę o herbatce, przypominają mi się czasy licem. Przyjaźniłyśmy się we cztery (zwariowane i zakręcone dziewczyny) i nazywano nas „Dream Team” – byłyśmy nierozłączne, dlatego zdarzały się sytuacje, kiedy
    zamiast na lekcje, szłyśmy do jednej z nas na „herbatkę”. Dziś po latach, nie mamy dla siebie tyle czasu co kiedyś,
    każda ma swoje własne i dorosłe życie. Dlatego bardzo chciałabym wypić z nimi jeszcze jedną „herbatkę” w całym składzie.

    Moja wymarzona herbatka odbyłaby się… na Księżycu! Z przepięknym widokiem na ziemię, w nastrojowym świetle gwiazd i przelatujących co jakiś czas „spadających gwiazd”. Siedziałybyśmy na drewnianym tarasie, którego skrzypnięcie za każdym krokiem czy poruszeniem, wprawiało nas w stan spokoju. Z dala od codziennego życia, problemów i zmartwień, mogłybyśmy tak jak dawniej oddać się naszemu rytuałowi i rozmawiać przez długie, długie godziny. Na małym okrągłym stoliczku, wykonanym z przepięknie zdobionych metalowych nóżek, z przeźroczystym szklanym blatem, postawiłabym imbryk z herbatą i cztery małe białe w fioletowe wzory filiżanki z podstawkami. Usiadłybyśmy na metalowych krzesłach z wielkimi i miękkimi poduchami. Zaczęłybyśmy wspominać stare dobre czasy, śmiejąc się tak głośno, aż na pewno na Ziemi by nas usłyszeli. Podziwiając piękno miejsca, w którym się spotkałyśmy, opowiadałybyśmy sobie o zmianach jakie zaszły w naszych życiach. Przyniosłabym czekoladowy blok, jedyne ciasto, które potrafiłam w tamtych czasach przygotować i zaśmiałabym się, że tak jest do dziś. Widok na naszą planetę przyprawiałby nas jeszcze bardziej w ten nostalgiczny nastrój. Dlaczego „Księżyc”, pewnie by mnie zapytały – „Jak to dlaczego? To już nie pamiętacie powiedzonka Emilki: Spadaj na Księżyc!” – z pewnością wszystkie byśmy wybuchły głośnym śmiechem. Przypomniałabym też, jak to kiedyś wyobrażałyśmy sobie, która pierwsza z nas wyjdzie za mąż, która ile będzie miała dzieci… i porównałybyśmy nasze wyobrażenia z rzeczywistością. Czas pewnie zleciał by nie ubłaganie, nim byśmy się obejrzały, zaraz byłaby chwila rozstania. Spotkanie dobiegałoby już końca. Jako jedyna mieszkam w innym mieście, oddalonym prawie o 400km, więc tym bardziej z większym bólem bym tę rozłąkę odczuła. Jednak mimo wszystko warto by było się spotkać jeszcze raz i wybić razem „herbatkę”.

  • Dagmara

    Na moim przyjęciu herbacianym
    pojawiają się najwięksi miłośnicy tego Boskiego Nektaru. Jest mityczny cesarz
    chiński Shen Nung, który jako „ojciec herbaty” i jej odkrywca, pierwszy zabiera
    głos. Opowiada nam historię, w której poznajemy niezwykły przypadek zaparzenia
    pierwszej herbaty i perypetie związane z przekazywaniem tej wiedzy poddanym.
    Cesarz, mimo że zazwyczaj oszczędny w słowach, o herbacie mógłby opowiadać
    godzinami – niestety nie mamy tyle czasu, bo bierzemy kolejny łyk herbatki i
    przekazujemy głos buddyjskiemu mnichowi, który wieki temu przywiózł herbatę z
    Chin do Japonii. Opowiada nam, że Japończycy tak umiłowali ten napój, że
    stworzyli własną kulturę picia herbaty zwaną Cha-no-yu tzn. Droga Herbaty. I
    przez tę Drogę prowadzi nas właśnie czcigodny mnich, pomiędzy jednym a drugim
    łykiem zielonego naparu. Później głos zabiera car Michał I Romanow, który mniej
    więcej w tym samym czasie co Holendrzy zetknął się z herbatą. Ostry ton i
    ponure oblicze łagodnieją, gdy zaczyna opowiadać o najlepszym prezencie
    urodzinowym, jaki dostał w życiu – skrzyniach pełnych herbaty. Śmieje się
    rubasznie, kiedy wspomina reakcje dworu na swój prezent, bo wszyscy byli
    przekonani, iż niepozorne drewniane skrzynie, zawierające suche liście „czegoś”
    urażą Wielkiego Cara. Tak się oczywiście nie stało, bo car po pierwszym łyku,
    zakochał się w smaku i aromacie herbaty. Głos przechodzi teraz do kolejnego
    Władcy, który był prawdziwym herbatolubem. Mowa oczywiście o angielskim królu
    Karolu II, który za sprawą swojej żony – również obecnej na naszym przyjęciu –
    wprowadził Tea Time w Anglii. Stąd też nasze spotkanie zaczęło się właśnie o
    godzinie 15. Następna w kolejce jest Elizabeth Adams – żona Samuela Adamsa,
    przywódcy Synów Wolności. Elizabeth zażenowana opowiadała o roli swojego męża w
    tzw. Boston Tea Party. Pojedyncza łza spłynęła jej po policzku, gdy wspomniała
    o setkach skrzyń z herbatą wyrzuconych do zatoki. Wszyscy jak jeden mąż,
    zaczęli pocieszać Elizabeth, prosząc ją by zapomniała o tych przykrych
    wydarzeniach i na poprawę humoru spróbowała jeszcze raz tej przepysznej
    herbaty, którą serwowałam moim gościom. Pijąc już drugą filiżaneczkę herbaty
    rozmawiamy i śmiejemy się w głos, tak jakby nie dzielił nas status społeczny i
    setki lat historii. Niestety wraz z ostatnim łykiem moi goście rozmywają się w
    podmuchu wieczornego wiatru. Nie martwię się jednak, bo wiem że powrócą znowu,
    gdy poczują świeży aromat herbaty.

    dagamara555@gmail.com

  • Justyna

    Jeśli elegancka “herbatka” to tylko w ogrodzie. Jest piękne, słoneczne lato, czuć delikatny powiew wiatreku. Ja i moi bliscy siadamy w cieniu drzew przy wykonanym z drewna stole. Dookoła mnóstwo przepięknych i pachnących kwiatów. Wszyscy delektujemy się dopiero co zaparzoną herbatą i możliwością spędzenia czasu w swoim gronie. Upajamy się beztroskimi chwilami. O czym rozmawiamy? Na początku milczymy, poddajemy się urokowi chwili. Później rozmowa o naszych planach. Do herbaty zaserwujemy kruche ciasteczka oraz letnie ciasto z owocami, wszystko własnego wypieku. Marzymy, aby ta chwila trwałą wiecznie.
    justynka951@wp.pl

  • yen44

    Jest lato 1772 roku. Na tarasie Pałacu na Wodzie dobiega
    końca obiad czwartkowy u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wybitni
    przedstawiciele nauki, sztuki, literatury i polityki epoki oświecenia
    niespiesznie opuszczają Łazienki, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
    Uczestnictwo w obiedzie ‘u króla Stasia’ to wyłączny przywilej mężczyzn. A
    tymczasem czas popołudniowej herbaty król zarezerwował dla mnie – początkującej
    dziennikarki z przyszłości. Po długich staraniach o możliwość przeprowadzenia
    tej rozmowy otrzymałam upragnione zaproszenie. To chyba efekt jego powszechnie
    znanej słabości do kobiet :) Muszę jednak podkreślić, że moją obecność tu
    zawdzięczam nie tylko królowi ale również zdolnościom pewnego naukowca, który
    opracował sposób teleportacji. A więc spełnia się moje marzenie….

    Na spotkanie przynoszę dar – białą herbatę o
    delikatnym smaku, godnym królewskiego podniebienia. To Silver Needle, z najmłodszych
    listków z samego wierzchołka krzewu herbacianego. Rozmawiamy długo o polityce,
    sztuce, literaturze, a także miłości króla do kobiet. Jest człowiekiem o
    niezwykłej wrażliwości, któremu przyszło panować w trudnych czasach. Moją uwagę
    zwraca piękna porcelana, w której podano herbatę. Biały kolor filiżanki
    wydobywa głęboką barwę napoju, a złocenia zdobiące serwis pięknie mienią się w
    promieniach zachodzącego słońca. Zdaniem króla Stanisława, który upowszechnił w
    Polsce zwyczaj parzenia herbaty, jej serwowanie wymaga odpowiedniej
    oprawy.Kilka godzin i 5 filiżanek herbaty później spotkanie dobiega końca. Mam
    wspaniały materiał na wywiad! Z żalem opuszczam Łazienki. Jest tak pięknie i
    spokojnie. Wychodząc odwiedzam jeszcze ‘pierwszego kuchmistrza Europy’ Pawła
    Tremo i dyskretnie pytam o nazwę serwisu, w którym podano herbatę. “Maria
    Paula Złota Linia” szepcze mi do ucha. To byłaby wspaniała pamiątka tego
    niezwykłego spotkania. Cóż może kiedyś ….

  • krystyna

    Właśnie zaparzyłam kawę w moim ulubionym białym serwisie, moja córka
    radośnie bryka dookoła, muszę uważać, żeby się nie oparzyła ani nic nie
    roztrzaskała. Nakładam na talerzyk kawałek sernika, jest pyszny -Kalinko
    uważaj! Moja córka właśnie rozsypała cukier. Czy ja jeszcze
    kiedyś napiję się w spokoju kawy? Zamykam na chwilę oczy,
    wdech…wydech… Otwieram oczy, coś jest nie tak. Gdzie jest
    mój kawowy stolik? Gdzie filiżanka? O matko! Gdzie moje dziecko, gdzie
    ja jestem??!
    Stoję boso na trawie, jest ciepły, słoneczny dzień, w
    oddali słychać wesołe krzyki, odwracam się. Widzę wesołą
    gromadkę, ciekawe co to za ludzie? Ktoś z nich odwraca się do mnie i
    gestem zaprasza abym dołączyła. Może w końcu się czegoś dowiem, co się
    stało, dlaczego tu jestem? Idę w stronę starego dęba, w jego cieniu
    ustawiony jest duży prostokątny stół i krzesła. Na stole rozłożony jest
    biały obrus, a w wazonie stoją różowe piwonie. Znam tą zastawę- to moja
    ulubiona Złota Linia, zaraz, zaraz! znam to miejsce!- to
    przecież jest nasza działka, tylko ten dąb jakiś taki duży! O rany! Czy
    to jakiś sen?! -Dobrze, że już jesteś mamo, zaczynaliśmy się o
    Ciebie martwić mówi do mnie piękna długowłosa kobieta. Nic nie
    rozumiem, ona ma takie same oczy jak moja mała Kalinka. -Kalina kochanie, weź Jaśka, ubrudził się czereśniami mówi
    do niej przystojny brunet, prowadząc za rękę umorusanego malca. -Babciu, babciu! Chodź do stołu, jest tort! No i mama upiekła
    sernik według Twojego przepisu, jest pyszny! Rezolutny chłopczyk bierze
    za rękę mnie i swoją dwuletnią siostrzyczkę i prowadzi do stołu. A więc
    to moja rodzina! To ja za jakieś 30 lat! Jasiek, a co to za para z
    dzieckiem, tam po prawej?-pytam. Babciu, to przecież wujek Olek i ciocia
    Iga! A obok w wózku Twój najmłodszy wnuczek Kubuś. Babciu, a gdzie
    poszedł dziadek Marcin z Martynką? Teraz jest już moja kolej noszenia na
    barana! Nagle zza drzewa wyłania się postać lekko przygarbiona z przyprószonymi
    siwizną włosami, z małą dziewczyną na ramionach. -No
    Martynka, koniec przejażdżki, dziadek musi trochę odpocząć. Mam ochotę
    na filiżankę kawy w towarzystwie Twojej babci, biegnijcie się pobawić.
    Aha, więc już wiem! Jeszcze kiedyś napiję się w spokoju kawy! myślę -Pięknie to zorganizowałaś kochanie mówi do mnie mój mąż
    całując mnie w głowę, – Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich urodzin
    kochanie.
    Zamykam oczy. Wiem, że wiele mam jeszcze do przeżycia, ale wiem też, że warto czekać.
    Otwieram… ktoś szarpie mnie za rękaw -to moja mała Kalinka ;)
    krystyna-wendelewska@wp.pl

  • Iwona Marczewska

    Urządziłabym happening w samym środku miasta, w poniedziałek w dodatku!
    Ideą byłoby zachęcenie wszystkich zapracowanych i przepracowanych ludzi do tego, aby zamiast pić w pośpiechu kawę ogromnymi haustami i w biegu do pracy, usiedli przy jednym stoliku z drugą osobą i poświęcili te 10 minut w ciągu 1440 minut (doba) na chwilę przyjemności. Żeby skupili się na smaku kawy/herbaty, na obecności drugiego człowieka.
    Stoliki zostałyby rozstawione przy głównej ulicy, może nawet na środku ronda. Niech wszyscy wiedzą jak niewiele potrzeba, żeby sprawić sobie przyjemność, koniec wymówek!
    Ech… gdybym do mojej wizji miała dodać więcej wyobraźni, to ruch w mieście zostałby wstrzymany. Ludzie zostawiliby swoje auta pootwierane, odłożyliby niesione przedmioty, przybiegliby do stolików zachęcając innych, mijanych po drodze. Fala kawowego szaleństwa rozprzestrzeniłaby się aż po obrzeża miasta. Wszyscy wszędzie ciągnęliby do kawiarni, rozsiadali się z termosami na ławkach, zapraszali sąsiadów i współpracowników na chwilę przy aromatycznym, gorącym napoju. Cukiernicy i sklepikarze wybiegliby z pysznymi ciastkami na chodniki i rozdawali obcym ludziom. A wszystko to zaczęłoby się od kilku stolików w samym środku tej radości, takich z białymi obrusami i zastawą MariaPaula. Po kilkunastu minutach ludzie wróciliby do swoich obowiązków, miasto ruszyłoby dalej, ale… z uśmiechami na twarzach i okruszkami w kącikach ust.

  • renatamaciejewska

    Wymarzona, elgancka ,,herbatka”
    Odbędzie się w piękną słoneczną niedzielę o
    godzinie 16:00 w moim malowniczym i
    kolorowym pięknym dużym ogrodzie pełnym
    kwiatów, krzewów. Na środku będzie
    stał stół na nim piękny biały, lśniący
    obrus , na stole przepiękny bukiet czerwonych róż no i oczywiście czego nie może w tym dniu
    zabraknąć to zastawa Maria Paula, która
    moim zdaniem będzie idelanie do tej okazji pasować! :)

    Spotaknie
    to będzie miało charakter ,, wdzięczności, podziękowania oraz po
    wspominania wcześniejszych lat naszego życia,
    dla Tych wspaniałych osób, które zawsze są dla mnie wsparciem , ochroną,
    ale i też pełną funkcję motywacyjną i
    pokazują mi na każdym kroku,że życie jest
    cudowne. To wyjątkowe jedyne w swoim rodzaju przyjęcie nie może się odbyć bez spotkania w gronie najblizyszch memu sercu osób, a jest to moja ukochana mama
    Marzena , która jest dla mnie wielkim autorytetem, babcia Joanna, która potafi
    upiec najlepszy sernik pod słońcem i przekazuje swoje doświadzczenia z
    młodości, ciocia Mariola,która wspiera w trudnych chwilach i zaczaruje każdego
    swoim uśmiechem, ciocia Gabrysia, która zawsze wysłucha i pomoże ,wujek Mieciu,
    Włodek oraz Marek którzy wprowadzają
    radosny nastrój przy spotkaniach w
    gronie rodzinnym oraz moja najlepsza przyjaciółka wraz ze swoim chłopakiem
    Tomkiem z Żanetką znamy się od
    piaskownicy:) czyli piękne, już 15 lat i
    wiemy o sobie wszystko, zawsze możemy na siebie liczyć , a, z Tomkiem chodziłam
    razem do klasy Szkoły Podstawowej, ahh…miłe wspomnienia z tego okresu
    dzieciństwa. Dla moich wyjątkowych i nie powtarzalnych gości przygotuję placek Porzeczkowiec, a moja babunia pyszny
    sernik, który doskonale wypełni miejsce
    na stole i nie da się ukyć,że przy takich właśnie rodzinnych chwilach najlepiej
    będzie się prezentowała zastawa Maria Paula oraz na tych białych porcelanowych
    talerzykach nie może zabraknąć własnego wypieku, a zwłaszcza sernika, który
    również idealnie pasuje do takich przyjęć:)
    Mam nadzieję,że nie tylko w mojej wyobraźni mogłam zorganozować takie
    cudowne przyjęcie wraz z zastawą Maria Paula , ale będę miała okazję w
    rzeczywistości tak jak zostało tutaj opiasane oraz zaprezentowane! :) ,,W życiu bowiem istnieją rzeczy o, które
    warto walczyć do samego końca” Serdecznie Pozdrawiam :) mój email: renata-maciejewska802@wp.pl

  • Wiolaa

    „JAK STAŁA SIĘ JASNOŚĆ”

    W rolach głównych:

    Thomas Alva Edison

    Ja

    Maria Paula z domu Złota Linia

    Miejsce:

    Zamek Książ

    Ja: Napije się Pan herbaty?

    T.Edison: Z przyjemnością,
    poproszę.

    ( Maria Paula mieni się pięknie, gdy
    napełnia się złotym płynem)

    Ja : Panie Edison, przybywam do Pana z roku 2015

    T.E : To świat jeszcze istnieje?

    Ja: Tak istnieje i ma się całkiem nieźle. Czy wie Pan jaką
    rewolucje wywołał na świecie rozświetlając pierwszą żarówkę?

    T.E: To może Pani mi
    powie?

    Ja: Pokaże to panu za chwilę. Niech Pan powie ile zaliczył Pan
    porażek zanim żarówka rozbłysła? Niektóre źródła podają, że 5 tyś inne, że
    10.000

    T.E: „Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem X błędnych
    rozwiązań.
    Wielu życiowych
    rozbitków to ludzie, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak bliscy są sukcesu,
    kiedy się poddali.”

    Ja : Czyli trzeba mieć własne zdanie, wizję i marzenia, i mimo
    przeciwności losu dążyć do ich realizacji?

    T.E: Dokładnie tak! „Nigdy się nie zniechęcam, ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby
    stanowi kolejny krok naprzód.”

    Ja: Może poczęstuje się Pan sernikiem? Znalazłam świetny przepis w
    internecie.

    T.E: W czym?

    Ja: W internecie! Tam jest wszystko.

    T.E: Wszystko w jednym miejscu? To niemożliwe.

    A gdzie można kupić taka
    piękna porcelanę?

    Ja: W internecie.

    T.E: Czy to daleko? Proszę mnie tam zaprowadzić…..ale napijmy się jeszcze
    herbatki, piękna porcelana to nieodzowny element każdego domu

    Ja: Tak jak Pana wynalazek. Pokażę Panu fajny konkurs w którym można taką
    porcelanę wygrać. Ta porcelana to kwintesencja polskości.

    T.E: Ten konkurs też w internecie? (ha,ha)

    Ja: Oczywiście!…………………………………………………..

    ………………………………………

  • jkm

    Na hasło herbatka mam dwie myśli: królowa Elżbieta wraz swoją brytyjską herbatą z mlekiem (nuuuda) oraz Alicja i jej obłąkana herbatka. Z racji tego, że za bawarką nie przepadam, to byłaby to zdecydowanie “najgłupsza herbatka”, czyli wakacyjny podwieczorek w towarzystwie bohaterki mojego dzieciństwa, czyli cudownej Alicji z Krainy Czarów (swego czasu recytowałam tą książkę z pamięci). Bujna zielona trawa, błękitne niebo, letnie słońce i “obłąkana herbatka” w kolorowej porcelanie. Takie popołudnie byłoby ziszczeniem moich dziecięcych marzeń, ach.. móc spotkać Szalonego Kapelusznika, zjeść kawałek tortu z Marcowym Zającem albo dostać zagadkę od Susła… to byłaby dopiero przygoda!

    justyna.m@op.pl

  • Thomas

    WITAM SZANOWNEGO KONKURSODAWCĘ ! DOSTRZEGŁEM ŚWIETNY KONKURS Z SUPER NAGRODAMI ! LANIE WODY … TO COŚ CO OD SZKOLNEJ ŁAWKI NAJLEPIEJ MI WYCHODZI WIĘC … NA POKŁAD SAMOLOTU LINII Maria Paula Tea PRZYSTROJONEGO KOMPLETNIE NA BIAŁO ( POSZYCIA FOTELI , WYKŁADZINA CIĄGU KOMUNIKACYJNEGO ) ZABIERAM WSPANIAŁĄ RODZINĘ I ZGRANĄ PACZKĘ NAJLEPSZYCH PRZYJACIÓŁ I … LEJĘ WODĘ A DOKŁADNIEJ OBSŁUGA SERWUJE WYŚMIENITĄ , AROMATYCZNĄ HERBATKĘ Z ZESTAWU Maria Paula – TO ZNAK , ŻE LECIMY DO SŁONECZNEGO EGIPTU !!! BĘDZIEMY ROZMAWIAĆ O ODPOCZYNKU , O TYM CO ZWIEDZIMY , JAK BĘDZIEMY SIĘ TAM BAWIĆ … O PLANACH NA PRZYSZŁOŚĆ , O NASZYCH MIŁOSTKACH , O WSZYSTKIM I O NICZYM . PRZEKĄSKA PEWNIE BANALNA ALE … BĘDZIE TO SMAKOWITA PIZZA PROSTO Z PIECA ORAZ “NIEBIAŃSKIE” KEBABY – RESZTĘ ZAPEWNI PRZEWOŹNIK WOLNOCŁOWY . NASZA “ELEGANCKA HERBATKA” ZORGANIZUJE SIĘ WIĘC W CHMURACH !!! Maria Paula – BEZ OGRANICZEŃ !!! Maria Paula – MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ !!! I BÓG STWORZYŁ – Marię Paulę !!! Maria Paula – SMAK WAKACJI = SMAK RAJU !!! tomaszmuchla2@gmail.com

  • Agnieszka Malach

    Aby urządzić niezapomnaną, elegancką herbatkę, chciałabym się cofnąć w czasie o 25 lat. Zaprosiłabym mojego dziadka i babcię. Mój dziadek zmarł, gdy byłam małą dziewczynką, bardzo żałuję, że nie mógł być z nami dłużej, ponieważ w swoich wspomnieniach zachowałam Go jako bardzo ciepłego, serdecznego człowieka, z wielkimi pokładami cierpliwości i wielkim sercem. Pamiętam jak wyczekiwałam Jego odwiedzin, moja babcia z mamą zazwyczaj zajęte były w kuchni, dochodziły do mnie tylko strzępy ich rozmów, natomiast dziadek wymyślał najrozmaitsze zabawy, w których sam uczestniczył ze mną i moją siostrą. Herbatkę urządziłabym u mojej babci i dziadka na działce. Pamiętam, że pośrodku działki była długa dróżka, po obu jej stronach rosły piękne drzewa owocowe, a na samym końcu znajdowała się mała altanka. To tam nakryłabym do stołu, nalała herbaty, a do tego podała świeże owoce prosto z drzew i herbatniki, które mój dziadek uwielbiał. Opowiedziałabym im o moim życiu, o moim cudownym mężu i dzieciach, których mój dziadek nigdy nie miał okazji poznać i patrzyłabym, jak mój dziadek, słuchając się uśmiecha i trzęsącymi się dłońmi nalewa do filiżanki świeżo zaparzoną herbatę…

  • Joanna Joanna

    Oczyma wyobraźni odnalazłam miejsce, gdzie rozgrywały się akcje tych wszystkich wzruszających historii. No wiecie… gdzie łzy Kopciuszka otulały skrawki Ziemi, a Zła Macocha wpatrywała się w zakłamane odłamki lustra.
    Dopiero teraz rozumiem co znaczy znaleźć się za siedmioma górami i siedmioma lasami.
    Odnalazłam to miejsce za najczystszą rzeką, blisko Zamkowej Góry.

    W siódmym lesie znajduje się maleńki stolik, specjalnie na tę okazję. Przyjaciółki moich dziecięcych lat, już 20 lat starsze zasiadają na drewnianych stołeczkach pokrytych skórą niedźwiedzia i nie mogą uwierzyć, że przeniosły się do krainy dziecięcych marzeń. Każda z dziewcząt w zbyt fikuśnej, wręcz niepasującej do sytuacji sukience, upija łyczek herbaty z delikatnie uniesionym małym paluszkiem. Współczesność spotyka się z fikcyjnym światem baśni.

    Wyciągamy naszą ulubioną planszową grę i z niecierpliwością rywalizujemy o pierwsze miejsce na mecie. Odwagi i nadziei dodaje nam aromatyczny napój zaparzony z leśnych darów przez Ankę i podany w porcelanowej zastawie. Tylko Kamila zagryza wargę, marząc, aby w jej maleńkiej filiżance znalazła się cola. Chipsy przyniesione przez Wiolę wyglądają dziwacznie wśród świeżo zerwanych owoców poukładanych w olbrzymie kopuły. Świetliki brzęczą tuż przy naszych głowach, lecz nikt nie ma ochoty ich przegonić. Dzięki nim, mrok lasu nie przeraża nas. Spędzamy wspólnie miłe chwile, chichoczemy, zapominamy o zbyt wielu kaloriach, nie znamy znaczenia słowa: marudzić. Zdaje się, że w oddali księżyc delikatnie muska swoją poświatą siódmą górę i mieni się tysiącem uczuć w siódmej rzece.

  • Agnieszka

    Moja wymarzona herbatka? Wiosenna pogoda – siedzę na tarasie i spoglądam z zachwytem na rozciągające się widoki. W oddali widać staw i błękitną taflę wody, która dzięki słońcu mieni się srebrnymi pasmami. Wszędzie pola, które wznoszą się i łagodnie opadają. Ptaki śpiewają jakąś wzniosłą melodię – a ja czekam na gości. Meble są w stylu rustykalnym – białe, z delikatnymi przetarciami. Na stole rozłożyłam obrus z motywem róż, w wazonie stoi bukiet z owych kwiatów, które wydzielają słodki zapach. W końcu nadchodzi rodzina – mama wraz z ciotkami, których nie widziałam już od dawna. Są zaczarowane klimatem otoczenia. Siadają wygodnie, a ja podaję świeżo upieczone ciasto – szarlotkę. Kiedy wnoszę zastawę Maria Paula, wszyscy na chwilę milkną i chłoną cudowną chwilę. Chwilę spokoju… chwilę piękna… naszą chwilę z herbatą. gold_butterfly@o2.pl

  • Beata

    Mała wyspa gdzieś na oceanie spokojnym… na wyspie widać palmy i piękną egzotyczną roślinność ale nie tylko bo znajduje się tam piękna plaża i piękny błękitny ocean a w nim piękne kolorowe rybki. Słychać szum wody oraz śpiew ptaków. Przy brzegu w oceanie znajdują się okrogłe stoły- woda sięga im do połowy nóg. Gdy usiądzie się przy tym stole woda sięga do bioder. Na stołach porozkładane są białe obrusy a na nich bukiety kwiatów oraz zastawa porcelana MariaPaula. Idealne popołudnie. Na osobnym stole znajduja się przekąski: grzanki z pastą oliwną, koreczki(z rzodkiewką, ogórkiem, pomidorkiem koktajlowym, czerwoną cebulką, i serkiem żóltym), faszerowane papryczki i oczywiście różnego rodzaju owoce. Na to cudowne popołudnie z herbatką zaprosiłam rodzinę i przyjaciół. Temat przewodni planowanie podróży do okoła świata :) każdy może wybrać dwa Państwa które chce zwiedzić :) apóźniej opracuje się plan wycieczki :) jednym słowem dużo śmiechu :)

    pozdrawiam :)
    beata201@op.pl

  • Malwina

    Jest lato. Mieszkam w małym, białym, eleganckim domku nad samym morzem… O urwisty brzeg rozbijają się spienione fale. Co dzień rano zamiast budzika z objęć Orfeusza wyrywają mnie głosy mew. Mam niewielki, śliczny taras z drewnianą podłogą od strony morza, ogrodzony białym płotkiem wzdłuż którego rosną bujne, różnokolorowe kwiaty. Spędzam tam sporo czasu. Jestem pisarką. Bezkres morza napawa mnie dobrą energią, przyprawia o dreszcze, dostarcza pomysłów. Na zadaszonej części tarasu stoi mały, okrągły, biały stolik, przykryty haftowaną serwetą, a wokół niego sześć wygodnych, przykrytych miękkimi poduszkami krzeseł. Jest 11:45, więc jak co dzień o tej porze wynoszę z kuchni srebrną tacę z pięknym, eleganckim, oczywiście białym zestawem kawowym, którego elementy mają jednak ozdobę w postaci złotego paska. Obok bukietu kwiatów stawiam kolejno na stoliku: parujący imbryk z gorącą herbatą, cukiernicę, mlecznik ze świeżym mlekiem przyniesionym od sąsiadki, sześć ślicznych filiżanek na spodkach i sześć płytkich talerzyków na ciasto. Wyciągam z piecyka pachnącą szarlotkę, z jabłek z mojego ogrodu, kroję na kawałki i czekam, jest 11:58. Zjawiają się jak zwykle punktualnie o 12. Księżna Kate, Meryl Streep, Angelina Jolie, Brigitte Bardot i Sophia Loren. Przyjeżdżają białym kabrioletem, którego prowadzą na zmianę, w okularach przeciwsłonecznych i chustkach na głowach, zawsze narzekając na zepsute fryzury. Witają się ze mną, siadają wokół stolika, od razu nalewają sobie herbatę do filiżanek i częstują się ciastem. Mój kot Rudolf wskakuje jak co dzień na kolana Brigitte, uwielbiają się wzajemnie. Opowiadamy sobie po kolei jak spędziłyśmy poprzedni wieczór, co ciekawego nas spotkało. Mówimy o naszych planach, nadziejach, uczuciach, marzeniach. Żartujemy, pijemy, jemy, chwilo trwaj!
    (e-mail: aniwlamtanaw@gmail.com)

  • Albina

    W moim ogrodzie zamykam się na pyszne smakołyki zapraszamy Cię, figlarne kształty
    Tobie podaje z miętowym smakiem się zapoznajesz.Potem razem się degustujemy
    herbatkę małymi łyczkami pijemy, o babskich głupotam sobie gadamy jak małe damy
    szyk w sobie mamy.Radości wiele lubimy mieć smaczne ciasteczka chcemy tez zjeść, a
    ten aromat herbatki sprawia, że to jest bardzo dobra zabawa. Z ostatnim łykiem żegnamy się, a na kolejną przygodę zapraszam niebawem….

    Herbatka z moją przyjaciółką zawsze świetnie smakuje i tą miętową piłam
    właśnie z nią :) nie zamiennie tych śmiesznych pogawędek z Kaśka na
    żadną inną osobę.

  • Agnieszka

    To będzie ciemna, wyjątkowo wietrzna
    noc. Nieba nie ozdobi ani jedna gwiazda a wiatr będzie szybko
    popychał chmury raz zasłaniając a raz pokazując wielki księżyc
    w pełni. Powietrze przesycone wiosną, która właśnie zawitała do
    Irlandii jest czyste i rześkie chociaż trochę jeszcze chłodne.
    Czasem odezwie się jakiś puszczyk, czasem gdzieś z oddali dojdzie
    nas wycie samotnego wilka skarżącego się do tarczy księżyca. Nad
    jeziorami, tak licznymi tu hałasuje wodne ptactwo czatujące na
    ryby, których nie brakuje. Przejdziemy przez duża bramę i
    wkroczymy do niezwykłego świata niedostępnego dla innych
    śmiertelników. Jego niezwykłość poczujemy na własnej skórze
    gdy pokryjemy się gęsią skórką bowiem będą nas mijać cienie i
    mary, czasem ktoryś się o nas otrze lub przeniknie nasze ciało.
    Są lekkie i zwiewne jak wiatr. Nie należy ich się bać to tylko
    przenikliwe zimno ich pół przezroczystych ciał sprawia,że się
    wzdrygamy. Miniemy wielki i wspaniały ogród. Jeszcze pusty bo razem
    z wiosną budzi się do życia. Za parę miesięcy pokryje się
    dywanem kolorów i zapachów, najrzadszymi i najpiękniejszymi
    kwiatami. Ale teraz jest cichy i uśpiony. Rabatki czekają na
    wiosenne przygotowania ale pobielone wapnem drzewa już wypuszczają
    pierwsze, delikatne pączki. Ale o to przed nami wiktoriański zamek
    Ashford. Jest cudowny. W nocy o wiele bardziej urokliwszy i
    tajemniczy. Wydaje się niewzruszonym świadkiem ludzkich dziejów
    kiedy tak stoi cichy, milczący opleciony bujną winoroślą,
    gdzieniegdzie zmurszały i zraniony zębem czasu. To nic. Tej nocy
    znów ożyje. Stare zamczysko spełni ważną rolę. Wejdziemy do
    środka. Szybko, nie ma sensu tak się ociągać. Już niedługo będą
    nasi goście a tu nic nie jest gotowe. Wbiegniemy krętymi schodami
    na najwyższe piętro zamku. Drogę będą nam oświetlać zapalone,
    osmolone pochodnie, stąd ten zapach, dość mocno się dymią. W
    komnacie będzie ciepło. Ogień wesoło trzaska w kominku jakby
    wyśmiewał wiatr świszczący przez szpary zamku. Stary woźny nigdy
    jeszcze nie zawiódł. Ale to nie ważne. Musimy nakryć stół.
    Czeka już na nas wyprasowany obrus w wielkie róże. Jest naprawdę
    piękny. Ręcznie wyszywany, stara dobra robota. Teraz już takich
    nie ma. Pewnie miało posłużyć jakiejś bogatej pannie na wiano.
    Wystarczy teraz już fantazjuje. Wyciągnę elegancki zestaw
    MariaPaula. Biała, prosta porcelana świetnie komponuje się z
    wzorzystym obrusem. Jeszcze srebrne sztućce, jadali nimi królowie.
    Zapalam świece. Już po chwili wesoło migotają rzucając cienie na
    szarych ścianach i odbijając się w wielkich pięknych witrażach.
    Herbatka gorąca nalana już w dzbanek, całe szczęście bo stukot
    kołatki obwieszcza pojawienie się pierwszych gości. W pośpiechu
    zrzucę swe ubranie z XXI wieku by założyć piękną, koronkową
    suknie w kolorze lipcowego nieba. Jeszcze szybkie spojrzenie w
    ogromne lustro w komacie obok. Suknia podkreśla mój kolor oczu. Ale
    teraz zbiegniemy na dół i otworzymy drzwi. Trochę nieporadnie
    plątam się w długiej sukni i koronkach, miejmy nadzieje, że gość
    nie zauważy. A o to i przed nami mistrz we własnej osobie sam
    Stephen King, autor najlepszych, mrożących krew w żyłach
    horrorów. Ledwie zdążę odprowadzić dostojnego gościa na górę
    a tu już trzeba biec i otwierać bo ktoś znów dobija się do
    drzwi. Me serce zamiera ale za chwilę zaczyna bić dwa razy szybciej
    niż zwykle bo o to przede mną Mefisto. Duch, który zawsze przeczy.
    Diabeł skłoni się nisko i powędruje u mego boku na górę
    stukając lakierkami o kamienne schody. Kto wie może to kopyta.
    Pełnie rolę gospodyni, dolewam herbatki, komplementuje a tu już
    następny powóz zajeżdża do bram zamku. Śpieszę by otworzyć. To
    trzy czarownice, które zwiodły Mahbeta. Dlaczego nie na miotłach?
    Powiedzą, że są już stare, że za zimno na takie szaleństwa, że
    narzekają na reumatyzm i bolą ich stawy, a miotły owszem mają,
    ale na sytuacje awaryjne. Jeszcze Twardowski ale nie kogucie lecz na
    karym koniu i bracia Grimm. Na górze będzie czekał na mnie jeszcze
    jeden gość. Wleciał przez okno. Nie mógł sobie odmówić tej
    przyjemności. Jego widok mrozi krew w żyłach. To sprzedawca marzeń
    z książki Stephena Kinga „Sklepik z marzeniami”. Mimo, że
    chyba wylał na siebie z pół butelki luksusowych perfum dalej da
    się wyczuć odór siarki. Budzi odrazę mimo że to czarujący,
    starszy pan z włosami jak gołąbek. Najlepszej klasy czarny,
    dopasowany garnitur. W końcu diabeł ubiera się u Prady. Tak mówią.
    Siadamy dookoła stołu, popijamy herbatę z filiżanek. Mefistofeles
    chwali moją szarlotkę, piekłam ją specjalnie na tą okazję. Mój
    majstersztyk. Szarlotka z kruszonką. Nikt w rodzinie takiej nie
    potrafi. Rozmawiamy o tym, że ludzie się teraz duchów nie boją,
    że szukają innych wrażeń. Że to niebezpieczne i źle się takie
    poszukiwania mogą dla nich skończyć. Że diabły to dla nich coś
    jak yeti na plaży a duchy kojarzą się tylko z Halloween.
    Czarownice mówią, że ludzie kuszą los i się sami o nieszczęście
    proszą. Mefisto tłumaczy, że kiedyś ludzie wierzyli w zło i
    znajdowali sposoby by się przed nim uchronić a teraz mają zło pod
    samym nosem i tego nie potrafią dostrzec. Czas leci, rozmowy schodzą
    na coraz luźniejsze tematy. W końcu na dworze zaczyna się
    przejaśniać i moi goście muszą wracać do domów. Rozjeżdżają
    się powozy, gasną pochodnie. Zamek jak za dotknięciem
    czarodziejskiej różdżki zasypia. Chociaż będzie pamiętał
    nocną herbatkę zachowa to dla siebie, w ciężkich zimnych,
    kamiennych ścianach.

    Agnieszka. Mój adres to: heroine@poczta.onet.eu

  • Karolina

    – Przyjdziesz? – zapytałam.
    – Tak, oczywiście – odpowiedział.
    Zaprosiłam Kamila na herbatę do domu, mojego domku na wsi. Tak na herbatę i ciasto malinowe z białym, puszystym kremem, które upiekłam sama. Kamil jest mężczyzną, który mnie zaciekawił swoją osobą. Jest niezwykle
    szarmancki, pełen życia i ma ogromne poczucie humoru. Ja nieśmiała, szukająca bliskości drugiego człowieka, przy którym poczułabym się bezpiecznie, postanowiłam w końcu zaprosić Kamila, żeby pokazać mu, że bardzo go lubię. W końcu on już tyle razy próbował mnie zainteresować swoją osobą…
    – Cześć, to dla Ciebie, proszę – powiedział, wręczając mi bukiet różnokolorowych tulipanów.
    – Dziękuję, kocham tulipany! Te kwiaty mają w sobie taką radość – odpowiedziałam. Ucieszyłam się ogromnie bo tulipany to naprawdę moje ulubione kwiaty, choć szybko przekwitają.
    – Rozgość się proszę, wstawiłam już wodę na herbatę, a może wolisz coś innego, może kawa albo sok? Bo wiesz… – w tym momencie przerwał mi.
    – Nie, nie jak najbardziej może być herbata – powiedział.
    Przyniosłam ciasto oraz filiżanki i talerzyki do ciasta.
    – Piękne mieszkanie, to znaczy ładnie urządzone, masz dużo pamiątkowych zdjęć oraz takie ładne meble. Nie to, że jakoś specjalnie interesuje się twoim mieszkaniem, ale…Hm chyba mi nie wyszło. Po prostu naprawdę jest ładnie urządzone, tak kobieco – powiedział Kamil.
    – Dziękuję. To akurat ręka, a właściwe ręce wielu pokoleń kobiet, które sprawiły, że powstał ten dom. Włożyły w niego wiele serca – odpowiedziałam.
    – Chętnie o tym posłucham, ale najpierw muszę skosztować ciasta, bo nie mogę się oprzeć. Wiesz mam straszną cechę, jestem ogromnym łasuchem i uwielbiam słodycze – odpowiedział Kamil i natychmiast skosztował kawałek ciasta – Przepyszne, jaki krem, hm, palce lizać –zachwycał się.
    – Cieszę się, weź drugi kawałek! – powiedziałam.
    – A ta historia z twoim domem, opowiesz mi?
    I tak zaczęłam swoją opowieść o tym w jaki sposób powstał dom.
    – Wiesz wszystko zaczęło się od tych filiżanek i talerzyków, gdyby nie one to nie powstałaby ten dom i kto wie może nie rozmawialibyśmy tutaj dzisiaj razem – uśmiechnęłam się, a Kamil odwzajemnił uśmiech pochylił się do przodu bliżej mnie i powiedział:
    – Musisz mi opowiedzieć tę historię, która mogłaby popsuć moje plany i marzenia – powiedział i uśmiechnął się głęboko. Kamil zaczął wpatrywać się mi głęboko w oczy, speszyłam się i zadałam pytanie skąd wiedział, że lubię tulipany, a on na to:
    – Hm, nie wiem czy mogę ci powiedzieć, bo wiesz te pokolenia kobiet obraziłyby się na mnie.
    Byłam niezwykle zaciekawiona jego wypowiedziami. Przez cały dzień słuchaliśmy siebie wzajemnie, rozmawiając o przeszłości, teraźniejszości oraz o … wspólnej przyszłości.

  • kamila

    Moja chwila na herbatkowy relaks powędrowała do domku na drzewie który,gdy mialam 5 lat zbudował mi bo nudziłam sie i powiedzial tal ,,chodż kamilko zrobimy tobie najpiękniejszy domek na świecie ” wtedy zrozumiałam że mam najlepszego tatusia a moje koleżanki przychodziły do mnie i bawiłśmy się w ogrodzie a gdy zimno się robiło mama robiła nam herbatkę i piłyśmy w tym ogrodzie a teraz po 10 latach najlepszą herbatkę piłam tam i chętnie wracam do tamtych chwil
    adres: kamila@poczta.fm

  • Adalbertus

    Wyobraźcie sobie średniej wielkości miasteczko, gdzieś w okolicach Lwowa, w którym czas zatrzymał się, jak pieszy na skrzyżowaniu ruchliwych ulic, w oczekiwaniu na zmianę świateł. Sennej atmosfery niedzielnego późnego popołudnia nic nie potrafi zakłócić. Jest trochę jak mgła nad torfowiskiem, choć może nie tak gęsta. Nawet przejeżdżający z wolna tramwaj, stukocący swoją metalową uprzężą o wykoślawione przez lata szyny, nie potrafi rozbudzić tej senności. W małej i niepozornej cukierni, usytuowanej w pobliżu dziewiętnastowiecznej cerkwi prawosławnej, unosi się zapach szarlotki wyjętej, co tylko przed chwilą z pieca. Jeszcze ciepłej, o mocno korzennym, cynamonowym aromacie przywodzącym na myśl dzieło pewnego zapomnianego już prawie literata. I w tej to właśnie cukierni, w to niedzielne popołudnie do wspólnej uczty herbaciano-plotkarskiej zasiadło zacne, choć niezbyt liczne towarzystwo. W gronie zaproszonych znaleźli się bowiem: uznany reżyser światowej sławy Woody Allen; dwaj żyjący jeszcze Beatlesi, przy czym nie ma do końca pewności, czy Paul to rzeczywiście Paul, czy może jednak sobowtór; bliżej nieznany pastor z Oklahomy; jeden z bliźniaków, który przybył tam prosto z planu zdjęciowego nowego serialu dla gospodyń domowych oraz Ona. To Ona wszystko zorganizowała. Ustaliła czas spotkania, wybrała lokalizację, skomponowała klasyczne angielskie menu oraz rozesłała zaproszenia. Słowem, zadbała o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, nie wyłączając obowiązkowych świec, przy świetle których zgromadzeni goście będą prowadzić swoje długie rozmowy. Oczywiście nie zapomniała również o stosownej dekoracji. Pół tuzina hiacyntów stojących we flakoniku w centralnej części stołu, przy którym zasiadają goście, dumnie pręży swoje ukwiecenie. Kim jest tajemnicza Ona i właściwie, po co oni wszyscy się tam spotkali? Na pierwsze pytanie odpowiedź jest prosta. Gospodynią wieczoru jest sama Hiacynta Bukietowa (nie, nie Żakietowa), ta sama, którą mogliście swego czasu podziwiać w serialu „Co ludzie powiedzą?”. O czym zaś nobliwa gromadka będzie dyskutować? To oczywiste, że o ostatnich sukcesach Sheridana – pierworodnego naszej gospodyni wieczoru – który wreszcie po 3 latach zaliczył pierwszy egzamin na studiach. Co prawda był to tylko krótki test z przeszkolenia bibliotecznego, no ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Czyż nie tak? No i nareszcie Woody Allen będzie mógł ostatecznie wszystkim wyjaśnić czego bardziej pragnie. Czy piękna i muzyki, czy może jednak herbaty.
    Kontakt:wojtasc MAŁPA gmail KROPKA com

  • Wymarzona herbatka odbyła by się na lodowcu gdzieś w okolicy bieguna północnego. Zabrałabym ze sobą Margarita Kareva, której zdjęcia przenoszą mnie w świat legend. Ten świat legend przeniosłabym na lodowiec by stał się pałacem lodowym z pięknymi rzeźbionymi ścianami, schodami i komnatami. Taki zimny a zarazem przepiękny świat. Ściany białe i niebieskie od lodu a stół w przepięknych barwnych kwiatach zastawiony ciastami, babeczkami na słodko i na słono oraz czajniczkami na herbatę. Stworzyłaby wystrój, wyrwany prosto z bajek. A zaprosiłabym samą Królową śniegu i jej orszak by poczuć się jak w prawdziwej bajce. Białe niedźwiedzie, wilki oraz foki także uczestniczyły by w spotkaniu, grzejąc się przy kominku. Zawsze lubiłam czarne charaktery a Królowa śniegu to mój ideał. Taka idealna herbatka z burzą śnieżna w tle.

    Kontakt: ulaherbis@gmail.com

  • Kijos

    Soczysta zieleń równego jak stół trawnika przeplatana gdzieniegdzie czernią kreciego kopca. W wielkim tym, słonecznym ogrodzie, po skrajnych jego stronach, tu i ówdzie przycupnęły starożytne drzewa, ogromem swych koron rzucając cień, cień wielki jak świat. W wielkim tym ogrodzie, gdzie słońce dociera prawie wszędzie, cienie to enklawa
    dla życiodajnego słońca nieprzystępna. Enklawa odarta ze świeżej zieleni. Enklawa mroczna i straszna, a zarazem, w dni największej nawet spiekoty enklawa gwarantująca chłód przyjemny, chłód świeży. Dająca wytchnienie. Tchnienie wolności od lipcowych słońca promieni.

    W ogrodzie tym, pod jednym z wielu takich drzew, ubrana na biało para. Ona, choć już całkiem niemłoda, wciąż jeszcze uderza wspomnieniem wielkiej urody. On, nieco przygarbiony, siwiuteńki, wciąż jeszcze dziarski i silny. Oboje w bieli. Biel odcina ich sylwetki z przyciemnionego mrokiem cieni drzew skrawka ogrodu. Biel ta komponuje się z bielą ich włosów. Bielą koca. Bielą leżącego na kocu bukietu lilii.

    Dawni ci kochankowie, rozdzieleni przez lata, przez los, przez ludzi i wydarzenia, spotykają się ponownie. Spotykają się starsi o czas, mądrzejsi o doświadczenia. Bardziej nieufni, Bardziej zatroskani. Spotykają się pomarszczeni i zmęczeni życiem u samej jego granicy. Pewni jutra, które nieuchronnie nadchodzi. Nieuchronnie czas odmierza ostatnie tchnienia ich życia. Pewni jutra, a przez to odważni. A przez to pozbawieni lęku, jaki towarzyszy ludziom, którzy wbrew społecznym normom podejmują się działań przez serce, nie przez rozum wskazanych.

    Dawni ci kochankowie, radośni choć nostalgiczni. Białe filiżanki odliczają ostatnie krople wspólnej herbaty..

    Marzeniem ich życie wspólne, marzeniem wspólna śmierć. Staroświecka, czarna, misternie wykonana broń, załadowane doń dwie kule, dwa pociski, dwa ostatnie pocałunki.

    Wkrótce biel ocieniona koroną wielkich drzew, po dwóch ledwie ciszę mącących grzmotach zmieni barwę na zawsze. Dwoje kochanków rozdzielonych przez lata, przez los, przez ludzi i wydarzenia, spotyka się po raz ostatni w parku ich młodości, by nigdy więcej się nie rozstać.

  • Karolina Leszczynska

    Elegancka herbatka? Tylko w towarzystwie Jamiego Dornana z kultowych “50 twarzy Greya”. Może nie wiecie-ale ten fantastycznie i niesamowicie przystojny aktor jest moim narzeczonym,który szaleje za mną! Nie ma żony-internet kłamie ;) A więc-przejdźmy do sedna…Zapraszam go do siebie wraz z jego siostrą i mamą. To spotkanie zapoznawcze naszych rodzin,ponieważ ja i Jamie planujemy wyjechać do Stanów i wziąć ślub,ale zanim to nastąpi niezbędna jest uroczysta herbatka. Owe przyjęcie trwa w najlepszej sali w mojej wiosce-a mianowicie w przerobionej przez tutejszych robotników stodole. Szyk i klasa! Z sufitu zwisają piękne żyrandole z namalowanymi przepięknymi różowymi świnkami. Podłoga w stulu lat 60-tych,a dokładniej z lat 60-tych. Stoły uginają się pod ciężarem kiełbas i szynek oraz naszej wódki-bez ogóreczka kiszonego się nie obędzie. Najlepszej jakości herbata z pobliskiego marketu lśni w zastawie MariaPaula Złota Linia i zachwyca wszystkich gości. Wszyscy obecni mają iście oscarowe kreacje-począwszy od sukien balowych inspirowanych czasami przedwojennymi,skończywszy na nowych gumiakach mojego tatusia. Mój ukochany pan Grey nagle nadlatuje swoim helikopterem z teściami! Wysiada i niczym najlepszy wybiegowy model zmierza w moją stronę z diamentową kolią :) Drogę zastawia mu nagle mój byk-Walenty. Musiał się zerwać z łańcucha. Psia twarz! Na szczęście mój ukochany zgrabnie go omija i dociera do mnie jak na skrzydłach :) Uff. Naszyjnik ładny-ale chowam go pod stół-jeszcze się pobrudzi. Jamie i ja siedzimy obok siebie i jemu aż zapiera dech! Nie odzywa się dłuższą chwilę-na pewno jest pod wrażeniem wystroju. Oni nie mają takich atrakcji! Rodzice Jamiego wykazują niezwykłe zainteresowanie Polską i tradycjami-wszyscy zawzięcie gestykulują imitując dojenie krowy. Dogadują się-cudnie! :) Trochę nie wpasowali się strojem,ale wybaczam im. Nauczą się że powinni ubrać się bardziej elegancko-w stylu moich rodziców. Mówię im że ich syn będzie miał cudowną żonę,na co oni przytakują głowami-zyskałam ich akceptację! :). Niedopuszczalne jest jednak niedogadanie się z własnymi teściami-koniecznie muszą nauczyć się polskiego. Na koniec stwierdzam,że liczy tylko się moja miłość do Jamiego-zabieram go niezauważenie i odjeżdżamy przytuleni do siebie na mojej krowie Bożenie…Ach czyż to nie romantyczne?
    kontakt: karolinaleszczynska@onet.eu

  • mela

    Na herbatkę w towarzystwie bardzo
    doborowym

    Oczywiście w ogrodzie, przy stole
    kremowym.

    Wśród pachnących wiosną, usłanych
    kwiatami

    Rabat artystycznie tworzonych
    latami

    Powiew lekkiej bryzy zielnika
    świeżego

    Przywołuje radość i błogość każdego

    Girlandy z frezji świeżo
    uplecione

    Fikuśnie pomiędzy nakrycie włożone

    Aromat z dzbanka uśmiech sam wymusza

    W takim klimacie ożywa dusza

    Relaksuje mięta świeżo zaparzana

    W pięknej porcelanie przez wiosnę
    podana

    Każda filiżanka ukrywa moc w
    sobie

    Kto napój spróbuje zapewne się
    dowie

    Poczuje od razu, że coś się w nim
    zmienia

    Błogie uniesienie dziwnie tak
    przemienia

    W hamaku lnianym wiatr kogoś
    kołysze

    Śpiewa mu balladę, jeśli dobrze
    słyszę!

    Trawa tak puchata niczym
    przytulanka

    Na bosaka zatem do samego ranka

    Przy śmiechu i żartach miło
    spędzić czas

    Z widokiem na góry oraz wielki
    las

    Małymi kęsami przyjemność
    dawkować

    Ciastem Milionera także się
    częstować

    Słońce zmysłami dziś regulowane

    Dla przyjemności gości jest
    dostosowane

    Promienie czule tak otulają

    Witalną moc wszystkim oddają

    Goście tak stylowi, choć bardzo
    swobodni

    Sami przyjaciele, rozmówcy
    wygodni

    Gawędzić można o czym się zamarzy

    Przy takim spotkaniu się dziś
    słów nie waży

    Rozpieszczając zmysły, uwolnić
    natchnienia

    Oby chwila trwała, niech się nic
    nie zmienia

    …………………………………………..

    Już kolejny dzionek … lecz
    zadowolenie

    Porcelana cudna ożywia
    wspomnienie.

  • zgreda

    Przenoszę się w czasie… Do czasów młodości mojej babci, ja i moje przyjaciółki ubieramy śliczne sukienki midi. Wszystkie spotkamy się na łące, gdzie będzie paliło się ognisko, które nada tego niesamowitego nastroju, a w tle będzie drewniany mostek, o którym zawsze mi opowiada babcia (obecnie jest wyburzony, ale tam ona spotykała się ze swoją przyjaciółką, czego zakazywali im rodzice, ponieważ babcia pochodziła z biedoty, a Ś.P pani Bronisława z bogatej rodziny, podróżowała po całym świecie). Ustawię snopki słomy, na których będziemy siedzieć, a na środku stolik, na którym będzie zastawa Maria Paula i to ta zastawa będzie naszym tematem przewodnim. Będę opowiadać historie mojej babci, która mi opowiadała, że Bronicia zawsze opisywała jakie to piękne naczynia mają we Francji czy w Hiszpani. Twierdziła, że w Polsce nie będzie nigdy czegoś takiego. Babcia zawsze marzyła, aby posiadać jakąś piękną, luksusową zastawę, do dziś nie spełniła swojego marzena. Na “herbatkę” każda z nas przyniosłaby stare zdjęcia i opowiadałybyśmy sobie piękne chwile i sytuacje, które spotkały naszych dziadków. Lata 50 są wspaniałe, jestem zakochana we wszystkich historiach mojej babci, uwielbiam zdjęcia, które mi pokazuje. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło, z wyjątkiem tego, że zarówno wtedy jak i dziś prawdziwa, elegancka kobieta pragnie posiadać w swoim domu piękną zastawę.

  • Andrzej K

    Znajdujemy się na moim ekskluzywnym, dziewięćdziesięcio metrowym jachie motorowym o nazwie Nero. Inspiracją do budowy takiego nietypowego statku był Corsair należący do niejakiego Pana J.P Morgana – amerykańskiego bankiera i finansisty. Jest późne popołudnie, koniec marca. Początek wiosny na Lazurowym Wybrzeżu – moja ulubiona pora na spędzanie wakacji na morzu Śródziemnym. Stoimy na kotwicy około sześciu mil morskich od lądu. Dostatecznie daleko, aby panowała intymna atmosfera a jednocześnie na tyle blisko by móc podziwiać panoramę księstwa Monako.

    Wszyscy goście już zdążyli zadomowić się w swoich kajutach i zwiedzić dokładnie cały jacht.
    Czas na kawę, herbatę i drobną przekąskę. Duży stół w części rufowej, na najwyższym otwartym pokładzie idealnie się do tego nadaje. Na grubym mahoniowym blacie błyszczą złote detale porcelanowej zastawy idealnie komponującej się z bielą nadbudówki. Komplet kawowy z kolekcji MariaPaula Złota Linia to nieodzowny element na jachcie. Steward przynosi świeżo zaparzoną kawę oraz pyszne waniliowe creme brulee podawane na ciepło oraz ciasteczka macaron – delikatne bezy z nadzieniem czekoladowym złożone jak kanapka. Raczymy się słodkościami i pijemy kawę. Dla najmłodszego członka załogi – oczywiście herbata lub sok. Elegancka zastawa cieszy oko a unoszące się aromaty przyprawiają o szeroki uśmiech.

    Przy stole cała moja rodzina. Narzeczona wraz z małym synkiem, bracia z dziewczynami, rodzice oraz teściowie. Cała familia w komplecie, więc omawiamy kolejne punkty naszej morskiej podróży. Wszyscy są zgodni i jednomyślni. Plan zostaje zaakceptowany. Jutro z samego rana wciągamy kotwicę, ponosimy banderę i wyruszamy na zachód. Na początek Cannes, Saint-Tropez, Tulon i dalej dwu-dniowy rejs do Barcelony. Mamy dużo czasu, więc w każdym porcie zostaniemy po 3-4 dni, tak, aby na spokojnie zwiedzić zabytki i poczuć klimat Lazurowego Wybrzeża. Po drodze do Tulon będziemy mijać 3 niewielkie wysepki. Będzie to wspaniała okazja, aby zatrzymać się i popływać w błękitnej wodzie jednej z wielu zatoczek.

    Rozmawiamy, popijamy kawę i wpatrujemy się w przepiękne wybrzeże aż do zachodu Słońca …

  • Incantator

    Herbatka mojego pomysłu odbywa się w jednym z letnich pałaców Posejdona. Ukryty przed ciekawskim okiem w zakamarkach australijskiej rafy koralowej, od stuleci zadziwia gości misternie ażurową konstrukcją, zapewniając jednocześnie komfort i bezpieczeństwo godne rezydencji Władcy Mórz.

    Pałac,zazwyczaj cichy i otulony w nieprzeniknionej głębi oceanu, dziś rozbrzmiewa feerią śpiewów i radosnych głosów. Ławice ryb głębinowych rozświetlają okazałe wnętrza tęczą barw, przypominając gościom o ich magicznej przeszłości. Okazja jest bowiem niepospolita – oto po latach przygód do królewskiego portu zawinął wielki przyjaciel królestwa, Kapitan Nemo i jego barwna załoga! Specjalnie na tą okazję, niestrudzeni tkacze z najdalszych morskich rubieży przygotowali sto bąbelkowych komnat, tak aby wszyscy goście tego niezwykłego wieczoru mogli oddychać pełną piersią.

    Kapitan Nemo, choć niemłody, zadziwia wszystkich obecnych swą majestatyczną postawą i manierami, których nie powstydziłyby się najszlachetniej urodzone Trytony. Tymczasem najmłodsi członkowie załogi, którym nieobce jeszcze szaleństwa młodości i gorące noce spędzone u wybrzeży Jukatanu, wodzą tęsknym wzrokiem za smukłymi sylwetkami Nereid, tłumnie wypełniającymi wnętrza balowej sali.

    Nim wszyscy zasiądą do stołu, zgodnie z przyjętym obyczajem Kapitan daruje Królowi komplet wyszukanych podarków, zdobytych podczas wielu lat podróży po niezbadanych zakątkach globu. Pośród magicznych dziwów i technologicznych nowinek jest jednak jeden dar, który szczególnie cieszy serce Króla. Oto nieskazitelnie biały komplet porcelany MariaPaula, który Kapitan sprowadził na tą okazję z dalekiej Polski. Jak sam tłumaczy Neptunowi, wybór jest nieprzypadkowy. Lud tej krainy, w podzięce za dary mórz i oceanów obdarował Króla wspaniałą fontanną, w jednym z najpiękniejszych europejskich portów. Rozradowany władca serdecznie ściska Kapitana i zaprasza wszystkich na ucztę.

    Kucharze podmorskich królestw przygotowali tego wieczoru szereg frykasów, by zadowolić nawet najbardziej wprawione w bojach podniebienia. Magiczne owoce z gaju Posejdona, których kęs przywraca wigor i radość życia. Majestatyczne Merliny i pstrokate Piotrosze. Misy kawioru i skrzynie win wprost z hiszpańskich karaweli. Pokładowy kucharz Nautilusa może tylko z uznaniem pokiwać głową nad pomysłowością i wyrafinowaniem dzisiejszej uczty.

    Nim umilkną ostatnie takty muzyki, Król wraz z Kapitanem i najbliższymi dostojnikami udają się do królewskiego saloniku, aby przy kawie wspomnieć lata przygód i uradować zgromadzonych niesamowitymi opowieściami. Wśród magicznych ogni i zawadiackich przechwałek, kawa podana w serwisie MariaPaula raduje obecnych wyszukanym smakiem i dodaje energii do całonocnej dysputy.

    Nazajutrz, radosna gromada żegna się wylewnie z wszystkimi obecnymi, wyruszając w kolejną podróż w nieznane.

    kontakt: incantator@gmail.com

  • Angelika Nowak

    Szofer podwozi mnie samochodem pod sam pomost. Lokaj otwiera mi drzwi, podaje rękę i pomaga wysiąść z samochodu. Słońce dyskretnie spogląda na mnie zza chmur odbijając się w mojej nowej diamentowej koli, którą lord podarował mi przed podróżą. Ściskając w ręku parasol, bez którego nigdzie się nie ruszam wchodzę na pokład Titanica. Rozglądam się podziwiając wielkość i przepych statku i wiem, że to podróż dla wybranych. Wyposażenie jest nieco skromniejsze, niż mój pałac, ale zdobienia i dodatki, w moim ukochanym brzoskwiniowym kolorze sprawiają, że czuję się wyjątkowo dobrze. Mój apartament na statku został wyposażony zgodnie z wytycznymi, z każdego stolika i każdej toaletki uśmiechały się do mnie białe lilie, a ciężkie zasłony zamieniono na delikatny materiał, by wpadało do środka morskie słońce. Odświeżyłam się, pokojówki pomogły mi przebrać się w nową suknię, ze złotymi przeszyciami, założyłam kolejny prezent od lorda, złote pantofle z diamentami i udałam się na popołudniową herbatkę. Stół był pięknie nakryty, wszystko pachniało nowością i świeżością. Sztućce idealnie wypolerowane, a na stole coś co sobie zażyczyłam w podróży, czyli zestaw MariaPaula Złota Linia. Mój ojciec jest właścicielem tej marki i nie wyobrażam sobie picia szlachetnego trunku jaką jest herbata z jakiejś pospolitej filiżanki. Osoby zgromadzone przy moim stoliku porozumiewawczo skinęli głowami, bo tylko głupiec mnie nie zna, Angeliny Marii Pauly, dziedziczki majątku, od imienia której wzięła się nazwa firmy. Na moją sugestię, do herbaty podano ciasto śmietanowe z truflami i złotym proszkiem (kto by liczył te karaty). Popołudnie upłynęło nam wyjątkowo, na rozmowach o biznesie, celu podróży i pomocy ubogim, w którą od zawsze zaangażowany jest mój ojciec. Gdy Panowie udali się na drinka i zostały same damy, wreszcie mogłyśmy poplotkować o samcach alfa i ich majątkach.Temat przewodni był tylko jeden, pieniądze i władza. Wszystkie kobiety, stłumione przez mężów, kochanków, mi zazdroszczą związku z lordem, który ślepo we mnie zakochany daje mi wszystko czego zapragnę nie żądając w zamian praktycznie nic. Jestem właścicielką jego fabryki, pięknego zamku w Walii i zamierza kupić mi statek. Pieniądze i władza idą zawsze w parze….

  • Edyta

    Radość we mnie ogromna buzuje,
    bo wspaniałą “herbatkę” organizuje,
    sala bajkowa, goście niezwykli
    do wygody i zabawy przywykli !

    Będzie Kopciuszek w mojej roli,
    i Super książe oddający się swawoli,
    i siostrę w roli Śnieżki też zaprosimy,
    i jej cudnego księcia też ugościmy!

    Nie zabraknie Macochy-ją gra mama,
    i gdzieś w oddali pojawi się tata,
    nie zapomnę i o siostrach w przebraniu,
    może odnajdą miłość w herbatkowaniu.

    Reszta gości to rodzina i przyjaciele,
    ich na pyszną herbatkę zaprosić się ośmielę,
    najpierw tańce na zamkowej sali,
    grająca orkiestra gdzieś w oddali !

    I wtem,po tańcu czas na delektowanie,
    pyszną herbatą się delektowanie !
    I pyszniej ona smakuje w zastawie podana,
    a nazwa zastawy Maria Paula – ukochana !

    Każdy zachwyca się pyszną herbatą,
    o eleganckiej zastawie zajmujemy się debatą.
    Do pysznej herbaty ciasto bananowe,
    z kawałkami owoców- jest odlotowe .

    Łączymy się wszyscy przy filiżance herbaty,
    na stołach piękne są kwiaty ,
    Eleganckie obrusy, obszyte nicią złotą
    każdy żartuje, rozmawia- dzieci zajmują się psotą!

    Wtem Gargamel po wypiciu herbaty
    niczym Bestia -szaleńczy, kudłaty ,
    zamyka wszystkich w lochu i występuje
    po czym spada, i każdy się raduje .

    Ja i mój książę tajemnym wyjściem wychodzimy,
    na salę balową sami przychodzimy,
    w pięknej zastawie herbatę szykujemy,
    na miłości, pożądaniu buzujemy !

    I wtem on podaje mi filiżankę,
    uznając za najlepszą swą koleżankę,
    wypijam ją, a na dnie pierścionek
    i tak kończy się wymarzony dzionek .

    I tak za sprawą idealnej zastawy Maria Paula
    nasze wesele, po zaręczynach się uda !
    I na pewno na naszym weselu zagości
    wśród herbaty dla gości się rozgości!

    Edyta , edka767@gmail.com

  • Inna ja

    Kurczę, kogo znowu tu niesie – myślę sobie. Otwieram drzwi i widzę nieznajomą kobietę, która wymawia moje imię i nazwisko i pyta czy to ja. No a kto jak nie ja? Odpowiadam twierdząco. Patrzy mi prosto w oczy.

    – Mam coś dla Pani. Na jeden wyjątkowy dzień – mówi nieznajoma i wręcza mi duże, dość ciężkie pudło.

    Osłupiała biorę paczkę i zapominam języka w gębie. Kobieta dodaje:

    – Pomyśl z kim chciałabyś się spotkać i w jakich okolicznościach. A potem odpakuj prezent i napij się herbaty.

    Zanim odzyskuję głos, kobiety już nie ma. Co to za niepoważne żarty?! Z kim bym się chciała spotkać? A z samą sobą i co z tego? Wybucham śmiechem, ale oczami wyobraźni widzę siebie w wieku 7 lat. Już mam odpakować tajemniczą paczkę, gdy niczym uderzenie pioruna do głowy przychodzi myśl – bomba! Ale… ciekawość bierze górę. Jeśli nie sprawdzę to umrę z ciekawości – co za różnica bomba czy ciekawość. Otwieram i widzę piękny zestaw kawowy z kolekcji MariaPaula Złota Linia. Zachwycona robię herbatę, siadam wygodnie w fotelu, włączam relaksującą muzykę. Wypijam pierwszy łyk i… co się dzieje!???

    Jestem w jakimś pokoju… dziecięcym pokoju. Dużo tu pluszaków i lalek. Rozglądam się i mój wzrok pada na jakąś dziewczynkę.

    – Jak masz na imię – pyta nieśmiało.

    – Gosia – odpowiadam zaskoczona.

    – To tak jak ja – uśmiecha się radośnie – A skąd się wzięłaś. Widziałam jak się pojawiłaś… znikąd.

    Jeszcze raz rozglądam się dookoła i zastanawiam co się stało. Na małym stoliku widzę zestaw kawowy otrzymany od nieznajomej i dużą torbę. Ponownie patrzę na dziewczynkę. O Boże, to przecież ja! Stoję osłupiała i wpatruję się w samą siebie sprzed wielu, wielu lat. Dziewczynka patrząc na zastawę uśmiecha się i pyta czy pobawię się z nią w eleganckie przyjęcie.

    – Lubisz herbatę – pytam.

    – Tak sobie, wolę sok pomarańczowy.

    – Niestety… – urywam, bo widzę, że z torby wystaje karton – już Ci naleję.

    Zaglądam do torby i zauważam także słodycze – chałwę, czekoladę i lizaki. Wyjmuję wszystko na talerzyki i widzę błysk radości w oczach dziewczynki… w swoich oczach. Dziewczynka sadza na krzesłach lalki i wyjaśnia, że to są zaproszone na przyjęcie przyjaciółki. Siedzimy tak chwilę w ciszy. Ona zajada się czekoladą i pije sok, ja nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Przyglądam się sobie sprzed lat. Jak na zdjęciach – myślę – Te same mysie włosy, te niebieskie oczy, kolorowa sukienka modna w czasach mojego dzieciństwa… okropna. Udajemy, że jesteśmy na eleganckim przyjęciu. Wolno popijamy swoje napoje. Ona sok pomarańczowy, ja herbatę z cytryną, która była w dzbanku.

    – Co lubisz robić – pytam.

    – Bawić się z koleżankami lalkami i grać w gumę i bawić się w chowanego i w dom i tańczyć. A ty co lubisz robić?

    Zamyślam się. Wracam pamięcią do czasów wczesnej młodości. Łzy stają w oczach.

    – Ja lubię czytać książki, spacerować i słuchać muzyki.

    – Ale to nudne!

    Wybucham śmiechem. Pytam jeszcze o koleżanki, o rodziców, o brata, o szkołę. Pytam o wszystko co przychodzi mi do głowy, a każda odpowiedź porusza jakąś cząstkę mojej duszy. Pokazuję jej zdjęcie synka i męża. Przygląda się uważnie.

    – Wiesz – mówię w pewnej chwili – spotkasz na swojej drodze różnych ludzi, spotkają Cię różne sytuacje, czasem trudne, ale zapamiętaj jedno. Zasługujesz na szczęście i będziesz szczęśliwą kobietą. I jeszcze jedno. Gdy będziesz wybierała zawód nie słuchaj innych, tylko idź za głosem serca – ja nienawidzę swojego zawodu – Zapamiętasz?

    Dziewczynka kiwa głową, a ja uśmiecham się do niej czule. Biorę ostatni łyk herbaty. Pytam czy mogę ją przytulić. Przytakuje. Kiedy trzymam ją w ramionach świat dookoła zaczyna się rozmywać, oddalać i nagle czuję, że moje ramiona są puste. Jestem znowu w fotelu.

    kontakt: 19840210@wp.pl

  • Ania

    Moja wymarzona herbatka z moją mamą, babcią…jak zawsze o godzinie 17-tej, kiedy wszyscy już wrócili z pracy, zjedli obiad, i mogą usiąść spokojnie nad filiżanką herbaty żeby opowiedzieć jak minął dzień. Bo żeby wypić razem filiżankę herbaty nie potrzebujemy specjalnej okazji. Cieszymy się każdą chwilą spędzoną wspólnie. W tle obowiązkowo “Teleekspres” a potem “Klan”…babcia uwielbia swoje seriale choć mama zawsze marudzi żeby wyłączyć telewizor bo boli ją głowa od hałasu w pracy…Mama pije zawsze Earl Grey, Babcia zieloną herbatę z pigwą, a ja zwykłą czarną z odrobiną soku malinowego. Nasze dwa koty ciekawie patrzą na połyskujące białe filiżanki i pewnie obmyślają jakby je stłuc…za to nasz kochany piesek Holly patrzy tęsknie na ciastka które leżą na talerzyku…z takim zwierzyńcem w domu trzeba dobrze uważać na wszystko, zwłaszcza na sprzęty kuchenne…ale obiecuję, że o Złotą Linię Maria Paula będę dbać podwójnie!

  • Stanisława

    Herbatka z Marią Paula… chciałabym pić ją codziennie, a tak naprawdę całym jej czarem i urokiem upajam się przez dwa tygodnie lata będąc u Dziadków. Jest to herbatka przeplatana historią, różaną konfiturą, słodkim likierkiem, spokojem, błękitem, bielą i szumem morza. Ale wróćmy do początku! Moja Babcia od 20 lat choruje na Alzheimera, dziwnym, ale szczęśliwym faktem jest to, iż jej pamięć zatrzymała się na latach jej wspaniałej młodości. Aby Babcia mogła być szczęśliwa i aby utrzymać z nią kontakt Dziadek tak przeorganizował swoje życie i otoczenie, że ich dom zatrzymał się na wczesnych latach pięćdziesiątych. Niebieski, a raczej błękitny mały domek z ogromnym gankiem stoi na niewielkim wzgórzu brzegu morza,otaczają go wszechdobylskie barwne krzewy i kwiaty, które zaglądają do okien domu jakby chciały sprawdzić czy aby coś w nim się nie zmieniło, wciskają się w każdy zakamarek ganku czarując i otulając barwą i cudownym zapachem wypoczywających tam mieszkańców. Latem w oknach ganku wiszą tiulowe firany osłaniające ganek przed słońcem, które z wiatrem fruwają niczym białe motyle, to wznoszą się w górę, wirują, to znowu opadają w dół mieszając zarazem zapachy orzeźwiającego morza, rajskiego ogrodu i domu, takiego spokoju wychodzącego z domu przez szeroko otwarte drzwi, od wschodu do zachodu słońca. Herbatkę pijemy właśnie na tym tajemniczym, a zarazem romantycznym ganeczku, zawsze po długim spacerze brzegiem morza, podczas którego praktycznie nie rozmawiamy.Dziadkowie trzymają się za ręce, ich twarze promienieją szczęściem i miłością, delikatna sukienka Babci otula jej filigranowe ciałko. Dziadek od czasu do czasu szepce coś jej do uszka, ona uśmiecha się i opiera swą srebrną w słońcu główkę na jego mocnym ramieniu ( hmmm chciałabym w ich wieku być nadal tak szczęśliwą i zakochaną). Gdy na horyzoncie pojawia się domek, delikatnie przyśpieszam i rześkim krokiem wspinam się na wzniesienie, by zaparzyć herbatkę w białym jak obłoczek dzbanuszku. Układam na stoliku białe filiżanki, małe kieliszeczki, karafkę z likierem Dziadka, w miseczce różane konfitury i ciasto drożdżowe, ich ulubione:). Gdy wchodzą na ganek wnoszę herbatkę, oni zasiadają w wygodnych fotelach przy stoliku na którym obrusik delikatnie podryguje z każdym podmuchem wiatru jakby chciał powiedzieć; patrzcie jaki jestem piękny, jak pięknie połyskują moje róże w blasku przedzierających się promieni słońca, jak pięknie komponuję się z białą porcelaną. Nalewam herbatkę do filiżanek, Babcia słodzi ją konfiturą, Dziadek z karafki niczym lampa Alladyna nalewa do kieliszeczków odrobinkę likieru. Podaję ciasto. Chwila ciszy… Łyk herbaty i i i jak za sprawą magicznej różdżki przenoszę się w świat moich młodych Dziadków. Jak mała dziewczynka otwieram szeroko usta i słucham, słucham… Historia przeplata się z miłością, czułością, wzruszeniem i śmiechem. Z każdym łykiem “magicznej herbatki” oddalam się od rzeczywistości. Wpadam w otchłań cudownej, malowniczej przeszłości. Tiulowe motyle wirują, kwiaty i wiatr uzupełniają szczegóły opowieści, woń kwiatów odurza. Czuję się jak w zaczarowanym domku z którego nie chcę wychodzić, nie chcę wracać do rzeczywistości, teraźniejszości. Chcę pić i pić… Biała i delikatna porcelana muska moje usta, schładza je i sprytnie wlewa herbaciany, magiczny eliksir. Jadę z dziadkami bryczką, bawimy się na łące z ogromnymi psiakami, to znowu chowamy się w piwnicy podczas bombardowania. Jestem świadkiem rozkwitu ich miłości, odziedziczenia i remontu domu, narodzin mojego Taty. Poznaję ledwie słyszalnym szeptem najskrytsze tajemnice Rodziny. Moja błogość miesza się zawsze z jakimś dziwnym niepokojem a nawet lękiem, że zaraz w tej chwili z ostatnią kroplą herbaty zakończy się moja podróż. Marzę, aby ktoś wymyślił taki dzbanek, w którym jego herbaciana zawartość nigdy się nie skończy, wtedy moje magiczne chwile trwałyby wiecznie, bez końca…
    W moim małym mieszkanku popijam w białej porcelanowej filiżance (prezent od Dziadków) herbatkę, uśmiecham się i przywołuję magiczne chwile… mały, niebieski domek, tańczące w ganku białe tiulowe firany – motyle, wciskające swe łepki kwiaty odurzające swą wonią, szczęśliwe twarze Dziadków i białą porcelanę, w której podawana jest magiczna herbata…
    Pozdrawiam:)
    stazyz@wp.pl

  • Janina

    Janina
    Moja elegancka herbatka jak wiesz nektarem boskim jest. Zastawa złota Maria Paula na stole z herbatką zagości i przywita moich znamienitych i wymagających gości. Gośćmi na herbatce mej będzie szampańska elita: Królowe, Królowie i Prezydenci oraz wszyscy moi przyjacielscy ubrani w prześliczne szaty z tamtej epoki. W wiedeńskich ogrodach zamku cesarzowej Sissi wszystkich ugoszczę, by mieli o czym rozmawiać moi przemili goście. Tematem przewodnim będzie kultura, historia i życie, jak w tamtych czasach było cudownie, nieziemsko i uwodzicielsko oraz niezbyt skrycie. Odbędzie się pokaz jazdy konnej w wykonaniu Hiszpańskiej Dworskiej Szkoły Jazdy, dopełnieniem kwintesencji będzie przy śpiewie ptaków i słońca blasku koncert filharmoników wiedeńskich, gdzie wszyscy z radością zatańczą przy dźwiękach skocznej muzyki Straussa tak na paluszkach, leciutko jak tańczy się walca. Po takich wrażeniach emocji będzie wiele i apetyt będzie dopisywać jeszcze weselej i do herbatki moim znamienitym i wytwornym gościom podam czekoladowy torcik przekładany masą morelową i pokrytym polewą czekoladową-wiwat król deserów. Na pożegnanie dorożkami konnymi goście się do zamku pojadą by pantofelków z nóżek pod wpływem trwającej bajki życia nie pogubili. Fale Dunaju będą rozbrzmiewać w oddali by uniosła nas wszystkich fala rozkoszy pod błękitne niebo o północy. Skoro marzyć mi wolno to wiedz droga przyjaciółko, że prócz bajek, dźwięków zaczarowanej muzyki i przepysznej herbatki podanej w eleganckiej filiżance nie ma nic lepszego i bajecznego na świecie. Wróżka Bajduszka z porcelanowego imbryczka co bajek moc opowiada ludziom co noc.

  • Jolanta Szyndlarewicz

    Wstałam dziś wcześnie rano, postanowiłam zrobić niespodziankę ukochanemu Mężowi i dzieciaczkom …. oj na pewno się im spodoba:). Właśnie wstawiłam do lodówki ukochany torcik bezowy z orzechami i czekoladą Męża …. ciepłe dłonie zaraz zabiorą się za zagniatanie ciasta drożdżowego na ukochaną chałkę synka … zaplotę ją dziś z 6 części tak jak lubi …. posypię mnóstwem kruszonki waniliowej … a dla mnie i córeczki będą te kruche ciasteczka, na którym stempelki wyryły napis “made with love” …. bo właśnie ta niespodzianka to smakołyki i pyszna herbata …. usiądziemy pod krzakiem jaśminu, który właśnie obsypał się kwieciem i pachnie po prostu niebiańsko … tak prosto na trawie, która zagrzało czerwcowe słońce …. my ubierzemy piękne sukienki, a na głowę założymy wianki, które uwijemy z kwiatów lata …. mężczyźni przyniosą pyszne słodkości, a ja zaparzę herbatę …. będziemy ją pić z cieniutkich filiżanek … córeczka, jak to ma w zwyczaju, odegnie paluszek … a synek będzie delikatnie siorbał i prosił o następną filiżankę …. co jakiś czas będą padać na nas płatki jaśminowych kwiatów, a my będziemy sączyć czarodziejski napój i delektować się własnym towarzystwem i zapachem naszych dzieci ….
    jolantamarel@wp.pl

  • Efka

    W oddali do życia budzi się miasto a my siedzimy przy okrągłym stoliku w samym sercu Montmartre. Niebo mieni się odcieniami błękitu utkanego w promieniach wiosennego słońca, które delikatnie dotyka twarzy i tańczy na kolorowych płótnach ulicznych artystów. Na wybrukowanym rynku rozstawiają właśnie swoje sztalugi, przygotowują się by chwytać chwile i zatrzymywać je na płótnach. W powietrzu miesza się zapach łakoci, owoców i farb olejnych. Wokół wiatr delikatne rozwiewa dźwięki, które uliczny grajek wydobywa z serca skrzypiec. Błękit nieba przecina biel kopuły Bazyliki Sacré-Cœur. W dzbanku w otchłani herbaty, w miłosnym uniesieniu wiruje ponętna śliwka z aromatycznym melonem. Napar sączy się przez dziubek czajniczka wprost do białych filiżanek, muśniętych złotem paseczka lśniącego w słońcu. Usta otula słodycz chrupiących bagietek z dżemem pomarańczowym. Na talerzyku obok czekają aromatyczne, maślane rogale i owocowe makaroniki. Nasze dłonie splatają się w czułym dotyku … tak właśnie smakuje poranna herbata na Place du Tertre w Paryżu :)

  • beleth3108

    Jak czytałam polecenie konkursowe, przyszła mi na myśl herbatka na plaży w ciepłe, letnie popołudnie z moją córeczką i rodzeństwem;) Nie spotykamy się często wszyscy razem i to być może dlatego. Powspominamy stare czasy, gdy byliśmy mali i beztroscy. Nie mam w tej wizji jakiegoś specjalnie wystawnego przyjęcia-jedynie wiklinowy stoliczek nakryty białym obrusem, bukiet polnych kwiatów, ciasteczka i pyszna herbatka w pięknej zastawie plus delikatna bryza morska i przyjemne promienie światła;)

    kontakt gachkinga@gmail.com

  • Piotr

    Wykorzystuję fakt, że eleganckiej herbatki się nie odmawia. Zapraszam do siebie dwa najgorętsze nazwiska polityczne tej wiosny. Ona piękna, ambitna, ale małomówna. On niezbyt piękny, gadatliwy i jeszcze bardziej ambitny. Na jej słowa czeka cała Polska od miesięcy. On zniknął na 10 dni i szuka go cały świat. Magdalena Ogórek i Władimir Władimirowicz Putin. Oboje wzbudzają wiele kontrowersji. U jednych wywołują obawy, u drugich ironiczny uśmieszek – nikt jednak nie przechodzi obok nich obojętnie. Elegancka herbatka w takim towarzystwie niałaby nie tylko charakter intelektualnego wyzwania. Uwolni ona prasę od tematów zastępczych. Jego przestaną szukać. Ona wreszcie coś powie. Świat będzie lepszy, a ja napiję się wyśmienitej herbaty. :)

  • h_anka

    To miał być dla mnie wyjątkowy dzień – wreszcie poznam ze sobą wszystkich moich przyjaciół. Mam nieliczne grono wiernych i wyjątkowych przyjaciół. Poznałam ich w różnych miejscach, różnych okolicznościach i na różnych
    etapach mojego życia. Oni także baardzo się od siebie różnią. Łączy ich jedno – uwielbiają mnie taką jaką jestem, akceptując mnie „w pakiecie” ze wszystkimi zaletami, wadami i dziwactwami typu nieoczekiwany napad ataku śmiechu w najmniej odpowiednich okolicznościach :-) Choć znają się z moich opowieści, wielu nie miało okazji spotkać się ze sobą. Dziś wreszcie nadeszła długo wyczekiwana przeze mnie chwila, gdy będę miała ich wszystkich
    razem w jednym miejscu i to, jak się śmieję w duchu sama do siebie, za życia (mówi się, że takim wydarzeniem, motywującym absolutnie wszystkich do przybycia, takim, na które nie wypada odmówić jest pogrzeb – całe szczęście nie musiałam czekać do tego momentu) :-)

    Często wyobrażałam sobie tą chwilę – marzył mi się wypad na łono natury, piknik z koszem pełnym łakoci, gdzie z dziecięca swobodą można by poszaleć, pograć w piłkę czy badmintona, zwyczajnie się powygłupiać, zostawiając na boku codzienne troski i zmartwienia dorosłego życia. Przeglądając blogi kulinarne zastanawiałam się, czym wypełnię piknikowy kosz, gdy ta chwila wreszcie nadejdzie.

    Los jednak spłatał mi figla – choć poranek wstał względnie pogodny i słońce uparcie przedzierało
    się przez ciemne chmury, przegrało ostatecznie z deszczowymi kłębami, i teraz dzień płakał rzewnie deszczowymi łzami.
    – Trudno –pomyślałam, spoglądając na przygotowany kosz piknikowy. Kraciasty koc piknikowy trzeba będzie zamienić na kwiecisty obrus i na tak improwizowanej „łące” porozstawiać na stole piknikowe łakocie. Przyznam, że nawet taka pogoda nie była w stanie mi zepsuć radości z dzisiejszego spotkania. Uśmiechnęłam się w duchu, że upieczony na dzisiejsze spotkanie sernik mango-marakuja, z grubą warstwą żółtego puree z mango na wierzchu, będzie pełnił funkcję
    naszego słodkiego domowego słońca i na pewno rozpromieni i osłodzi dzisiejszą aurę – „Na szczęście upiekłam go w okrągłej tortownicy” – pomyślałam.

    Z rozważań wybudził mnie dzwonek do drzwi. Pobiegłam przywitać gości. W domu rozległ się przyjemny gwar, który zagłuszył bębnienie deszczu o szyby i parapet. Gdy przycichł nieco powitalny gwar, a goście rozsiedli się w pokoju, zaczęłam proponować poczęstunek, wyciągając z koszyka przygotowaną na piknik zastawę. Wtem stało się coś nieoczekiwanego – spodek, który właśnie stawiałam na stole, wyślizgnął mi się z dłoni tak, że wylądował na parapecie okiennym, stamtąd zsunął się przez lekko uchylone drzwi balkonowe (które teraz otworzyły się na oścież) wprost na
    balkon. W jednej chwili spodek urósł do potężnych rozmiarów, a jakaś nieznana siła wciągnęła nas na powierzchnie spodka. W ostatniej chwili Piotrek – przyjaciel z dziecinnych lat, chwycił kosz piknikowy, którego zawartości nie zdążyłam rozpakować – jakby czuł, że czeka nas kolejna wspólna przygoda, tym razem znacznie bardziej niesamowita i niewiarygodna, niż te, które przeżywaliśmy wspólnie w dzieciństwie. Wszyscy byli oszołomieni – oto w jednej chwili zwyczajny spodek od filiżanki stał się potężnym latającym talerzem, który porwał osiem dorosłych osób i leciał teraz w nieznanym kierunku. Aga był blada jak ściana, mający lęk wysokości Paweł trzymał mnie kurczowo za rękę,
    jedynie Piotrek próbował żartować z całej sytuacji – śmiejąc się, że jako jedyny zachował przytomność umysłu i na pełną
    przygód podróż zabrał koszyk z prowiantem. Ja nie wiedziałam co myśleć, nie mógł to być sen – czułam bardzo silny uścisk Pawła, wiatr czochrający fryzurę i pęd lecącego spodka. Rozejrzałam się dookoła, lecz nie było widać już powierzchni ziemi, jedynie puszystą biel chmur. Oto znaleźliśmy się w białej otchłani, chmurnym bezkresie, bez horyzontu… Chociaż zawsze lubiłam spoglądać na chmury wyobrażając sobie kształty, które przedstawiały, obecna sytuacja wcale mi się nie podobała. Nie miałam czasu się jednak zastanawiać nad sytuacją, w której nie
    znaleźliśmy, gdyż oto biały bezkres skończył się, jakby go ktoś uciął nożem. Chmura, nad którą lecieliśmy, zaczęła nagle prowadzić w dół, a latający talerz sunął się po niej niczym sanki, po zaśnieżonej górce. Talerz nabierał coraz większej prędkości, tak że trudno było zaczerpnąć tchu, wszyscy trzymali się nawzajem kurczowo, aby pęd powietrza nie
    zdmuchnął któregoś z uczestników niezwykłej podróży… Nagle biała chmura skończyła się, a talerz szybował teraz niczym skoczek narciarski, opadając delikatnie w dół.
    – To będzie lądowanie bez telemarku – mruknął Paweł, wciąż trzymając moją dłoń, choć już nie tak mocno, zupełnie, jakby oswoił się zlotem i wysokością.
    Spojrzałam w dół. Oto krajobraz zmienił się diametralnie, a pod nami widniała potężna, błotnista rzeka. Ku mojemu przerażeniu, spodek leciał wprost w nurt rzeki. I miałam rację, chwilę później spodek dotknął delikatnie tafli wody, ale zaliczył profesjonalne, miękkie lądowanie niczym hydroplan. Dryfowaliśmy teraz leniwie. Żadne z nas nic nie mówiło, zszokowani zarówno tajemniczym porwaniem nas przez spodek, jak i krajobrazem, który ukazał się naszym oczom.
    Otóż w „błotnistej” rzece wcale nie płynęło błoto, lecz cudownie aromatyczna kawa. Gdy spodek otarł się wreszcie o brzeg, przycumowaliśmy go i wyszliśmy na powierzchnię.
    – Ale heca! Hanuś, jak tys to zrobiła? Myślałem, że zapraszasz nas do siebie, a ten piknik to miał być taki zwyczajny, u Ciebie na działce…- szepnął Piotr. W jego głosie nie było przerażenia, ale zachwyt i ciekawość tego, co nas jeszcze czeka.
    – Czy Wy myślicie, że ja to zaaranżowałam? – spytałam.
    W tym momencie spojrzało na mnie siedem par zdziwionych oczu:
    – A nie? – zapytali niemal jednogłośnie
    – Nie!!! i nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale mam nadzieję, że to już koniec przygód na dziś….
    – Nie wiem jak wy, ale ja jestem okropnie głodny – ta podróż była wyczerpująca – co jest w koszyku? – zapytał Piotrek i zajrzał do środka
    – Ale lipa! – Piotrkowi zrzedła mina, gdy zajrzał do środka. – Tu jest tylko piknikowa zastawia, a gdzie wałówka?
    – Nooo…wygląda na to że została w domu – miałam naszykowane piknikowe akcesoria, na wypadek, gdyby pogoda pozwoliła jednak na piknik – ale do koszyka nie wpakowałam prowiantu, została w lodówce…
    – Świetny piknik – puścił do mnie oko Paweł.
    – Wygląda na to panowie, że będziecie musieli coś upolować, jak na prawdziwych mężczyzn przystało – uśmiechnęła się Aga.
    Rozejrzeliśmy się dookoła, rzeką płynęła aromatyczna kawa, nad rzeką sterczały, niczym pałki wodne, laski wanilii.
    -Tu rosną grzyby! Spójrzcie tam – Łukasz, mąż Agi wskazywał palcem na coś brązowego. Podeszliśmy bliżej. To nie były grzyby, to były muffinki. Zerwałam jedną i podniosłam do ust, cudowny czekoladowy aromat nęcił by spróbować. Nadgryzłam babeczkę, miała cudowny mięciutki miąższ i niesamowity, czekoladowy smak. Kolejny kęs odsłonił pyszne, malinowe nadzienie.
    -Mmmmm…-zamruczałam jedynie, by dać znać pozostałym, że pyszne!
    – Też chcę spróbować! – zanim się zorientowałam Paweł połknął resztę mojej babeczki.
    – Tu jest ich więcej – zawołał Łukasz – i to różne smaki. Trzeba by je do czegoś nazbierać.
    -Do koszyka piknikowego, urządzimy sobie muffinkobranie!
    Właśnie sięgnęłam do koszyka, by opróżnić go z piknikowej zastawy, gdy Piotrek rzucił żartobliwie:
    -Hanka, lepiej nie dotykaj tych talerzy, kto wie, dokąd nas porwie kolejny spodek… Mnie się tu podoba i nie planuję kolejnej podróży, dopóki czegoś nie zjem. Umieram z głodu…
    Próbowałam rzucić mu karcące spojrzenie, ale uśmiechnęłam się tylko:
    – Kosz jest pusty. Może urządzimy zawody, kto nazbiera najwięcej muffinek? Gotowi? Start!
    Roześmiani niczym dzieci, gotowi do słodkiej rywalizacji rozbiegliśmy się w poszukiwaniu babeczek. Co chwilę wykrzykiwaliśmy tylko odkryty nowy smak babeczek:
    „Malinowe!”,
    „Znalazłem orzechowe”,
    „oooo a tu są cytrynowe”,
    „kammemowe są pychne” (Piotrek próbował zarekomendować nam babeczki karmelowe, jednak robił to w trakcie degustacji, z pełną buzią).
    Gdy nazbieraliśmy pełen koszyk smakowitych muffinów, usiedliśmy nad kawową rzeką i zaczerpnęliśmy napój do filiżanek Zamieszany laska wanilii nabierał cudownego aromatu.
    -Ech ty zawsze musisz postawić na swoim. Miał być piknik i jest, i to jaki…-powiedział Paweł.

    I tak oto spełniało się moje marzenie o pikniku w gronie przyjaciół.

    Pozdrawiam

    Hanka

    h_anka@wp.pl

  • 56manka

    MIEJSCE : Gruszkowo
    CZAS: Pierwszy dzień Wiosny
    ZAPROSZENI : Obserwatorzy i wierni czytelnicy bloga gruszkazfartuszka
    MOTYW : Dzika Elegancja

    OPIS:
    Wszyscy zbierają się w Gruszkowym sadzie . Na samym jego środku, między rozłożystymi konarami drzew gruszkowych rozłożone są bajeczne stoły,suto nakryte rajskimi owocami, zastawą MariaPaula Złota Linia . Po woli przychodzągoście . Każdy przebrany wedle swego uznania , byleby miało coś z elegancji (np marynarkę) i dzikości (np spódniczka z trawy, sandały z bambusa) . Każdy nowo przybyły otrzymuje koronę z kwiatów .
    Po zebraniu wszystkich gości , na scenie odbywa się koncert grany przez założycielkę bloga gruszkazfartuszka. Tańce,szaleństwo, wygibasy, lądowanie na ziemi . A.. No tak ! Już wszyscy się zmęczyli . Więc… zostają zaproszeni do stołów . Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że krzesła do siedzenia to ogromne gruszki . Z imbryka leją się hektolitry herbaty która się nie kończy , z cudowna cukiernica osładza wszystkim ten trunek . Goście rozkładają talerzyki z cudownej zastawy MariaPaula by skosztować ciasta . Jakieś jest ich zdziwienie gdy nakładane ciasto jest z …. plastiku … Tak ! Tak ! Nie ma ciasta . Wtem na wszystkich spada tona gruszek . Jedzą , popijają pyszną herbatą . Wychodzę ja , niczym cyrkowy akrobata ślizgam się na gruszkach niczym na piłeczkach . Rozpędzona, ląduję na … kolanach stróżującego nieopodal sadownika , brodatego , szpetnego . Tak się składa, że upadając całuję go przypadkiem. Wtem, dziwne rzeczy się dzieją . Zamienia się ona w najprzystojniejszego księcia, i zakochany we mnie bez pamięci wyznaje miłość . I tak właśnie kończy się herbatowate spotkanie.

    ZAKOŃCZENIE : Happy End .

    MORAŁ : Herbata w eleganckiej zastawie MariaPaula – działa cuda .
    AUTOR: Maria, 56manka@gmail.com

  • Kasia .

    Nadchodził wieczór, słońce zbliżało się ku horyzontowi, aby dać odpocząć ludziom po upalnym dniu. Przed wejściem do swojej chaty siedział Kamari. Sześcioletni chłopiec, który mieszkał w niewielkiej wiosce w Afryce wraz z rodziną.
    Przesypując w rękach spieczony od słońca piasek, jeszcze raz spojrzał na swoje chude, ciemne dłonie i na osoby, które siedziały w białym namiocie. Pierwszy raz widział ludzi mających inny kolor skóry, jaśniejszy niż on. Kobieta
    i mężczyzna przyjechali wczoraj, był wraz z nimi tłumacz z miasta odległego o kilkaset kilometrów. Wczoraj mężczyźni
    z wioski podejrzliwie podchodzili do gości, ale coś sobie wyjaśnili i wszystko było już w porządku. Dziewczyna miała
    na imię Kasia. Była szczuplejsza niż kobiety we wiosce. Chłopiec uważał, że ma ładny uśmiech, a śmiała się często, szczególnie dzisiaj jak dostała od Kamariego mamy naszyjnik, który teraz miała na sobie. Dzieciom w wiosce jak i również chłopcu spodobał się brodaty mężczyzna, Kasi narzeczony. Podarował dzieciom piłkę i grał z nimi. Słońce zachodziło, więc ludzie z wioski byli gotowi na przyjęcie, chłopiec niezbyt rozumiał co to ma znaczyć. Mama wzięła
    Kamariego za rękę i ruszyli z rodzeństwem i tatą do ogromnego namiotu. Zgromadzili się już prawe wszyscy ludzie, ale było wystarczająco miejsca. Namiot był przewiewny, oświetlony dużą ilością pachnących świeczek. Chłopiec
    rozsiadł się na miękkiej poduszce, których była wystarczająca ilość, aby każdy siedział. Nagle Kamari dostrzegł, że za gośćmi był stół, a na nim jasne jak blask księżyca, piękne naczynia o nazwie Maria Paula. Przybyszka wyjaśniła, że pragnie aby się wszystkim częstowali, oznajmiła, że rozumie ciężki czas jaki przeżywają z powodu spóźniającej
    się pory deszczowej. Dziewczyna powiedziała, że szczęście jest tylko wtedy kiedy można się nim dzielić. Nalewając herbatę do filiżanek, wyjaśniła, że jest to zaczarowany imbryk z którego nie znika herbata, a na talerzykach nie braknie
    bułeczek, jeśli jest silna susza. Nastało wśród ludzi wielkie poruszenie, Kamari nie rozumiał dlaczego, ale po pewnym czasie ludzie z wioski uradowani zaczęli się gościć. Chłopcu bardzo smakował poczęstunek, ale pomyślał, że te
    piękne naczynia to tylko uwieńczenie przyjęcia, bo ważniejsza jest ich zawartość. Gdy pił herbatę raptem usłyszał, że ktoś go woła. Otworzył oczy i uzmysłowił sobie, że jest w swojej chacie. Pomyślał, że chciałby mieć imbryk taki jaki mu się przyśnił, ale nie tracił czasu na rozmyślanie, bo był przed nim i jego mamą parogodzinny marsz po wodę.
    6nastka6@wp.pl

  • Joanna

    Bezchmurne niebo, chowające się za widnokręgiem słońce wysyłające wciąż gorące promienie. Delikatny powiem wiatru niosący za sobą woń kwiatów. Drewniany pomost wcinający się kilka metrów w głąb lazurowej wody oceanu. Na jego końcu – dębowa altanka, w niej – delikatny, elegancki stolik z lekkiego drewna i takie też krzesełka. Porcelanowa zastawa z subtelnymi, złotymi akcentami. Ja w śnieżnobiałej zwiewnej sukience do kostek siedzę na jednym z krzesełek. Naprzeciw mnie – w jasnobeżowych spodniach i niebieskiej koszuli dobranej pod kolor moich oczu, trzymając w dłoni filiżankę- siedzi ON. Oboje uśmiechnięci i szczęśliwi. Wpatrując się to w nieziemsko piękny widok, to w głębie swych oczu, rozmawiamy o tym, co kryją nasze serca. Zdradzamy kolejne ich tajemnice. Oby ten wieczór trwał wiecznie…

    joanna.matusiak@dzielo.pl

  • Anna Gałaszewska

    Na swoją wymarzoną herbatkę zapraszam Martynę Wojciechowską – moją idolkę, Terry’ego Pratchetta – coby dowiedzieć się, co mu Śmierć rzekła i czy rzeczywiście była taka miła jaką ją za życia opisywał, oraz Marię Skłodowską-Curie – polkę, której odkrycie zrewolucjonizowało leczenie raka, żeby jej podziękować za badania tak bardzo pomocne w dzisiejszych czasach przez które sama w końcu umarła. Herbatka podana w zestawie Maria Paula to grecka Krokus Kozanis, pyszna, droga( bo z szafranem) i bardzo oryginalna w smaku. Do herbatki podałabym babeczki z bitą śmietaną, bo są po prostu boskie. W tle leciałby Beethoven, mistrz nad mistrzami. A całość odbywałaby się Hogwarcie, bo tam jest po prostu magicznie.

  • Jest kilku fajnych chłopaków, z którymi chętnie usiadłabym przy filiżance pysznej, różanej herbatki podanej w zestawie Maria Paula. Moglibyśmy spotkać się w Oslo Holmenkollen, w Titisee-Neustadt albo w Garmisch-Partenkirchen. Ważne, żeby było wysoko i dużo śniegu. Usiedlibyśmy w wygodnych kanapach gdzieś na przeszklonym tarasie i gawędzilibyśmy o wzlotach i upadkach, o tym, który potknął się o próg, a który wzbił się na wyżyny. O systemie KO, hill size, czy rekordzie długości, a może o lotach. Tymi chłopakami są Kamil, Piotrek, Klimek, Olek i Janek. Najlepsi lotnicy w naszym kraju, chłopaki na medal- nasi skoczkowie narciarscy. Zasługują na najlepszą herbatkę, podaną w filiżankach dla złotych chłopaków.

  • Mushi

    Herbatka zagadka

    „Taka oto jest zagadka,
    co się kryje herbacianych płatkach”.

    Oto temat główny eleganckiego spotkania, które stawia przed jej uczestnikami szczególne zadania. Na parzenie zagadkowego naparu wielkie znakomitości zjechały się do mojego baru. Zaproszeni goście to nie byle, jaka świta, tylko prawdziwa smakoszów elita. Mamy, więc Sherlocka Holmesa i jego wiernego dr Watsona, Herkules Poirot i Philip Marlowe’a. Oto lista osób, która gościć będzie u mnie, by odkryć, co za esencja smaku zaklęta jest na filiżanki dnie. Jako,że niepodzielnie rządy sprawuję w mej gospodzie nie mogłabym zacnych gości zostawić na głodzie. Dwoje się i troje, by stoczyć walkę o ich podniebienia podboje, by smakiem maślanych ciastek i gorącej szarlotki spotęgować ich umysły do działania, aby się wyłoniło się słynne „eureka” z ust jednego waszmości, kto odgadnie smak herbaty, której picie sprawia im tyle przyjemności. Jej smak dotąd nieodgadniony kryje się nie tylko w tajemniczym suszu, a także w pięknym obliczu porcelany Maria Paula i jej animuszu. Każdy z nich chwytając filiżankę zanurza usta w herbacianych
    bezdrożach i żegluje po kubków smakowych morzach. Z twarzy zaproszonych widać już błogie uśmiechy, bo wszyscy jak jeden mąż, odkryli sekret herbaty Babci Genowefy. To nie susz nadawał herbacie owej tajemnicy, lecz babcine konfitury trzymane w ciemnościach piwnicy. Po udanym rozwiązaniu zacni goście opuścili, me skromne włości, a każdy z babcinym słoikiem konfitur ruszył dalej rozwiązywać detektywistyczne zawiłości. Dziwnym zbiegiem okoliczności zniknęły także niektóre części serwowanej zastawy, najwidoczniej smak herbaty bez niech nie byłby taki ciekawy. Kontakt: mushimirado@gmail.com

  • Kamisia

    Kilka lat temu obejrzałam z zapartym tchem wzruszający film Doroty Kędzierzawskiej “Pora umierać.”

    Danuta Szaflarska, a właściwie Pani Aniela bardzo mocno
    zarysowała się w mojej pamięci.

    Pani Aniela i otaczający ją świat niemalże codziennie
    zaglądają w moje myśli, dlatego też widzę ich tak wyraźnie:

    Stary , drewniany, podupadający już w swej konstrukcji dom.

    Niszczejąca ławka, stojącą od zawsze tuż pod wiekowym dębem.

    Zieleń… mnóstwo różnorodnych drzew i krzewów.

    Piękny ogród, chociaż mocno zaniedbany.

    Olbrzymia jabłoń (szkoda- że nie rodzi już owoców), a na jabłoni
    linowa bujawka.

    Bez dwóch zdań pakuję walizki i przemieszczam się na dłuższą
    chwilę do ów świata.

    Ławeczkę pod domem pokrył już zielony mech.

    W oddali słychać skowronka i delikatny szum liści… zaś
    nozdrza łaskoce zapach kwitnącej przy ławce maciejki.

    Z kuchni drewnianego domku, z trudem wyniosłam sędziwy już
    stolik.

    Pani Aniela w ciszy przyglądała się jak układam na nim :

    Obrus
    w jaskrawo -czerwone maki, MarięPaula Złota Linię, białe wytrawne wino, placek
    z rabarbarem (nie potrafię piec i gotowanie mi też nie wychodzi, jednakże
    placek z rabarbarem, którego wierzch zdobi złocista kruszonka opanowałam niemalże
    do perfekcji),

    Sałatkę
    ze świeżego szpinaku, sera i ananasa z dressingiem miodowo-limonkowym – przyznaję,
    że wygląda zachęcająco i bardzo szykownie.

    Sałatk z bobu, fety i
    pomidorów malinowych(zielony świeży bób, malinowe pomidorki wśród bielusieńkiej
    fety i mocno zielonej mięty skomponowały się wręcz doskonale).

    Są też grzanki… czosnkowe… oby tylko starsza Pani mnie za
    nie, nie pogoniła J

    Zabrałam ze sobą również miseczkę truskawek… pyszne i niesamowicie
    słodkie (takie właśnie rosną w moim
    ogródku).

    Już 18… a słońce nadal wysoko.

    W imbryku stygnie jaśminowa herbatka… Pani Aniela (mimo
    przeciwności losu jest niesamowicie pogodną staruszką) mówi, że ławka na której
    siedzimy jest jej ulubioną ławką.. że lubi tę porę roku.. i tylko tak czasem
    smutno tu samej…

    Słucham opowieści o przemijającej młodości, miłości która
    nie zawsze jest tą spełnioną miłością…
    opowieści będącej ironicznym spojrzeniem na dzisiejszą rzeczywistość…

    Truskawki znikają z miseczki, herbatka w międzyczasie jest
    wychwalana za jej aromat i niebiański smak… zaś placek z rabarbarem znikł ze
    stolika – sama nie wiem kiedy J

    Łzy wzruszenia… łzy zrozumienia.

    Nikt nie jest szczęśliwy w oderwaniu od innych, a jednak samotność
    dotyka tak wielu z nas…

  • Honia K.

    Podparyska, lekko zadymiona knajpka. Studenci w narożniku nadrabiają zaległości z literatury, dyskytując o czymś namiętnie. Ich gestykulacja to prawdziwy teatr emocji. Ściany wyłożone starymi książkami i archiwalnymi numerami gazet. Tylko świeże kwiaty nadają przestrzeni świeżości. Przy stoliku siedzę ja. On tuż obok obok mnie. Wygląda przeciętnie, ale ma zniewalający uśmiech. Trzyma w ręku jakąs książkę i czyta po francusku. Nie rozumiem ani słowa. Jego tembr głosu jest tednak atrakcją samą w sobie. Siedzę zatem skupiona, obejmując filiżankę z pyszną, aromatyczną herbatą i chłonę ciepło. Trunku. Jego głosu. Atmosfery miejsca. I francuskiej beztroski przesiąkniętej wonią intelektu. Herbatka moich marzeń.

  • Katarzyna Balbierz

    Mały, różowy pokoik. Na półkach równo ułożone książeczki i lalki. Po środku pokoju okrągły stoliczek, sześć poduszek zastępujących krzesła. Wszystko jak przed piętnastoma laty, gdy byłam małą dziewczynką i mieszkałam z rodzicami. Jedynie zastawa na stole się zmieniła. Miejsce pstrokatej, kolorowej zastawy dziewczęcej zajęła wyrafinowana i elegancka porcelana MariaPaula. Symbol tego, że właścicielka pokoju już wydoroślała. Dzisiejszego wieczoru w tym pokoiku odbędzie się przyjęcie. Zaproszonych zostało pięć największych strachów z mojego dzieciństwa. To właśnie ja jestem organizatorką owego przyjęcia. Ubrana jestem w dopasowany, czarny żakiecik. Już nie jestem tą strojnisią w dwóch kucykach, a poważną dorosłą kobietą. Podam herbatkę angielską. W imbryku już zaparzyłam pyszną herbatę, w mleczniku od kilku chwil czeka mleko, a cukiernica pełna jest kostek cukru. Sześć spodków dzielnie podtrzymuje urocze filiżanki, a talerzyki wypełnione są gorzką czekoladą. Dlaczego gorzką? Moi goście w przeszłości częstowali mnie goryczą, teraz pora na odzew. Czekolada jest nieodłącznym elementem dzieciństwa tak samo jak moi goście. Każde dziecko czegoś się boi. Powoli schodzą się goście. Na czele podąża Pani Burza, tuż za nią idzie Straszna Ciemność, kroku dotrzymuje jej Włochaty Pająk, trzy kroki dalej Dentysta z wielkim wiertłem, na końcu Clown. Zapraszam ich do stołu… i wcale się nie boję. Wyglądają śmiesznie, a ja mam nad nimi przewagę. Dolewam im herbatki, podsuwam czekoladę, a oni nie mogą mi odmówić tego gorzkiego deseru, tak jak ja nie mogłam odmówić im i musiałam “zjadać” to co oni mi serwowali. Rozmawiamy o incydentach sprzed wielu lat, oni próbują się tłumaczyć. Mówią i mówią, a ja posyłam im szyderczy uśmiech. Im bardziej się tłumaczą, tym bardziej napełniają się powietrzem… W końcu pękają i znikają, a ja wiem, że już nigdy nie powrócą do mojego życia. Po pewnym czasie przy stole zostaję sama i z rozkoszą zajadą się gorzką czekoladą. Tym razem nikt do niczego mnie nie zmusza.
    kasialewandowska@vp.pl

  • Wiola W.

    Ja już raz wygrałam u Ciebie, Gruszko, więc teraz trzymam kciuki za konkursowiczów. ;-) Powodzenia!

  • Remedios

    Piękne słońce, ogród za domem, pies, dwójka dzieci i łąka pełna kwiatów, ale nie takich zwyczajnych, a tych które kiedyś dekorowały polski krajobaz. Wybiła godzina 10 pora na herbatkę, w tle gwar i śpiew ptaków. W ogrodzie hasają wesołe króliki i słodko gaworzą. Dorośli popijają aromatyczny napar z pięknej zastawy, przymykając przy tym oczęta. Widok jak z widokówki, a to tylko cotygodniowa, tradycyjna rodzinna tea time. tak niewiele trzeba by to senne marzenie stało sie mą rzeczywistoścrzeczywistością…

  • Sebastian

    Bezludna wyspa, tylko ONA i ja! Siedzimy na gorącym piasku. Ja masuję jej stopy, ona nuci piosenkę z szumem fal w tle. Sielanka trwa. Wyspa jest tylko nasza. Mamy na niej wszystko, co potrzeba nam do szczęścia – siebie! Obok leży koc, na nim bukiet świeżo zerwanych kwiatów, piękne zielone winogrona i zastawa Maria Paula z aromatyczną herbatą, której woń unosi się między nami. Między cudownymi przyśpiewkami rozmawiamy o naszej przyszłości, o dzieciach, które pragniemy mieć, ale także wspominamy wszystko, co już było, minęło. Miłość trwa, chwile upływają, radość nie mija…

    kontakt: seba44@vp.pl

  • Magdalena

    Czerwony Kapturek podróżował już z wiklinowym
    koszyczkiem pełnym gruszek. W mojej opowieści również będą gruszki i wiklina,
    ale w zupełnie nowym wydaniu, a wszystko zaczęło się gdy mój niemały brzuszek
    zapragnął bardzo słodkich gruszek… Wtem wiklina z koszyczka w panier się
    przeobraziła, fartuszek w suknię się zamienił, a babciny sad okazał się
    ogrodem, ale nie bardzo tajemniczym. Wszystkie krzewy idealnie przystrzyżone,
    nie tak jak moja grzywka od garnka i w ogóle tak jakoś klasycznie. Kiedy mgła z
    waty cukrowej całkiem już opadła nadal nie wiedziałam gdzie jestem. I nagle
    słyszę: ktoś gra, od razu pomyślałam: to pewnie skrzypek na dachu, ale to była
    gra na fortepianie. Nie zastanawiając się zbyt krótko przebiegłam przez polanę
    i zgubiłam pantofelek. No nie, tylko nie Kopciuszek… Na szczęście po zrobieniu
    szybkiego przeglądu obuwia okazało się, że pantofelek wcale nie jest szklany,
    więc odetchnęłam z ulgą. Przebiegając w pobliżu jeziorka zobaczyłam moje
    odbicie, co ja miałam za fryzurę! Wysoką na pół metra! Nawet mój przeogromny
    kok byłby zawstydzony taką okazałością! Pewna dama przechadzając się w pobliżu,
    wysoce zaniepokojona moją dezorientacją podarowała mi piękne, czerwone jabłko.
    Podziękowałam pięknie, dygnęłam niezręcznie i pomaszerowałam dalej. Wtedy
    pomyślałam, że jakoś dziwnie jestem ubrana na Śnieżkę, ale cieszyłam się, że w
    dzieciństwie zostałam gruntownie wyedukowana w kwestii konsekwencji, jakie
    ponosi nieostrożna Śnieżka, więc jakoś ogólnie się nie przejęłam. W ogóle moda
    wskazywała na wiek XVIII, jakież szczęście, że zdawałam maturę z historii
    pomyślałam niespiesznie. Mój strój wskazywał na dość wysokie pochodzenie, więc
    miałam tylko nadzieję, że nie znajduję się w samym centrum francuskiej
    rewolucji. Wtedy ją zobaczyłam. Tak, to była ona! Siedziała sobie jak gdyby
    nigdy nic na tarasie. Na stole piętrzyły się makaroniki w ilości wręcz
    nieprzyzwoitej. Mnóstwo kremowych ciastek, maleńkich torcików z wyszukanymi
    dekoracjami, w imbryczku parzyła się herbata podarowana, jak później mi
    wyjaśniła, przez samego cesarza Chin. Od razu poznałam porcelanę, ta zastawa to
    przecież Maria Paula. Od zawsze o takiej marzyłam. Obawiałam się, że kiedy będę
    sięgać po filiżankę ni stąd ni zowąd pojawi się Kapelusznik i wszystko zepsuje,
    ale on pojawił się, jednak jedynie po to, by podać mi wachlarz. Przyjęłam go z
    wdzięcznością mając na uwadze, iż moja kreacja, choć piękna jest nie tylko
    niepraktyczna, ale jest w niej również strasznie gorąco, niemal jak w Afryce.
    Nagle przybiegły psy i jeszcze przez chwilę obawiałam się, że to będzie 101
    dalmatyńczyków, ale przestałam się tym martwić. Popijałam herbatę od cesarza
    Chin, zajadałam gruszkowe makaroniki, tosty z grillowaną gruszką w polewie
    karmelowej, gruszki karmelizowane w parzonym cieście, torcik
    gruszkowo-orzechowy z karmelizowaną porzeczką i gruszkowe konfitury.
    Rozmawiałyśmy ze sobą, chociaż ja nie znam przecież francuskiego, może po
    prostu wymieniałyśmy się myślami, to wszystko wydarzyło się zupełnie
    nieoczekiwanie, bez żadnego uprzedzenia w pewne sierpniowe popołudnie w Petit Trianon. I kto by pomyślał, że wypiję herbatkę w towarzystwie dwóch Marii: Marii Pauli i Marii Antoniny. Z Marią Antoniną rozmawiałybyśmy
    oczywiście o naszym wspólnym obiekcie westchnień. Oczywiście o pantofelkach.
    Tych najpiękniejszych. I właśnie wtedy się ocknęłam na stoliku leżał
    nadgryziony makaronik a w radiu rozbrzmiewał utwór What Ever Happened zespołu The
    Strokes. I wtedy przypomniałam sobie, że ta piosenka pochodzi właśnie z filmu o
    mojej francuskiej koleżance…Oto dokąd przeniósł mnie gruszki
    fartuszek…. :) Pozdrawiam serdecznie!

  • Marta Jasu

    Zapraszam rodzinę lub znajomych
    na uroczyste popołudnie gier, wysyłam do nich tajemnicze zaproszenia i ozdabiam
    tematycznie pokój w którym będziemy grali, wieszam kostki plansze do gier i tym
    podobne ozdoby, sama przebieramy się np. za wielkiego pionka do gry lub kostkę,
    aby było ciekawiej do gier planszowych nie używamy zwykłych małych kostek lecz
    kupujemy wielkie pufy kostki i nimi gramy. Dobra zabawa nie może obejść się bez
    dobrej herbatki w najlepszym serwisie czyli zestawie Maria Paula,
    przygotowujemy więc smaczne przekąski również nawiązujące wyglądem do tematu
    wieczoru, czyli np. piekę brązowe ciasteczka-pierniki i zdobię je białym l
    cukrem na wzór kostek do gry, przygotowuje słodkie plansze z ciastek i owoców, a za
    pionki mogą nam posłużyć żelki w kształcie misiów lub innych stworków. Dzięki
    takiej atmosferze to popołudnie na pewno będzie fantastyczne zarówno dla mnie
    jak i dla moich gości i na pewno wszyscy zechcą je wnet powtórzyć. sandra00@tlen.pl