klasyczny hummus

Taka niepozorna rzecz – nieco ciecierzycy z sezamem, czosnkiem i cytryną, a kulturalna wojna o narodowość hummusu trwa w najlepsze. Wiele krajów arabskich przypisuje sobie prawo do hummusu i za nic nie chcą ustąpić. Ja na temat kuchni arabskiej niewiele wiem, ale po spotkaniu z chłopakami z Habemus Hummus (którzy nota bene robią doskonały hummus!), żałuję, że dotąd nie interesowałam się tą kuchnią bardziej. Oni zdają się wiedzieć wszystko, a przynajmniej niesamowicie wiele, więc o hummus także możecie pytać ich. Jeśli wy natomiast możecie polecić mi jakąś wartą uwagi książkę na temat kuchni krajów arabskich, nie zapomnijcie zostawić komentarza! ;)

Ja kilka razy próbowałam robić hummus z osobiście gotowanej ciecierzycy. Za każdym razem konsystencja była nie taka, jak chciałam. W końcu zrezygnowana postanowiłam przygotować go z ciecierzycy w puszcze. Byłam zdumiona, że wyszedł dokładnie taki, jak moim zdaniem być powinien! :) Tym razem przygotowałam wersję klasyczną, ale na jej bazie można tworzyć dowolne kompozycje smakowe. Nie bójcie się dodawać przypraw, ziół i warzyw – śmiało dajcie się ponieść wyobraźni.

Jeśli zastanawiacie się z czym taki hummus jeść, odpowiedz jest prosta – ze wszystkim. Możecie maczać w nim kawałki warzyw, chlebków pita, nachosy, chlebowe paluszki a nawet zwykłą bułkę – wszystkie rozwiązania są równie pyszne.


klasyczny hummus
 

Składniki:

- puszka ciecierzycy

- 5 łyżek tahini

- 1/4 cytryny

- 1 ząbek czosnku

- oliwa z oliwek

- olej sezamowy

- sól

- pieprz

- opcjonalnie ulubione dodatki

Ciecierzycę odcedzamy na sicie i przelewamy wodą. Odstawiamy do podeschnięcia na 10-15 minut i przekładamy do blendera. Dodajemy tahini, sok z cytryny (bez pestek!) i czosnek i całość blendujemy razem na dość gładką masę. Stopniowo dodajemy oliwę z oliwek, do uzyskania odpowiedniej konsystencji - hummus powinien być gęsty, tak, że bez problemu nadawałby się np. do posmarowania nim kanapki, ale jednocześnie na tyle rzadki, by dało się go nabierać z miseczki np. kawałkami warzyw. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku, przekładamy do miseczki. Wierzch skrapiamy olejem sezamowym lub oliwą z oliwek (u mnie mieszanka). Do dekoracji użyłam sezamu, ale nie jest to element konieczny :)

Smacznego życzy gruszka z fartuszka!

  • Nigdy czegoś takiego jeszcze nie jadłam… muszę spróbować, bo wygląda bardzo ciekawie :)

  • Marta

    Gruszko zrobiłam wszystko wydaje mi się według przepisu, jednak mój falafel rozpadł się na patelni…:( Masz jakiś pomysł?