Gillian McKeith “Jesteś tym co jesz”

Autor: Gillian McKeith

Tytuł: Jesteś tym co jesz

Liczba stron: 222

Liczba przepisów: 24, ale nie o nie chodzi

Rok temu zostałam poproszona o zrecenzowanie książki Gillian McKeith “Jesteś tym co jesz”. Tym razem nie jest to książka kucharska, lecz książka o zdrowym żywieniu i sposobie na zdrowe życie. Pamiętam, że gdy ją przeczytałam dość długo towarzyszyło mi poczucie, że książka jest napisana przez dietetyka-świra i sposób na życie proponowany przez Gillian jest nie tylko wyidealizowany, ale wręcz niemożliwy do zrealizowania. Ze zdumieniem odkryłam jednak, że do książki ostatnio coraz częściej wracam. Dlaczego? O tym za chwilę.


jesteś tym co jesz

Przeczytałam swoją recenzję sprzed roku. Większość rzeczy właściwie dalej postrzegam tak samo, dlatego znaczną większość mojej recenzji żywcem skopiowałam. Nie miejcie mi tego za złe, zresztą i tak pewnie mało kto z Was czytał ją wcześniej ;)

Sięgając po książkę Gillian McKeith pt. “Jesteś tym, co jesz” ciężko nie mieć pozytywnego nastawienia. Książka jest gruba, ładna, kolorowa, bardzo pięknie wydana. Teksty napisane są bardzo składnie i przejrzyście, a całość jest znakomicie zaprojektowana. Piękne zdjęcia owoców stanowią doskonałe uzupełnienie. Z okładki witają nas hasła: “Ponad 2 miliony sprzedanych egzemplarzy w Wielkiej Brytanii”, “Nominowana do nagrody Książka Roku w Wielkiej Brytanii” i “Będziesz szczuplejszy, zdrowszy i szczęśliwszy…”.




Gillian McKeith jest dietetyczką kliniczną o międzynarodowej sławie. Zwana “Brytyjskim guru żywienia” niewątpliwie ma na swoim koncie całą gamę sukcesów. Porady zawarte w książce z całą pewnością przynoszą obiecywane rezultaty. Ale nie bez powodu. Książka “Jesteś tym, co jesz” nie jest książką dla osób zmęczonych odchudzaniem i wieloletnią walką z kilogramami, gdyż może wpędzić w jeszcze większą frustrację. Według autorki, na liście produktów zakazanych znajduje się… prawie wszystko. Choć autorka sama lubi zwać swoją dietę “dietą obfitości”, w rzeczywistości na liście produktów do spożycia zostają niemalże jedynie warzywa i owoce (ale tylko odpowiednio przygotowane!), żywność ekologiczna, orzechy i pestki, zioła oraz wodorosty.

Każdy, kto choć przez chwilę interesował się odchudzaniem z pewnością natrafił na podstawowe porady, takie jak “pij dużo wody”, “ruszaj się”, “jedz śniadania”, “gryź dokładnie”. Te porady tworzą podstawę książki “Jesteś tym, co jesz” i raczej mogą irytować wszystkie osoby, które poszukują przepisu na dietę cud. Mnie osobiście doprowadzają do białej gorączki, ale zdaję sobie sprawę, że po książkę sięgają też dietowi laicy.


jesteś tym co jesz

Niestety, po raz kolejny czytelnik przekonuje się również, że zagraniczne książki niosą ze sobą problem dostępności dietetycznych produktów. “Jesteś tym, co jesz” aż kipi od takich produktów jak: herbata pau d’arco, echinacea, jamsy, fasola adzuki, wodorosty, tangelo, nieśpliki japońskie, pitaki, chia, endywia i wiele wiele im podobnych. Nie tylko nie wiem czym te składniki są, ale też nie wiem gdzie można by ich szukać. Z całą pewnością też kosztują fortunę, więc nie są one na kieszeń przeciętnego, otyłego zjadacza białego chleba.

Książka jest jednak idealną publikacją, dla osób, które z dietą nie miały nigdy do czynienia, a upływający czas ujawnił dolegliwości związane ze złym odżywianiem. Jeden rodział poświęcony jest nawet szczegółowym opisom chorób spowodowanych nieodpowiednią dietą i metodom ich leczenia. Autorka krok po kroku tłumaczy podstawy (przesadnie) zdrowego odżywiania oraz prezentuje przykładowy tygodniowy jadłospis. Dodatkowo raczy nas także prostymi sztuczkami, jak zadbać o ciało i umysł. Z pewnością czytelnicy, którzy stykają się z odchudzaniem po raz pierwszy będą tym zachwyceni. Okazało się też, że to do tego rozdziału najczęściej wracam. Zainteresowałam się szerzej kwestią które produkty na jakie aspekty naszego zdrowia wpływają i ksiązką Gillian McKeith okazała się być skarbnicą wiedzy w tym temacie.

“Jesteś tym, co jesz” zawiera mnóstwo ważnych i przydatnych informacji, które z pewnością należy wziąć sobie do serca, jednak przesadne stosowanie się do zaleceń Gillian McKeith może zrobić z nas “żywieniowych fanatyków” (jak sama Gillian nazywa siebie). Zachęcam więc do przeczytania, ale jeśli nie dotyczy cię chorobowa otyłość, śmiało możesz przymknąć oko na niektóre z rad, bo stosując się do wszystkich można na prawdę zwariować.

  • Kupiłam tę książkę parę lat temu zafascynowana programami “Jesteś ty, co jesz”, które moim zdaniem są po prostu rewelacyjne. Sama książka jednak mnie zawiodła, bo pomiędzy kolorowymi zdjęciami i rozciągniętym na całą stronę tekstem nie znalazłam żadnej przydatnej treści…

    • gruszka

      Tak jak napisałam – przydatnej treści jest całe mnóstwo, ale tylko dla osób, które faktycznie w temacie są absolutnie zielone. Ci, którzy “liznęli” już trochę wiedzy na temat dietetyki i zdrowego odżywiania faktycznie mogą być książką zawiedzeni, tak jak i ja nią byłam.

  • Ola

    mimo wszystko nawet osoby, które trochę znają się na dietetyce powinny sięgnąć po tę książkę nawet dla uzupelnienia lub odświeżenia informacji, dla nich to będzie książka – ciekawostka

  • Małam ochotę kupić tę książkę, a po Twojej recenzji… o dziwo, chcę jeszcze bardziej. Zainteresowały mnie bardzo te wszystkie dziwactwa i chętnie poznam punkt widzenia najsławniejszej brytyjskiej dietetyk:)
    Dzieki za recenzję!

    • gruszka

      Przyznam, że cieszy mnie to co napisałaś, bo to dowód, że udaje mi się to, co zamierzałam tymi recenzjami zrobić – przedstawiam jedynie swój punkt widzenia, który pozwala innym wydać własną opinię :)