brioszki z kardamonem

Przy okazji wczorajszego chili wspomniałam o cieście na brioszki z kardamonem, które rosło sobie spokojnie w misce. Ten wypiek zdecydowanie nie jest śniadaniem, które da się przygotować zaraz po przebudzeniu, bo czeka nas łącznie przynajmniej 3 godziny wyrastania. Lepiej więc zabrać się za ciasto już dzień wcześniej, tak jak zrobiłam to ja.

Brioszki są jednak zdecydowanie śniadaniowe. Co do samego ciasta, chyba jeszcze troszkę nad nim popracuję, choć już teraz wyszło pyszne. Konsystencja jest delikatna i mięciutka, jednak samo ciasto wyszło słonawe. Co prawda pod warstwą domowej roboty powideł śliwkowych absolutnie tego nie czuć, to jednak następnym razem dam ciut mniej soli i chyba ciut więcej mąki, bo samo formowanie brioszek z klejącego się ciasta było dość problematyczne.


brioszki z kardamonem

Składniki (na 8 brioszek):

– 225 g mąki (następnym razem dam 250)

– 5 g suszonych drożdży

– 30 g drobnego cukru

– 1/2 łyżeczki soli (chyba sypnęło mi się za dużo, ale następnym razem dam jednak tylko szczyptę)

– 40 ml letniej wody

– 2 jajka

– 1 płaska łyżeczka kardamonu

– 80 g miękkiego masła

– 1 żółtko

– trochę płatków migdałów i brązowego cukru do dekoracji

50 g mąki, sól, drożdże i cukier mieszamy razem. Dolewamy letnią wodę i całość miksujemy na wolnych obrotach około 2 minut. Do masy wbijamy 1 jajko, miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy drugie jajko, ponownie miksujemy. Do uzyskanej masy dodajemy kolejne 100 g mąki i miksujemy razem.

Masło dzielimy na 3 części. Dodajemy kolejno każdą z nich, każdorazowo dokładnie mieszając masę (kolejną porcję dodajemy dopiero gdy poprzednia całkowicie połączy się z ciastem). Gdy dodamy całe masło dodajemy pozostałą mąkę i kardamon i miksujemy zbierając ze ścianek dokładnie całe ciasto. Ciasto będzie gęste (w mikserze mogą być pomocne haki), jednak dość klejące i raczej nie będzie dawało się formować w dłoniach.

Ciasto przykrywamy bawełnianą ściereczką i odstawiamy na 1,5 godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Po tym czasie ciasto delikatnie rozpłaszczamy, pozwalając całemu powietrzu z niego ujść. Jeśli przygotowujemy ciasto dzień wcześniej, na tym etapie przykrywamy ciasto folią spożywczą i wkładamy do lodówki. Następnego dnia wyjmujemy ciasto z lodówki, w ciepłym miejscu pozwalamy mu się ogrzać i wyrosnąć (około 1,5 godziny, jeśli mamy czas, można na dłużej). Jeśli brioszki robimy tego samego dnia, po prostu odstawiamy na kolejną godzinę.

W wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią by gwałtownie zeszło z niego powietrze.

Formę na muffiny wykładamy papilotkami. Przy pomocy łyżki (dłonią raczej jest niezbyt wygodnie, bo ciasto jest bardzo lepkie) nakładamy porcje ciasta do papilotek (do 4/5 wysokości). Żółtko roztrzepujemy widelcem, pędzelkiem smarujemy wierzch bułeczek, posypujemy każdą z nich płatkami migdałów i szczyptą cukru.

Pieczemy 20 minut w temperaturze 180 stopni (do suchego patyczka).

Smacznego życzy gruszka z fartuszka! :)

 

  • Nigdy nie jadłam kardamonu i nawet nie wiem jak smakuje

  • Fio

    Wyglądają smakowicie :D
    W sumie dobry pomysł na spuszczenie powietrza także z siebie, wyżyć się można z tą pięścią :D

  • Ja mam jeden sposob na klejace, rzadkie brioszkowe ciasto: wyrabiam wieczorem, wstawiam do lodowki, a brioszki (czy tez jedna duza brioche) formuje dopiero rano. Strasznie mi sie te twoje malenstwa podobaja!

    • gruszka

      Moje siedziało całą noc w lodówce a i tak nie dawało się ładnie formować. Ciasto na szczęście nie było bardzo rzadkie, dało się chwycić w dłonie, ale po chwili trzymania przelewało się przez palce, i w połowie robienia stwierdziłam, że łyżka będzie jednak lepsza :)

  • super wyglądają i pewnie pysznie smakują, więc wszystkie niedogodności z przygotowaniem się opłacają :)

  • Nina

    Nie mogę się doczekać kiedy je zrobię. Czekam na wolne dni, żeby w pełni celebrować to pyszne zadanie:)

  • gin

    Śliczne :)
    Nie wiem dlaczego, nigdy nie piekłam brioszek. A u nas w wolne dni śniadania są dość późno, więc taki wypiek byłby w sam raz :) Szczególnie z moim ukochanym kardamonem :)